czwartek, 28 kwietnia 2016

Kanapka z jajkiem



Ostatnio mam chęć na kanapki z jajkiem w koszulce. Ale żeby nie były takie same, za każdym razem wymyślam inne dodatki. Nie będę podawać przepisu na kanapkę, gdyż każdy może dobrać dodatki według własnych upodobań i tymczasowej zawartości lodówki:) U mnie dziś na przykład były to chrupkie plasterki boczku, podsmażone na patelni krążki cukinii (patelnię posmarowałam oliwą), awokado, rukola (już wyrosła na balkonie;) żółty ser. A podstawę tworzyła pyszna pełnoziarnista kajzerka. Jajko usmażyłam na wodzie, dzięki temu białko jest idealnie ścięte, a żółtko pozostaje płynne - takie lubię najbardziej. Jeszcze tylko garść kiełków brokułów... Rozkoszne miałam śniadanie!

Pewnie zastanawiacie się nad tym smażeniem na wodzie. Otóż cały proces wygląda tak: niedużą patelnię trzeba nagrzać, posmarować lekko masłem bądź oliwą, wbić jajko (żeby uzyskać określony kształt - kwiatek, kółko - można użyć specjalnych foremek do smażenia jajek). Białko zacznie się ścinać, wtedy należy chlupnąć odrobinę wody (tak ok 2-3 łyżek) i przykryć patelnię pokrywką. Pod wpływem pary białko ładnie się zetnie nawet na górze, na żółtku. Trzeba tylko pilnować stopnia twardości żółtka - jedni lubią całkiem płynne, inni wolą prawie na twardo. Po usmażeniu posolić i oprószyć świeżo mielonym pieprzem, ułożyć na kanapce.

Smacznego!



wtorek, 26 kwietnia 2016

Polędwiczka w sosie słodko-kwaśnym

 

W piątek zjawił się kurier w wielką paką produktów od Josepha "Józka" Seeletso (pewnie widzieliście zdjęcia na fb;). Było w niej kilka rodzajów ryżu, sosy oraz przeurocze fartuszki i czapka - teraz będę wyglądać jak prawdziwy kucharz:)
W kulinarnych planach na weekend miałam polędwiczkę, a że w paczce znalazł się sos słodko-kwaśny, więc pomysł na danie był jednoznaczny. Wyszło smakowicie:)

Składniki (na 4 porcje):
300g polędwiczki wieprzowej
1 cebula
1 marchew
2 ząbki czosnku
1 mała cukinia
1 papryka (dałam pół zielonej i pół czerwonej)
2 łyżki mąki kukurydzianej (lub pszennej)
3 łyżki oleju sezamowego
sól
pieprz
1cm kawałek imbiru
1 słoik sosu słodko-kwaśnego (400ml)

albo można przygotować własny sos słodko-kwaśny:
sok z limonki
2 łyżki octu jabłkowego
3 łyżki wody
4 łyżki cukru trzcinowego
4 łyżki sosu sojowego 
1 łyżka koncentratu pomidorowego

200g ryżu (basmati, jaśminowy)
1 łyżka suszonych pomidorów z bazylią i czosnkiem

Mięso umyć, osuszyć papierowym ręcznikiem. Polędwiczkę przekroić wzdłuż, a następnie pokroić w cienkie plastry. Oprószyć solą i pieprzem, wymieszać z mąką, odstawić na czas przygotowania warzyw.
Cebulę pokroić z piórka, czosnek posiekać. Imbir zetrzeć na drobnej tarce.
Marchew pokroić w cienkie paski (julienne), cukinię w słonkę, paprykę w paski.
W woku lub głębokiej patelni rozgrzać olej (2 łyżki). Obsmażyć cebulę z czosnkiem, odsunąć na bok, następnie kolejno marchew, paprykę, cukinię. Dolać pozostały olej, wyłożyć mięso i smażyć mieszając, aż się przyrumieni. Warzywa zgarnąć do środka, dodać imbir, wymieszać z mięsem, smażyć razem ok 4-5 minut.
Składniki sosu wymieszać, wlać do mięsa i warzyw, wymieszać, gotować ok 2 minut.
Ryż opłukać, wsypać do gotującej się wody, posolić. Gotować na małym ogniu ok 10 minut, odcedzić. Doprawić suszonymi pomidorami.
Na talerz wyłożyć ryż, sos z warzywami i mięsem.
Smacznego!


poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Zupa pokrzywowo-szczawiowa

Do niektórych smaków trzeba dorosnąć. Pamiętam, że w dzieciństwie na hasło "zupa pokrzywowa" przeżywałam lekki strach: a co jeśli ta pokrzywa poparzy mnie w język? Smakowała zupa całkiem normalnie, i choć wyglądem przypominała moją ulubioną szczawiową, to jednak brakowało jej tej charakterystycznej kwaśnej nuty. Dziś zupa z pokrzywy smakuje mi bardziej i nie obawiam się, że poparzę buzię;) 
Co roku wiosną moja pamięć przywołuje mi smak pokrzywowej zupy. Takiej, jak gotowała mama i babcia - z jajkiem i śmietana. W tym roku również od kilkunastu już dni chodziłam z zamiarem ugotowania "pokrzywówki", ale znalezienie ekologicznych pokrzyw w mieście raczej graniczy z cudem. Zaplanowałam więc zbieranie chwastów podczas weekendowego wyjazdu na wieś. Na całe szczęście nie wszystkie jeszcze pokrzywy w ogródku zostały wypielone:) Przechadzając się po łące skubałam też młode listki szczawiu. I wtedy wpadłam na pomysł połączenia tych dwóch zup w jedną. Zupa pokrzywowa jest nieco słodkawa, delikatna, trochę nawet mdła. Szczaw natomiast świetnie uzupełnia jej kwasowość. Wyszło przepysznie!

Składniki:
1 spora garść młodych pokrzyw (najlepiej same listki)
2 garście listków szczawiu
1 marchew
1 korzeń pietruszki
2 listki laurowe
2-3 ziarenka ziela angielskiego
1 łyżka domowej vegety
1 łyżka klarowanego masła
1 cebula
4 jajka
100ml śmietany 18%
sól
pieprz
opcjonalnie: 1-2 ziemniaki

Pokrzywy i szczaw opłukać,  pokroić drobno.
Marchew i pietruszkę obrać, pokroić w półtalarki. W garnku zagotować 1-1,5 litra wody (w zależności jak duże były garście szczawiu i pokrzyw), wrzucić listki laurowe, ziele, marchew i pietruszkę, gotować na małym ogniu ok 10 minut. Jeśli chcemy, by zupa była z mieniakami - kroimy je w kostkę i gotujemy razem z warzywami.
Cebulę pokroić w drobną kostkę, zrumienić na maśle.
Do wywaru dodać pokrzywy i szczaw, gotować ok 304 minut. Dodać zrumienioną cebulę, doprawić vegetą, pieprzem.
Śmietanę rozmieszać z niewielką ilością soli i zahartować kilkoma łyżkami gorącej zupy, wlać do garnka, wymieszać.
Jajka ugotować na twardo, pokroić i dodać od zupy.
Smacznego:) 


piątek, 22 kwietnia 2016

Candy Pandas Box - paczka pełna zdrowych słodyczy


 

Kilka dni temu napisały do mnie najsłodsze Pandy w sieci - dziewczyny z Candy Pandas - z propozycją wysłania mi do wypróbowania kilku przygotowanych przez nich produktów. Chętnie się zgodziłam, ponieważ kto zagląda do nich na blog, ten wie, że dziewczyny mają mnóstwo ciekawych pomysłów na zdrowe słodycze. Gdy listonosz przyniósł przesyłkę z pięknie namalowanymi pandami, wiedziałam, że to jest ta wyczekiwana paczka. Otworzyłam ją jak najszybciej, a tam same smakowitości: 2 opakowania płatków śniadaniowych, jedne z owocami goji i migdałami, a drugie o smaku piernikowym z orzechami włoskimi; batoniki fig bar oraz wieloziarniste chlebki miłości.
Wszystkie pięknie zapakowane, z dołączoną etykietą informującą o składzie tych produktów.

Najpierw skusiłam się na orzechowy fig bar. Jest to batonik z ciasta na bazie mąki gryczanej, owsianej i amarantusowej, z masłem orzechowym i olejem kokosowym, a wypełniony naturalnie słodkim nadzieniem z daktyli, fig i żurawiny. Ciasto ma charakterystyczny posmak mąki gryczanej, jest kruche, ale nie suche. W nadzieniu pestki fig przyjemnie chrupią, a słodycz jest zrównoważona sokiem cytrynowym. Pyszne!


Następnego dnia postanowiłam zafundować sobie śniadanie z płatków z migdałami i owocami goji. Same płatki zrobione są z mąki ryżowej i kukurydzianej, z dodatkiem mielonego lnu, oleju kokosowego, masła, jajka i kurkumy, a słodzone miodem i słodem ryżowym. Już sam kształt gwiazdek zachęca do chrupania, płatki bowiem smakują jak ciasteczka. Z jogurtem smakowały wybornie, ale obawiam się, że dość szybko znikną wyjadane po prostu z paczuszki:)



Właśnie tak bez niczego wyjadam drugie płatki śniadaniowe - korzenne z orzechami włoskimi. Płatki są upieczone z mąki gryczanej, amarantusowej, z dodatkiem melasy z karobu i ksylitolem, olejem kokosowym, masłem orzechowym, przyprawą do piernika i cynamonem. Smakują przyjemnie piernikowo, trochę tak świątecznie i myślę, że byłyby świetnym śniadaniem w jesienno-zimowe poranki:)


Pisząc ten post podjadam wieloziarniste chlebki miłości. Dlaczego chlebki miłości - może dlatego, że mają kształt serduszek. Chlebki zawierają siemię lniane, pestki słonecznika i dyni, melasę z karobu i sól morską. Jedno serduszko popijane sokiem w zupełności wystarczy na drugie śniadanie;)


Wszystkie te produkty nie zawierają glutenu, białego cukru. Płatki korzenne, chlebki oraz batony fig bar nie zawierają też laktozy, a dwa ostatnie produkty dodatkowo są wegańskie.
Zerknijcie koniecznie do Candy Pandas - Monika i Angelika opublikowały już przepisy na niektóre z tych słodyczy, a za kilka dni planują konkurs, w którym do wygrania będzie taka słodka paczuszka.

czwartek, 21 kwietnia 2016

Sałatka z pieczonych na oleju rzepakowym warzyw z jajkiem sadzonym

Jestem, jestem:) trochę zabiegana, ale pełna sił i zapału do gotowania i dzielenia się z Wami pomysłami na kolejne dania. W kuchni ostatnio trochę powiało nudą - a to schabowe, a to kopytka. Z założenia staram się nie zanudzać moich Czytelników każdą najzwyklejszą kanapką lub miską ugotowanej na obiad czy kolację zupy. Ale czasem z prostych składników udaje się zrobić coś, czego jeszcze nie było, a pomysł wydaje się na tyle ciekawy, że będę nie raz wracać do tego smaku. 
Tak było z tą sałatką. Miałam ochotę na sałatkę, ale pożywną, która zastąpiłaby cały obiad. Jednocześnie miała pozostać lekka i najlepiej, żeby była na ciepło. Czy nie za dużo chciałam?;) Mając w lodówce cukinię, paprykę, pęczek rzodkiewek* wpadłam na pomysł upieczenia warzyw w piekarniku, a następnie podanie ich z jajkiem w koszulce, chrupiącym boczkiem i grzankami. Sałatka z założenia miała być na ciepło, więc nie było mowy o długiej sesji zdjęciowej. Kilka szybkich "pstryków" i już rozkoszowałam się pysznym obiadem.

Olej rzepakowy jest naturalnym źródłem steroli roślinnych oraz witaminy E i dlatego jest niezastąpiony w kuchni.


Składniki (na 4 porcje):
1 mała cukinia
1 czerwona papryka
1 pęczek rzodkiewek
2-3 plastry wędzonego surowego boczku
4 jajka
2 kromki chleba
olej rzepakowy
12 kulek serka labneh w ziołach
3 łyżki pestek słonecznika
garść kiełków
kilka pędów szczypiorku
sól
pieprz
świeży tymianek

Warzywa umyć.Cukinię pokroić w krążki, paprykę w kawałki, rzodkiewki w grubsze plastry lub ćwiartki. Warzywa ułożyć na blasze posmarowanej olejem i posypanej listkami tymianku, upiec w piekarniku (funkcja grill, 200stC, 10 minut) lub usmażyć na patelni grillowej.
Chleb pokroić w kostkę, zrumienić na suchej patelni.
Pestki uprażyć na suchej patelni.
Boczek pokroić w paski, zrumienić na patelni.
Jajka ugotować w koszulce lub usmażyć na wodzie pod przykryciem.
Liście rzodkiewki porwać na mniejsze kawałki, ułożyć na talerzu. Na liście wyłożyć warzywa, jajko, po 3 kulki serka labneh, posypać boczkiem, grzankami, pestkami, kiełkami i posiekanym szczypiorkiem. Sałatkę doprawić solą, pieprzem. Podawać na ciepło.
Smacznego!

* Rzodkiewki miałam ekologiczne, więc bez obaw do sałatki wykorzystałam też liście.


niedziela, 17 kwietnia 2016

Babka orzechowo-czekoladowa


Lubię burze. Jest w nich moc, potęga żywiołu, ale też jest piękno i dziwna energia, która wyzwala we mnie chęć do działania. Wczorajsza burza natchnęła mnie do upieczenia pysznej babki z orzechami laskowymi. Do niedzielnej kawki jest w sam raz - mięciutka, wilgotna, mocno czekoladowa, z chrupiącymi kawałkami orzechów. To połączenie orzechów i czekolady przypomina nieco nutellę. Wiem tylko, że na jednym kawałku się nie skończy. Pokochaliśmy ją:)
Składniki:
150g gorzkiej lub deserowej czekolady
120g masła
100g cukru
4 duże jajka
0,5 szklanki mąki tortowej
150g mielonych orzechów laskowych
1 łyżka kakao
1 łyżeczka z górką proszku do pieczenia

polewa:
50ml mleka
1 łyżka śmietany 18%
2 łyżki cukru
2 łyżki kakao

Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową.
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej.
Masło utrzeć z połową cukru na puch, dalej ucierając dodawać po jednym żółtku, a następnie wlać rozpuszczoną czekoladę. Mąkę wymieszać z kakao, proszkiem i orzechami, wsypać do masy maślanej, zmiksować.
Białka ubić na sztywną pianę, po koniec ubijania dosypując pozostały cukier. Ubitą pianę delikatnie wmieszać do ciasta.
Formę do babki (22-24cm średnicy, z kominem) posmarować olejem, posypać mąką. Do formy wyłożyć ciasto. Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok 40 minut w temp. 170stC do tzw. suchego patyczka. Upieczoną babkę wyjąć z piekarnika, studzić najpierw kilka minut w formie, następnie wyjąć i położyć do kratce do całkowitego ostudzenia.
Polewa: cukier i kakao wymieszać, dodać śmietanę i mleko, gotować na małym ogniu ciągle mieszając, aż polewa zgęstnieje. Polać babkę.
Słonecznej niedzieli!




Babki (po)wielkanocne

czwartek, 14 kwietnia 2016

Granola z migdałami i żurawiną


... i jeszcze z jagodami goji, rodzynkami, amarantusem, pestkami słonecznika...
To śniadanie dla wymagających smaku i zdrowych składników, ale przy tym niewymagające nakładu pracy i czasu. Kilka łyżek granoli, jogurt lub mleko - i gotowe:)

Składniki:
2 szklanki płatków owsianych pełnoziarnistych
0,5 szklanki żurawiny
0,5 szklanki rodzynków
0,5 szklanki migdałów
0,5 szklanki amarantusa ekspandowanego
0,25 szklanki orzechów włoskich
0,25 szklanki pestek słonecznika
0,25 szklanki jagód goji
2 łyżki oleju kokosowego
2 łyżki miodu akacjowego (lipowego lub innego o łagodnym smaku)

Orzechy uprażyć na suchej patelni lub podpiec w piekarniku (ok 5 minut w temp. 150stC), usunąć skórki.
Migdały zalać wrzątkiem, pozostawić na kilka minut, następnie obrać ze skórek.
Olej kokosowy i miód podgrzać do rozpuszczenia.
Płatki owsiane, migdały, słonecznik wymieszać, wlać miód z olejem, wymieszać ponownie i wyłożyć na blaszkę. Piec 20 minut w temp. 160stC, w trakcie pieczenia kilkakrotnie zamieszać.
Dodać pozostałe bakalie, odstawić do ostudzenia.
Granolę przechowywać w szczelnym pojemniku.
Smacznego!

środa, 13 kwietnia 2016

Taratuszki



A cóż to za dziwnie brzmiąca nazwa? Taratuszki (таратушки, akcent na U) to rodzaj pączków, faworków albo racuszków. Trudno określić, co przypominają bardziej. Pamiętam je jeszcze z dzieciństwa. Smażyła je babcia, która przepis przywiozła ze sobą z Syberii. Później smażyła mama, jednak od dłuższego czasu zapomnieliśmy o nich. Odgrzebuję więc z pamięci ten rodzinny przepis, by sięgać po niego częściej, gdyż taratuszki są przesmaczne. Mięciutkie, puchate, szybkie do zrobienia. Znam dwie ich wersje - na słodko i na wytrawnie. Pierwszą przedstawiam poniżej. Słodkie taratuszki smakują pysznie, zajadamy je z miodem, syropem klonowym, dżemem. Najlepiej smakują świeże (więc lepiej nie robić na zapas), następnego dnia stają się nieco twardsze.
Wersja wytrawna pasuje do sałatek lub chłodników (ale o tym nieco później).
- Ale dobre! Będą na blogu? - zapytał maż po ugryzieniu pierwszego kęsa. Lepszej reklamy taratuszki nie potrzebują:)


Składniki (na ok 15 sztuk):
1 szklanka gęstego kefiru lub zsiadłego mleka
1 jajko
1 łyżka cukru waniliowego
1 łyżka roztopionego masła
1 łyżka spirytusu
2 szklanki mąki (plus do podsypywania)
1 łyżeczka sody
szczypta soli
olej rzepakowy do smażenia

Kefir, jajko, sól, masło i cukier roztrzepać, wlać spirytus, wsypać przesianą mąkę z sodą. Zagnieść ciasto. Ciasto będzie dość luźne, lekko klejące. Przykryć go bawełnianą ściereczką i odstawić na 30 minut.
Stolnicę oprószyć mąką. Wyłożyć ciasto, dłońmi rozpłaszczyć na grubość 1cm. Nożem pokroić w paski o szerokości ok 4cm i długości ok 8-10cm. Na środku każdy kawałek przeciąć, wywinąć ciasto - jak faworki. W rondlu rozgrzać olej (olej wlać na wysokość 2-3cm), wkładać ciasto po kilka sztuk (taratuszki bardzo rosną), smażyć na rumiano w obu stron (ok minuty z każdej strony). Po usmażeniu osączyć na papierowym ręczniku.
Przed podaniem można posypać cukrem pudrem.
Smacznego!



wtorek, 12 kwietnia 2016

Czekoladowe warsztaty w Szkole Artystycznej Wiesław Kucia


Dzień Czekolady jest najlepszą okazją, by opowiedzieć Wam o mojej ostatniej czekoladowej przygodzie. Fani na fb już od kilku dni wiedzieli, że byłam na warsztatach czekoladowych, dziś więc opowiem o tym, co się działo podczas tego słodkiego spotkania.

Jeśli chodzi o studia kulinarne i wszelakie warsztaty, Lublin niestety nie ma zbytnio czym się pochwalić. A szkoda, przecież jest tu mnóstwo ludzi z pasją, blogerów, którzy chętnie by uczestniczyli w takich wydarzeniach. Pojawiło się jednak światełko w tunelu - Szkoła Artystyczna Wiesław Kucia. Studio szkoleniowe mieści się przy ul. Zemborzyckiej 59F. W środku jest przestronnie, jasno, na uczestników czekają 24 stanowiska pracy, profesjonalny sprzęt.


W kameralnym gronie 10 osób zaczynamy naszą czekoladową przygodę. Na początek miłe  powitanie, kawa, herbata, pyszne ciasta. Wiesław opowiada o planowanych w przyszłości warsztatach, a ja odnotowuję w pamięci te, które najbardziej by mnie interesowały, m.in. wypiekanie bagietek, chlebów, dekorowanie tortów, robienie pralinek i figurek czekoladowych. Szkoła oferuje również warsztaty dla dzieci, spotkania integracyjne i szkolenia dla firm.

ziarna kakaowca
Nasze warsztaty poświęcone są czekoladzie. Na stole już czeka kilka rodzajów czekolady: deserowa, mleczna, biała, a także czekolady smakowe - truskawkowa, pomarańczowa i limonkowa, która wzbudziła najwięcej emocji. Zaczynamy! Najpierw trochę teorii o składnikach czekolady, o ziarnach kakao, o sposobach temperowania, a następnie przechodzimy do praktyki.


Uczymy się temperować czekoladę poprzez podgrzewanie i chłodzenie na płycie granitowej. Ważna jest tu odpowiednia temperatura. Posiekaną mleczną lub białą czekoladę podgrzewa się do 45stC, następnie rozprowadza na płycie i schładza do 27stC, a później znowu się podgrzewa do 29stC.
Drugim sposobem temperowania czekolady jest podgrzanie jej do 45 stopni, a następnie schłodzenie poprzez dodanie posiekanej czekolady. Ważne są proporcje: 2/3 czekolady podgrzewamy, a 1/3 siekamy i dodajemy do tej już podgrzanej. Całość należy dokładnie wymieszać i podgrzać do osiągnięcia 32stC. Tę metodę osobiście wypróbuję na czekoladzie deserowej.
Odpowiednie temperowanie czekolady pozwala na utworzenie kryształków 5 stopnia, dzięki czemu czekolada uzyskuję gładką, lśniącą powierzchnię, szybko zastyga i nie roztapia się pod palcami, a podczas jej łamania słychać ten charakterystyczny dźwięk.

Czekolada zatemperowana, możemy więc robić pralinki. Uczymy się wylewać foremki, obstukiwać je z nadmiaru czekolady, by nasze przyszłe pralinki mogły zmieścić więcej pysznego nadzienia.

 Do nadziewania dziewczyny przygotowały kilka rodzajów ganache: amarena, orzech laskowy, mango-marakuja, pomarańcza i truskawka. Do wypełnienia swoich pralinek wybrałam nadzienie wiśniowo-migdałowe (amarena) oraz pyszny krem o smaku orzechów laskowych.
Czekoladki nadziane, przyszła pora na zamykanie. Wiesław zalewa foremkę czekoladą i za pomocą skrobki sprawnym ruchem ściąga jej nadmiar. Czy nam pójdzie równie sprawnie?:) Drobne dziurki zasmarowujemy i właśnie po tym można poznać, że pralinki były robione ręcznie;) Foremki wędrują do lodówki na 15 minut.
W międzyczasie nasz nauczyciel pokazuje, jak z czekolady zrobić dekoracje, np. gniazdko, ażurową kulę albo opaskę na tort.
Pralinki zastygły, teraz musimy je wyjąć z foremek. Odwracamy foremkę, stukamy nią o blat i wyskakują czekoladki. Te, robione na folii ozdobnej, mają piękne wzory. Inne dekorujemy jadalną farbą w sprayu.
Każda z uczestniczek robiła pralinki w innym kształcie (listki, motyle, raczki, kraby, muszelki), o innym smaku czekolady i nadzienia. Wymieniamy się więc między sobą, by mieć w swojej kolekcji różne smaki i formy.

Wszytko co dobre, szybko się kończy. Nasze warsztaty również dobiegły końca, ale wracam do domu bogatsza o wiedzę, doświadczenie i z pudełkiem pysznych własnoręcznie zrobionych pralin.

Dziękuję za tę przygodę i czekam na więcej, bo jak mawiał pewien dżentelmen: "życie jest jak pudełko czekoladek...":)
W warsztatach uczestniczyły lubelskie blogerki: Edyta Pasja smaku, Dorota Sierotka maRysia w kuchni, Marlena Kuchnia Marlenity, Małgosia Jedz i smakuj, Marta Kolorowo-Torcikowo, poznałam też Kasię, Zuzię, Ewę.


Światowy Dzień Czekolady zobowiązuje. Zjadłam już kostkę gorzkiej i jedną pralinkę... do końca dnia mam jeszcze czas:)

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Biała kiełbasa zapiekana w cydrze



Po minionym weekendzie czuję spory niedosyt. Brakowało mi słońca, ciepła, długiego spaceru. Patrząc rano na kwitnącą pod oknem mirabelkę przemknęła mi myśl, że to śnieg... Ale jej zapach ostatecznie rozwiał wszystkie wątpliwości. Jest wiosna, najprawdziwsza wiosna, może nieco chłodniejsza, zachmurzona, ale w końcu nie bez powodu nazywają 4 miesiąc roku "kwiecień-plecień":)
Nad obiadem długo się nie zastanawiam. I choć Wielkanoc świętowaliśmy dwa tygodnie temu, to chęć na żurek czy białą kiełbasę w moim przypadku wydaje się być wcale niezależna od kalendarza. A muszę powiedzieć, że białą kiełbasę lubię, i to bardzo. Dlatego pojawia się u nas na stole nie tylko w święta. Dziś wersja z jabłkami. Koniecznie poszukajcie białej kiełbasy bez dodatku konserwantów i innych niezdrowych dodatków. Najlepiej taką, która ma w składzie mięso i przyprawy (widziałam kilka marek, oferujących taką kiełbasę, dwie wypróbowałam - obie okazały się bardzo dobre). Kiełbaskę zapiekłam w cydrze z cebulką, porami i jabłkami, zioła dodały aromatu i podkreśliły smak. 
Paluszki lizać!

Składniki:
500g parzonej białej kiełbasy (5 sztuk)
2 jabłka (najlepiej reneta)
1 cebula
kawałek pora ok 5cm
2 gałązki rozmarynu
kilka gałązek tymianku
200ml cydru
2 łyżki oleju

Cebulę pokroić w piórka, zeszklić na oleju. Przełożyć do brytfanki, dodać pokrojone pory. Kiełbasę naciąć, ułożyć na cebuli. Jabłka obrać, pokroić w ósemki. Między kawałkami kiełbasy ułożyć cząstki jabłek i zioła. Polać cydrem.
Brytfankę przykryć folią aluminiową lub przykrywką, wstawić do nagrzanego piekarnika, zapiekać ok. 15 minut w temp. 180stC. Folię zdjąć i kiełbasę zapiekać jeszcze 20 minut, powinna ładnie się przyrumienić.
Smacznego!

piątek, 8 kwietnia 2016

Pierogi z czerwoną soczewicą

 
Na pierogi nie muszę nikogo długo namawiać. Tylko mam problem z nadzieniem - każdy by wolał co innego. Ze szpinakiem i fetą, ruskie, z kapustą, grzybami, serem, z truskawkami lub jagodami... A dziś dla odmiany są z soczewicą:) 
Soczewica lubi być dobrze doprawiona, nie żałujcie więc przypraw i poeksperymentujcie trochę, próbując za każdym razem. Ja swoje pierogi doprawiłam wędzoną słodką papryką, curry, chili, kuminem i pieprzem. Dodatkowo do nadzienia wykorzystałam zrumienioną cebulkę z marchewką, a przed podaniem polałam je masłem z chrupiącymi listkami szałwii. 
Wyszło pysznie:) 

Składniki (na ok 30 sztuk):
1,5 szklanki mąki
0,5 szklanki gorącej wody
szczypta soli
1 łyżeczka oleju

Nadzienie:
1 szklanka czerwonej soczewicy
1 duża cebula
1 duża marchew
2 łyżki oleju (użyłam z suszonymi pomidorami)
pół pęczka szczypiorku
1 płaska łyżeczka słodkiej wędzonej papryki
1/3 łyżeczki kuminu
1/3 łyżeczki curry
szczypta chili
świeżo mielony czarny pieprz
sól
liść laurowy

do podania: masło klarowane
szałwia

Mąkę przesiać z solą, zrobić wgłębienie, wlać wodę, zagnieść ciasto, pod koniec dodać olej. Ciasto przykryć ściereczką i zostawić by odpoczęło na 30 minut.
Soczewicę opłukać, ugotować do miękkości w lekko osolonej wodzie z liściem laurowym (1:2, gotować ok 10 minut) odcedzić na sitku. Liść laurowy wyjąć.
Cebulę pokroić w kostkę, zeszklić na oleju, dodać startą na dużych oczkach marchew, smażyć chwilę razem, a następnie przykryć i dusić 5 minut na małym ogniu.
Do cebulki dodać soczewicę i posiekany szczypiorek, wymieszać, doprawić do smaku.
Ciasto cienko rozwałkować, szklanką lub wykrawaczką wycinać kółka, nakładać nadzienie, zlepiać brzegi.
W dużym garnku zagotować wodę, wrzucać pierogi, gotować 1-2 minuty od wypłynięcia (czas gotowania zależy od grubości ciasta).
W rondelku roztopić masło, usmażyć na nim listki szałwii, żeby były chrupkie. Masłem polać pierogi, posypać szałwią.
Smacznego!



środa, 6 kwietnia 2016

Kisiel lniany z ananasem

Jakiś czas temu podzieliłam się z Wami przepisem na pudding z siemienia lnianego. O tym, że te małe nasionka są niezwykle zdrowe, wie każdy. Dziś proponuję kolejny pomysł na wprowadzenie siemienia lnu do diety. I zapewniam, że ten pomysł jest równie pyszny! Do przygotowania kisielu lnianego można użyć dowolnych owoców, świetnie będą pasować truskawki, kiwi, gruszki, pomarańcze, śliwki, porzeczki... Codziennie miksuję sobie inny smak, czasem mieszam kilka owoców razem. Wersja ananasowa szczególnie mnie posmakowała. Spróbujcie!

Składniki:
200ml wody
2 łyżki siemienia lnianego
2-3 krążki świeżego ananasa (może być mrożony)

Siemię lniane wsypać do gotującej się wody, gotować na małym ogniu 2 minuty, następnie przykryć i zdjąć z palnika. Odstawić do lekkiego ostudzenia.
Ananas pokroić w kostkę, zmiksować w blenderze razem z ugotowanym siemieniem.
Wypić od razu:)

wtorek, 5 kwietnia 2016

Zupa gulaszowa z fasolą


Kolejny piękny dzień. Kolejny powód do radości i snucia planów. Kolejny pyszny obiad:)
Dziś polecam zupę gulaszową z wołowiną i fasolą. Gdybym musiała opisać ją jednym słowem, powiedziałabym, że jest sycąca. Nie - lepiej: rozgrzewająca. Albo aromatyczna. A może gęsta. Na pewno pyszna. Chyba jednym słowem się nie da:) 

Składniki:
400g wołowiny (karkówka, udziec)
2 szklanki ugotowanej fasoli
1 marchew
2 cebule
2 ząbki czosnku 
1 pietruszka
1 puszka krojonych pomidorów
2 łyżki koncentratu pomidorowego
2 łyżki ajvaru 
1 litr bulionu warzywnego
2 liście laurowe
3 ziarenka ziela angielskiego
1 łyżka słodkiej papryki
1 łyżeczka słodkiej wędzonej papryki
szczypta chili
1 łyżka majeranku
1 łyżeczka ziaren kolendry
świeżo mielony pieprz
sól
1 łyżka mąki
3 łyżki oliwy

Mięso pokroić w kostkę ok 2cm, obsmażyć z każdej strony na oliwie, przełożyć do garnka. Na tej samej patelni zrumienić pokrojoną w kostkę cebulę i posiekany czosnek, dodać do mięsa. Marchew i pietruszkę pokroić w półkrążki, wrzucić do garnka. Dodać pomidory, koncentrat, liść, ziele, wlać gorący bulion i gotować pod przykryciem na małym ogniu, aż mięso będzie miękkie (gotowałam w szybkowarze 20 minut).
Do zupy dodać fasolę, ajvar, zagęścić mąką rozmieszaną z odrobiną bulionu, gotować jeszcze ok 5 minut. Kolendrę utłuc z moździerzu, wymieszać z pozostałymi przyprawami, wsypać do zupy. Posolić wg gustu.
Najlepiej smakuje ze świeżym pieczywem. Można podać z kleksem kwaśnej śmietany.
Smacznego!


poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Sałatka z cieciorki, pomidorów, awokado i sera

Ufff, balkon wysprzątany, okna lśnią. Chyba zasłużyłam na porcję czegoś lekkiego, wiosennego, a przy tym sycącego i zdrowego. Tak! ta sałatka spełnia moje wymagania;) 

Składniki:
1 szklanka ugotowanej ciecierzycy
100g sera solankowego (może być feta)
1 pomidor
1/2 czerwonej papryki
1 nieduże awokado
1 nieduża czerwona cebula
kawałek ogórka (ok 5cm)
garść kiełków

sos:
2 łyżki oliwy
1 łyżeczka miodu
sok z połowy limonki
pieprz
1 łyżeczka sosu sojowego

Pomidor, awokado, ogórek i paprykę pokroić w kostkę, cebulę w cienkie piórka. Ser pokroić w kostkę, jeśli jest miękki można po prostu pokruszyć palcami.
Składniki sałatki wymieszać.
Składniki sosu wymieszać, polać sałatkę.
Przed podaniem schłodzić w lodówce.
Słonecznego dnia:)

niedziela, 3 kwietnia 2016

Pischinger czyli wafle czekoladowe


W taką piękną pogodę aż szkoda siedzieć w domu. Tym bardziej, że jest niedziela i że nigdzie nie muszę się spieszyć. Tradycji jednak musi stać się zadość, w związku z czym mam coś słodkiego do pogryzania przy kawie. Albo nawet do zabrania ze sobą na spacer. Kubek kawy i kilka czekoladowych wafelków zmieści się w torebce, zatem wyruszam w drogę!
Zastanawiałam się skąd pochodzi obco brzmiąca nazwa tego przekładańca. Otóż torcik z wafli przekładanych masą czekoladowo-orzechową wymyślił w XIX wieku pewien wiedeński cukiernik - Oscar Pischinger. Bardzo często nazwy znanych deserów czy dań pochodzą od ich twórców. Od razu na myśl przychodzą chociażby słynne naleśniki Gundel Palacsinta, bułeczki graham, sos beszamel albo sałatka Caesar. Podobnie jak znany tort Sachera (Sachertorte), również wymyślony przez wiedeńskiego cukiernika, swoją nazwę wziął od jego nazwiska. Często nazwa potrawy powstaje na cześć osoby, dla której została ona przygotowana - pizza Margherita, bezowy tort Pavlova, naleśniki Crepe Suzette albo deser Melba. 
... Kawa zbożowa zaparzona, wafelki spakowane - uciekam łapać słońce:)

Składniki:
1 opakowanie andrutów (200g, 5 sztuk)
300ml śmietanki 30%
4/5 szklanki cukru
50g masła
4 łyżki kopiaste kakao
4 łyżki mielonych orzechów (laskowe, włoskie)
2 łyżki koniaku lub rumu

Cukier wymieszać z kakao, wlać śmietankę i dodać masło. Masę zagotować.
Gotować na małym ogniu, od czasu do czasu mieszając, aż stanie się gęsta, jak śmietana. Wlać alkohol, wsypać orzechy, wymieszać i odstawić do całkowitego ostudzenia. 
Wafle kolejno smarować masą, owinąć papierem (w którym były zapakowane), przygnieć czymś płaskim, np. deską do krojenia, i włożyć na lodówki na kilka godzin.
Po zastygnięciu wafle najlepiej jest kroić na kawałki ostrym ząbkowanym nożem.
Smacznego!

sobota, 2 kwietnia 2016

Mazurek "śliwka w czekoladzie"



Wiem, wiem - tydzień po Wielkanocy wyskakiwać z przepisem na mazurek nie jest może zbyt oryginalnym pomysłem, ale muszę się podzielić tym przepisem. Wystarczy zmienić dekorację, upiec ciasto w prostokątnej formie - i już mamy pyszną rewelacyjną krajankę o smaku śliwki w czekoladzie do popołudniowej kawy. 
Pamiętacie śliwki w czekoladzie z marcepanem?  Ten mazurek właśnie tak smakuje! Nasz tegoroczny hit świąteczny;)

Składniki:
ciasto:
180g mąki
120g masła
1 żółtko
1 łyżka cukru pudru
1 łyżka zimnej wody
Ciasto: masło posiekać  z mąką, dodać żółtko, cukier puder, wodę i szybko zagnieść ciasto. Z ciasta uformować kulę, owinąć folią i włożyć na godzinę do lodówki.
Ciasto położyć na papierze do pieczenia, rozwałkować na koło o średnicy 24cm lub prostokąt 20x30m, z obkrojonych kawałków ciasta zrobić ozdobny rant, środek nakłuć widelcem. Ciasto wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok. 12 minut w temp. 180stC na złoty kolor.
Upieczony spód ostudzić.

Nadzienie:
200g śliwek kalifornijskich
3 łyżki rumu
200g marcepanu
150g gorzkiej czekolady 

Śliwki pokroić na ćwiartki, zalać wrzącą wodą, żeby tylko je przykryła. Gotować na małym ogniu, aż owoce wchłoną płyn. Śliwki ostudzić, dodać rum i zmiksować blenderem (nie muszą być zmiksowane na gładko, mogą pozostać kawałki owoców).
Śliwkowy mus rozsmarować na upieczonym spodzie.
Marcepan rozwałkować na rozmiar ciasta (ewentualnie trochę mniejszy, jeśli rant ciasta był szeroki). Położyć na śliwkach, lekko docisnąć.
Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej, polać mazurek.
Udekorować wg uznania.
Smacznego!


piątek, 1 kwietnia 2016

Słodko-kwaśna surówka z kapusty


Często bywa tak, że im prościej tym lepiej. Proste fasony podbijają świat mody. Proste dekoracje cieszą oko. Z kilku prostych składników powstają pyszne dania. Podobnie jest w przypadku tej surówki - taki prosty, ale jakże pyszny dodatek do obiadu.
Jak smakuje? Słodko-kwaśno, chrupiąco, a ktoś nawet powiedział, że przypomina te "u Chińczyka":)


Składniki:
1/4 główki średniej kapusty (włoska, biała; ok 0,5kg)
1 duża marchew
1 cebula
koperek

zalewa:
50ml wody
2 łyżki cukru
3 łyżki octu jabłkowego lub winnego
0,5 łyżeczki soli
50ml oleju lub oliwy

Kapustę poszatkować. Marchew zetrzeć na dużych oczkach. Cebule pokroić w cienkie piórka. Koperek posiekać. Warzywa wymieszać.
Wodę, ocet, cukier i sól zagotować, zdjąć z palnika, wlać olej. Warzywa wymieszać z zalewą, ugnieść i odstawić na kilka godzin, żeby smaki się przegryzły.
Smacznego!

Drukuj