wtorek, 21 listopada 2017

Królik duszony w winie z rodzynkami


 
Noc przyprószyła śniegiem, a ja na balkonie znalazłam ostatnią poziomkę. Na pożegnanie lata i nawet już jesieni. Przymierzając się do świątecznych przepisów pomyślałam, że to dobry czas na eksperymenty w kuchni. Chodzi za mną kaczka. Nie dosłownie, rzecz jasna:) Może nie klasycznie z jabłkami, ale połączenie mięsa i owoców zapowiada się w tym przypadku bardzo smakowicie. Póki natomiast upoluje tę swoja kaczkę, porwałam się na kolejne słodko-słone połączenie i przygotowałam królika z rodzynkami. Do tej pory było tradycyjnie - w śmietanie albo z warzywami. I choć taki królik też smakuje pysznie, brakowało mi odrobiny szaleństwa w kuchni. Jakiś wewnętrzny głos szepnął, żebym sypnęła rodzynków. Posłuchałam. Nie żałuję. 
Królik z rodzynkami smakuje obłędnie! Przyjemnie słodko, a przy tym lekko, mięso jest kruche, delikatne. Na tym nie koniec eksperymentów:) Jeśli chcecie podać takie danie na świąteczny obiad, polecam podczas duszenia dorzucić do sosu kilka goździków i kawałek cynamonu - teraz mamy prawdziwą kwintesencję smaku!


Składniki:
1 tuszka królika (ok 1,2kg)
100g rodzynków (u mnie Bakalland)
4-5 moreli (u mnie Bakalland
2 szalotki
1 duża marchew
2 łyżki masła klarowanego
2 łyżki oleju
200ml białego półwytrawnego wina lub cydru
400ml bulionu warzywnego lub drobiowego
biały pieprz
pieprz ziołowy
sól
3 liście laurowe
mąka do obtoczenia
opcjonalnie: 4 goździki, kawałek kory cynamonu (ok 2cm)

Królika pokroić na kawałki. Posypać białym pieprzem oraz ziołowym, odstawić na godzinę. Obtoczyć w mące.
Szalotkę obrać, pokroić w kostkę. Marchew obrać i pokroić w półkrążki.
W głębokiej patelni rozgrzać masło i olej, wyłożyć kawałki królika, obsmażyć na rumiano z każdej strony. Mięso przełożyć na talerz. Na tej samej patelni zeszklić szalotkę z marchwią. Włożyć liście laurowe, goździki i cynamon, ułożyć kawałki królika, posypać rodzynkami i pokrojonymi w kostkę morelami, posolić do smaku zalać winem, zagotować. Gdy zawartość patelni zacznie mocno bulgotać, dolać szklankę gorącego bulionu, zmniejszyć ogień i dusić pod przykryciem ok 90 minut. Podczas duszenia podlewać pozostałym bulionem, żeby mięso się nie przypaliło.
Taka potrawa dobrze smakuje z kawałkiem białego pieczywa albo z ugotowaną na sypko gryczaną kaszą (niepaloną).
Smacznego!




wtorek, 14 listopada 2017

Kanapkowa pasta śledziowo-jajeczna


Wiedziałam, że tak będzie. Po prostu czułam to i tylko czekałam na potwierdzenie mojej teorii. W sumie żadna to niepodparta faktami teoria, to już stało się normą, powtarzająca się z roku na rok. O czym mówię? O świąteczne ofercie w sklepach. Zaledwie minął Dzień Wszystkich Świętych, a duże sieci w swoich sklepach już wystawiają bombki, girlandy, choinki. Nie, nie dziwi mnie to już nawet. I nie, nie irytuje mnie to. Po prostu przechodzę obojętnie, zostawiając sobie na później okazję  buszowania wśród choinek. Bardziej jednak bawią mnie usłyszane gdzieś w tłumie komentarze typu: "o, dopiero połowę listopada mamy, a już wyłożyli dekoracje świąteczne. Wszystko, żeby na klientach zarobić. Ale chodź, zobaczymy te srebrne śnieżynki. Będą nam pasować do wystroju..." 
Ja nawet jeszcze nie myślałam nad świątecznym menu. Za wcześnie:) 
Natomiast na kanapkową pastę śledziowo-jajeczną zawsze jest pora. Przepis ten lata temu został wymyślony przez moją mamę, która chcąc zrobić słynną "szubę" po otwarciu lodówki stwierdziła, że parowane buraki gdzieś (nomen omen) wyparowały. A że mama jak na tamte trudne czasy miała niesamowity zmysł kulinarny i potrafiła ugotować nawet zupę na gwoździu, to z ostałych jajek, śledzi oraz kilku gotowanych marchewek w mig powstała pyszna pasta. Wertując ostatnio swój stary kajet z przepisami natknęłam się na ten przepis, a na myśl o smaku pasty śliniaki się obudziły;) Moja pamięć mnie nie zmyliła - pasta smakuje wyśmienicie.


Składniki:
3 jajka ugotowane na twardo
2 ugotowane marchewki (ok 200g)
200g filetów śledziowych a'la matjas (u mnie Seko)
100g serka topionego (najlepiej miękkiego, tzw. serdelek)
szczypiorek z jednej dymki
pierz czarny świeżo mielony

Śledzie osączyć z oleju. Posiekać bardzo drobno. Można również rozdrobnić śledzie blenderem poprzez pulsacyjne wciskanie guzika - chodzi o to, by śledzie były rozdrobnione, ale nie papkowate*.
Jajka obrać ze skorupek, rozgnieść widelcem.
Marchew obrać, rozgnieść widelcem.

Szczypiorek posiekać.
Wszystkie składniki - śledzie, jajka, marchew, szczypiorek i serek - wymieszać na pastę, doprawić pieprzem i najlepiej odstawić na godzinę, żeby smaki się przegryzły.
Gotową pastę można przechowywać w lodówce 2-3 dni.

*Opcjonalnie: śledzie, marchew i jajka można zmielić w maszynce do mięsa.

Smacznego!


Ten przepis bierze udział w kulinarnej akcji firmy SEKO. Więc i Ty Wyhacz rybkę i zrób taką pastę;)
 


piątek, 10 listopada 2017

Ossobuco, czyli gicz cielęca z warzywami



 Jedni przygotowują rogale świętomarcińskie, nie zważając na cenę masła, dzielnie wałkując i składając ciasto. Drudzy polują w sklepach na najlepszą tuszkę gęsi, żeby obiad był rzeczywiście świąteczny. Jeszcze inni szyją kotyliony, a niektórzy szykują race (choć tego ostatniego zdecydowanie nie popieram)...  Święto Niepodległości już w sobotę. Na weekend też zapowiedział się orkan Marcin. Akurat w swoje imieniny. Przypadek??:) 
Dla wyłamujących się z gęsiego trendu proponuję równie pyszny pomysł na odświętny obiad - ossobuco z warzywami. Ossobuco to danie kuchni włoskiej, które w dosłownych tłumaczeniu oznacza "kość z dziurą". Przygotowuje się go z pokrojonej w plastry giczy (pręgi) cielęcej lub wołowej z dodatkiem warzyw i białego wina. Od pewnego czasu wolno gotowane ossobuco można było kupić w jednym z dyskontów, jednak postanowiłam przygotować te mediolańską potrawę sama, wykorzystując wolnowar. Zaczęło się przeglądanie przepisów, szukanie inspiracji. Co ciekawe, wiele przepisów sugeruje zakup np. kilograma giczy i pokrojenie jej w plastry w domu. Hmm, może jest to możliwe, mając gdzieś na zapleczu piłę łańcuchową. Chcąc mieć nadal 10 palców na obu rękach poszłam na łatwiznę i kupiłam gicz już pokrojoną. Przygotowane plastry mięsa obsmażyłam, dodałam warzywa, podlałam winem i... zapomniałam o nim na 8 godzin. Jedynie wydobywający się spod pokrywki zapach wywoływał nieco zwiększony ślinotok i głośniejsze burczenie w brzuchu. Mięso wyszło mięciutkie, rozpadające się pod widelcem, aromatyczne i soczyste. Czy muszę dodawać, że takie ossobuco smakowało nieprzyzwoicie pysznie;) 
Ps. No i teraz mam dylemat - na jutro lepsza będzie powtórka z ossobuco czy jednak mam uczynić tradycji zadość i przygotować gęś?;) 


Składniki (na 4 porcje):
4 plastry giczy cielęcej (o grubości ok 2,5cm, w sumie ok 1kg mięsa)*
sól
pieprz czarny świeżo mielony

mąka do obtoczenia
olej do smażenia
2 marchewki
1 pietruszka
1 cebula
200g pomidorów koktajlowych
kilka ziarenek ziela angielskiego
pieprz ziołowy
kilka gałązek rozmarynu
kilka gałązek tymianku
150ml białego wina (półwytrawnego najlepiej)
2 szklanki bulionu

*zamiast giczy cielęcej można przygotować ossobuco z wołowej pręgi z kością

Cebulę obrać, pokroić w półkrążki. Marchew i pietruszkę obrać, pokroić w grube krążki. Pomidorki przekroić na pół.
Plastry giczy oczyścić z ew. okruszków kości, w kilku miejscach przeciąć błonę otaczająca mięso, żeby podczas smażenia plastry zachowały kształt (patrz zdjęcie). Dodatkowo można obwiązać nicią kuchenną po obwodzie.
Mięso oprószyć solą i pieprzem z obu stron, obtoczyć z mące. Na patelni rozgrzać 3 łyżki oleju, mięso obsmażyć na rumiano z obu stron, przełożyć do wolnowara.
Na tej samej patelni zeszklić cebulę. Warzywa (cebulę, marchew, pietruszkę i pomidory) i przyprawy przełożyć do mięsa. Na patelnię wlać wino, zagotować, wlać do wolnowara. Mięso w garnku zalać gorącym bulionem (płyn powinien sięgać do polowy warzyw), przykryć. Wolnowar ustawić na pozycji Low na 8 godzin. Jeśli płyn się wygotuje, w trakcie duszenia można podlać mięso ok pół szklanki gorącego bulionu (z reguły jednak płynu wystarcza do końca gotowania).
Ossobuco podawać z szafranowym risotto albo bardziej swojsko - z ugotowaną na sypko kaszą lub ziemniakami, z ulubioną surówką.

Ossobuco można przygotować również tradycyjnym sposobem. Składniki po obsmażeniu umieszczamy w garnku żeliwnym, dusimy na małym ogniu lub w piekarniku. W obu przypadkach należy pilnować, żeby potrawa się nie przypaliła, i dolewać bulionu podczas duszenia. 

Smacznego!





 

wtorek, 7 listopada 2017

Chłopskie kaszotto

 
 
Jesienią na moim stole częściej pojawiają się kasze. Najczęściej w postaci dań nieco cięższych, sycących. Sięgam po grykę, kasze jęczmienne, owsiane, bulgur, gotuję krupniki, jednogarnkowe dania, zapiekanki, podaję kaszę jako dodatek do obiadu. Nazwa kaszotto sugeruje, że podstawowym  składnikiem tego dania jest kasza. W tym przypadku główna rola została powierzona pęczakowi, ale reszta składników również występuje na pierwszym planie. To właśnie brokuły, papryka, marchew i kiełbasa nadają smak tej potrawie. Dlaczego chłopskie? Z pewnością przez połączenie składników i sposób przygotowania. To danie jednogarnkowe, proste i pożywne, bardzo pasujące do jesienno-zimowej aury. A może również chłopskie dlatego, że pęczak jest kaszą ogólnodostępną i tanią, przez co jeszcze do niedawna uważano go za produkt niewarty kulinarnej uwagi. Tymczasem warto sięgnąć po pęczak, gdyż jest nie tylko zdrowy, ale i bardzo smaczny.


Składniki (na 4 porcje):
1 szklanka pęczaku
250g dobrej kiełbasy np. śląskiej
2 małe kolorowe papryki
pół główki brokułów (ok 300g)
1 marchew
1 cebula
150ml bulionu (najlepiej mięsnego)
2 łyżki oleju
2 łyżki sosu pieczeniowego*
sól
pieprz czarny
pieprz ziołowy
papryka słodka wędzona
tymianek
majeranek

*wykorzystuje sos, który zostaje po pieczeniu mięsa.

Cebulę obrać, pokroić w kostkę. Marchew obrać, pokroić w 1-2mm półkrążki. Z papryki usunąć gniazda nasienne, pokroić w dużą kostkę. Brokuły podzielić na małe różyczki.
Kiełbasę pokroić w kostkę.
Pęczak opłukać, wsypać do wrzącej wody, gotować 8 minut, odcedzić.
Na patelni rozgrzać olej, zrumienić kiełbasę z cebulą, dodać paprykę i marchew. Smażyć razem kilka minut ciągle mieszając. Na patelnię wyłożyć pęczak, dodać brokuły, zalać gorącym bulionem, posolić do smaku, przykryć i gotować na małym ogniu, aż pęczak wchłonie płyn i będzie miękki. Do kaszotto dodac sos pieczeniowy, wymieszać i podsmażyć przez kilka minut.
Kaszotto doprawić do smaku, przed podaniem można posypać natką pietruszki.
Smacznego!


  





piątek, 3 listopada 2017

Płatki quinoa z gruszką



Śniadanie, mistrzu! Wstawać szybko:) 
Bywa czasem, że nawet ulubiona owsianka, którą przecież można przygotować na setki sposobów,  się znudzi. I co wtedy? Wtedy sięgam po kaszę jaglaną albo płatki quinoa. Prażę gruszkę z cynamonem albo kroję inne ulubione owoce, wyciągam z lodówki słoik najlepszego domowego jogurtu (który jest tak gęsty, że można go kroić nożem), oblizuję łyżkę po maśle orzechowym... Tak wygląda moje dzisiejsze śniadanie. Zdjęcia jeszcze ciepłe;) 
Było tak dobre, że od razu postanowiłam się nim podzielić:)

Składniki (na 1 porcje):
1/3 szklanki płatków quinoa
1/3 szklanki mleka*
1/3 szklanki wody
1 gruszka
100ml jogurtu (wg gustu, ja lubię naturalny)
1 łyżka masła orzechowego
kilka miechunek
łyżeczka owoców goji
szczypta cynamonu

* można użyć 2/3szklanki mleka roślinnego, zamiast mleka krowiego i wody.

Mleko i wodę zagotować, wsypać płatki, gotować na małym ogniu 4 minuty, zdjąć z ognia, przykryć i pozostawić na kilka minut.
Gruszkę obrać, pokroić w kostkę, uprażyć z łyżka wody pod przykryciem (2-3 minuty), posypać cynamonem. Owoce miechunki przekroić na pół.
Płatki podawać z gruszką, miechunką, jogurtem, masłem orzechowym, posypane owocami goji.
Smacznego!


wtorek, 31 października 2017

Ciastka owsiane bez cukru

 

Wracam do blogowania po dłuższej przerwie. Mam nadzieję, że chociaż trochę tęskniliście za nowymi przepisami, ale też liczę na to, że aktywnie korzystaliście z przepisów wcześniej opublikowanych na blogu.
Przychodzę dziś z paczką wyjątkowych ciasteczek. Upiekłam je z płatków owsianych, daktyli, miodu oraz mąki pełnoziarnistej, nie dodając ani grama cukru, i pewnie dlatego ciągle sięgam po kolejne ciastko bez wyrzutów sumienia. Są lekko chrupiące, szczególnie na brzegach, słodkie w sam raz i bardzo smakowite:)

Składniki (na ok 25 sztuk):
150g płatków owsianych
70g mąki pszennej pełnoziarnistej
3 łyżki płynnego miodu
3 łyżki oleju kokosowego
5 dużych daktyli (dałam świeże)
1 duże jajko
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżka maku
1 łyżka sezamu
2 łyżki pestek dyni
2 łyżki żurawiny
opcjonalnie: szczypta przyprawy do piernika (lub cynamonu)

Daktyle pokroić w drobną kostkę.
Miód i olej podgrzać, żeby olej się rozpuścił. Do oleju dodać jajko, roztrzepać widelcem.
Mąkę, płatki, proszek i przyprawę wyspać do miski, wymieszać. Wlać płynne składniki, dodać bakalie, wymieszać.
Zwilżonymi dłońmi nabierać kawałki ciasta wielkości orzecha włoskiego, formować kulki, następnie spłaszczać. Ciastka układać na blasze w niewielkich odstępach. Ciastka wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok 15 minut w temp. 170stC aż się staną złociste.
Po upieczeniu ciastka ostudzić, zdjąć z blachy. Przechowywać w szczelnym pojemniku.
Smacznego!


wtorek, 10 października 2017

Paprykarz domowy

 

Pierwsze skojarzenie, gdy słyszę słowo "paprykarz"? - szczeciński, oczywiście;) Całkiem słusznie, gdyż pod taką nazwą w 1967 roku pojawiła się konserwa rybna, produkowana przez zakład rybacki Gryf ze Szczecina. Paprykarz był racjonalizatorskim sposobem na wykorzystanie ścinków
po wykrawaniu kostki rybnej z zamrożonych bloków, a przepis bazował na afrykańskiej potrawie czop-czop, w skład której wchodziły ryby (np. pagrus - kuzyn dorady), ryż oraz pima - bardzo ostra przyprawa. Początkowo paprykarz zawierał 50% mięsa ryb z połowów afrykańskich, pomidorowy przecier sprowadzany z Bułgarii, Węgier i Rumunii, ryż, cebulę, ostrą paprykę pima, przyprawy i olej. Z czasem jednak z powodu wojny domowej w Nigerii utracono łowiska w Afryce Zachodniej i polska flota rybacka zmuszona była zmienić miejsce połowów. Wraz z kryzysem gospodarczym w latach 80-tych pogorszyła się jakoś paprykarza, często zamiast ryb dodawano do niego rybie odpady, a ryz zastąpiono pęczakiem. Mówiono wtedy, że do konserw z paprykarzem dodawano też wycofaną ze sprzedaży z powodu pasożytów rybę błękitek. W latach 90-ch na rynku spotkać można było kilka konserw pod nazwą "paprykarz szczeciński", które nie koniecznie były produkowane w Szczecinie. Natomiast od 2010 roku paprykarz szczeciński zyskał tytuł produktu tradycyjnego. 
Zapewne receptura mojego paprykarza odbiega od oryginału wymyślonego przez Wojciecha Jakackiego w 1965 roku, ale taki smak w zupełności zadowala moje kubki smakowe;) 
Słoiki z paprykarzem można zapasteryzować, taka konserwa przyda się na później, np. podczas wyjazdów. Słyszałam, że kiedyś to dopiero był paprykarz, a te dzisiejsze konserwy to już nie ten smak. Ale czy ten z dawniejszych czasów smakował tak pysznie, jak ten co sama robię?;)


Składniki (na 6 słoików po 200ml):
2 wędzone makrele (ok 600g)
100g ryżu (białego lub jaśminowego)
2 cebule (ok 300g)
2 marchwi (ok 200g)
1 czerwona papryka (ok 100g)
1 nieduża papryczka chili
1 op. (500ml) przecieru pomidorowego
3-4 łyżki oleju 
1 łyżka słodkiej papryki
1 łyżeczka pieprzu ziołowego
sól
pieprz czarny

Makrelę obrać ze skóry, wyjąć dokładnie wszystkie oście.
Marchew obrać, zetrzeć na dużych oczkach. Paprykę również zetrzeć na dużych oczkach lub pokroić w drobną kostkę, chili posiekać. 
Cebulę pokroić w drobną kostkę, zeszklić na oleju. Dodać marchew i paprykę, smażyć mieszając przez kilka minut, dodać przecier pomidorowy, dusić pod przykryciem aż warzywa będą miękkie (ok 15 minut), a sos zgęstnieje. 
Ryż ugotować al dente, odcedzić, dodać do warzyw, wymieszać.
Makrelę dodać do warzyw z ryżem, całość doprawić, wymieszać. Po wystudzeniu przechowywać w lodówce.
Paprykarz można zapasteryzować: pastą wypełnić słoiki, zakręcić. Słoiki pasteryzować na mokro 30 minut.
Smacznego!





piątek, 6 października 2017

Krupnik na żeberkach

 
 
Kuchnia prosto z serca domu. Taka jaką pamiętam z dzieciństwa. Bez udziwnień, ale pełna smaku, naturalnych produktów i serca włożonego w gotowanie. Krupnik zawsze będzie dla mnie zupą domową, babciną, jedząc którą uszy się trzęsą. Ugotować krupnik można na każdym rodzaju mięsa,  pewnie można nawet i bez mięsa, ale jeśli ma być po domowemu... Ja uwielbiam krupniczek gotowany na żeberkach, z kaszą jęczmienną, bo miska takiej zupy szczególnie pasuje do jesiennej aury za oknem:)

Składniki:
500g żeberek wieprzowych
2 marchewki
1 pietruszka
kawałek selera (ok 200g)
2 średniej wielkości ziemniaki
100g kaszy jęczmiennej wiejskiej
3 liście laurowe
5 ziarenek ziela angielskiego
1 cebula
1 łyżka domowej vegety
sól
pieprz
pół pęczka natki pietruszki

Cebulę obrać, opalić nad ogniem.
Żeberka podzielić na mniejsze kawałki, ułożyć w garnku,  zalać zimna wodą (2,5 litry), zagotować, zbierając szumowiny. Dodać cebulę, liście laurowe i ziele angielskie oraz związane nitką łodygi natki pietruszki. Garnek przykryć. Gotować na małym ogniu ok 2 godzin, aż mięso będzie odchodzić od kości. Cebulę i łodygi pietruszki wyjąć.
Marchew, pietruszkę i seler obrać, pokroić: marchew i pietruszkę w półtalarki, seler w słupki. Wrzucić do gotującego się bulionu, gotować 5 minut, dodać kaszę, gotować 10 minut. Ziemniaki obrać, pokroić w kostkę, wrzucić do zupy, gotować ok 5 minut, aż będą miękkie. Jeśli zupa jest zbyt gęsta, dolać wrzącej wody i zupę zagotować.
Zupę doprawić vegetą, solą i pieprzem. Pod koniec dodać posiekaną natkę pietruszki.
Smacznego!




wtorek, 3 października 2017

Burgery z wołowiną


Burger dla mnie nie do końca jest fastfoodem. I nie mówię tu o przygotowaniu go od podstaw - pieczeniu bułek itp. Kupiony w pierwszej lepszej budce na mieście często nie powala smakiem, a jeśli jest dobry, to jedzony w pośpiechu nie pozwala rozkoszować się całą tą jego "burgerowością". Z kolei zmawianie burgera w restauracji odbieram jak przerost formy nad treścią. Jedzeniu burgera powinna towarzyszyć pewna otoczka, jak chociażby oglądanie meczu, w sezonie spotkanie przy grillu albo wspólne gotowanie z przyjaciółmi. No i nie może być inaczej - prawdziwy burger musi być z wołowiną. Na warsztatach w Akademii Smaku Sokołów poznałam kilka trików, które sprawiają, że burgery wychodzą doskonałe. Jak już wspomniałam - wołowina się liczy. Nie może jednak być za sucha, zatem lepiej sięgnąć po kawałek z marmurkiem, żeby zawartość tłuszczyku wyniosła ok 15%. Po zmieleniu mięsa wystarczy tylko wymieszać go ręką, bez długiego wyrabiania, żeby kotlety podczas smażenia nie puchły i pozostały soczyste. Natomiast dodatki do burgerów to już indywidualna sprawa każdego smakosza;)


Składniki:
4 bułki do hamburgerów
500g wołowiny
sól
świeżo mielony pieprz

dodatki:
cebula, pomidor, ogórki konserwowe, papryka, sałata, ser, musztarda, ketchup itd.

Mięso zmielić, przemieszać ręka. Uformować 4 kotlety o grubości ok 1,5cm. Kotlety przełożyć pergaminem i włożyć do lodówki na 30 minut. Przed smażeniem oprószyć solą i pieprzem. Grillować na ruszcie lub na patelni na brązowo z obu stron (po ok 2-3 minuty).
Na ruszt można wrzucić także krążki cebuli, grillować przez pół minuty.
Bułki przekroić na pół, opiec krótko od środka na grillu.
Burgery złożyć dodając składniki wg własnego upodobania.
Smacznego!



piątek, 29 września 2017

Placek po zbójnicku z sosem grzybowym

 


Placek po zbójnicku czy placek drwala? A może po węgiersku albo po cygańsku? W każdym przypadku chodzi o placek ziemniaczany polany sosem z mięsem, grzybami, papryką. Nie ważne jak go nazywają, ale ważne, jak smakuje. Sycące, porządne danie, w sam raz na nadchodzącą jesień. W zależności od dodatków do sosu za każdym razem może smakować inaczej, jednak zawsze jest pyszne.
Moje grzybowe zbiory w tym roku są wyjątkowo udane. I choć nie noszę koszami borowików, jedynie raz w tygodniu koszyczek podgrzybków, a znalezienie rydzy pozostaje wciąż moim marzeniem, to i tak mam zapas suszonych grzybów na Wigilię. Podgrzybków wystarczyło też na przygotowanie sosu do placków po zbójnicku. Lepszych chyba nie jadłam;)


Składniki (na 4 porcje):
placki:
8 średnich ziemniaków
1 cebula
2 jajka
kopiasta łyżka maki
sól
pieprz
pieprz ziołowy
olej do smażenia

sos:
300g mięsa wieprzowego (szynka, chuda łopatka)
300g leśnych grzybów (u mnie podgrzybki)
1 cebula
1 marchew
1 szklanka bulionu warzywnego 
100ml śmietany 18%
1 łyżeczka mąki
sól
pieprz
majeranek
2 liście laurowe
4 ziarenka ziela angielskiego
olej do smażenia

do podania: kwaśna śmietana, koperek, natka pietruszki

Sos: cebulę obrać, pokroić w dużą kostkę. Marchew obrać, pokroić w półtalarki. Mięso pokroić w kostkę 2cm, obsmażyć na rumiano na oleju. Dodać cebulę i marchew, podsmażyć, aż cebula zacznie się rumienić, dorzucić liście laurowe i ziele angielskie. Podlać bulionem, zagotować, zmniejszyć ogień i dusić pod przykryciem ok 40 minut, aż mięso będzie miękkie.
W osobnym garnku zagotować wodę. Grzyby oczyścić, pokroić na mniejsze kawałki, wrzucić do gotującej się wody, gotować 5-10 minut, odcedzić. Grzyby dodać do mięsa, dusić razem 10 minut.
Mąkę wymieszać ze śmietaną oraz pół szklanki wody, wsypać szczyptę soli oraz pozostałe przyprawy. Śmietanę wlać do mięsa, wymieszać, zagotować. Sos gotować 5 minut.

Placki: ziemniaki i cebulę obrać, zetrzeć na tarce, wymieszać z jajkami i mąką, doprawić do smaku. Na patelni rozgrzać olej, wyłożyć 1/4 ciasta, łyżką rozprowadzić po całej patelni, wyrównując wierzch. Smażyć na złoty kolor, odwrócić na druga stronę i również smażyć na złoto. Po usmażeniu placki można osączyć na papierowym ręczniku.

Sposób podania: na talerzu położyć placek, polać sosem, złożyć na pół. Podawać z kleksem śmietany, posypany siekanym koperkiem i pietruszką.
Smacznego!



sobota, 23 września 2017

Sernik lekki jak chmurka




Przyszła. Choć zapowiadana, to jednak nie czekałam na nią specjalnie. Mokra od deszczu, okryta szarym płaszczem chmur. "Jestem, - krzyknęła podmuchem wiatru na powitanie... 
Nie tak wyobrażałam sobie spotkanie z jesienią. Spodziewałam się zobaczyć złotowłosą panią, tańczącą walca z liści klonów na chodnikach, ale przecież jesień niejedno ma oblicze. Na razie pocieszam się myślą o grzybobraniu i z kubkiem herbaty, jesiennej aromatycznej pigwowej herbaty w miodem, snuję plany...
A Wy jakie plany macie na weekend? Kulinarne i nie tylko? Do tych pierwszych dopiszcie na liście do zrobienia ten sernik, bo jest niesamowicie pyszny. Lekki jak chmurka, delikatny i puszysty. 
To jeden z nielicznych przepisów na sernik, kiedy przygotowując masę serową ubijam białka. Sernik w piekarniku rośnie jakieś 2cm, ale podczas studzenia opada do poziomu wyjściowego, zachowując lekką i puszystą strukturę. Bardzo zachęcam do upieczenia;)

Składniki:
500g twarogu półtłustego
250g mascarpone
4 jajka
2/3 szklanki cukru (jeśli wolicie słodsze ciasta, można dać 3/4)
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 op. budyniu waniliowego
1 płaska łyżka mąki
ok 150g herbatników na spód (można pominąć)

Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową.
Twaróg zmielić dwukrotnie albo przetrzeć przez sito.
Oddzielić żółtka od białek. Białka ubić na sztywną pianę, dosypując pod koniec ubijania połowę cukru.
Żółtka utrzeć z pozostałym cukrem. Dodać twaróg i mascarpone, zmiksować. Dodać ekstrakt, budyń i mąkę, zmiksować. W 3 turach dodawać pianę z białek za każdym razem delikatnie mieszając.
Formę* (13x25cm) wyłożyć papierem, na dno ułożyć warstwę herbatników (można upiec sernik bez spodu, od razu wylewając na papier masę serową). Na herbatniki przelać masę serową.
Formę z ciastem wstawić do większej formy, do której wlać gorąca wodę. Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec 15 minut w temp. 180stC, następnie temperaturę zmniejszyć do 140stC i piec jeszcze 40 minut. Masa serowa na środku powinna być ścięta. Sernik studzić w piekarniku 1h przy uchylonych drzwiczkach, a następnie pozostawić do całkowitego ostudzenia na blacie.
Przed podaniem można posypać cukrem pudrem, polać polewą czekoladową lub sosem owocowym.
Smacznego!

Uwaga: ponieważ sernik jest pieczony w kąpieli wodnej, forma musi być szczelna, najlepiej żeby była wykonana z jednego kawałka metalu. Jeśli używamy tortownicy (22cm), należy ją dobrze owinąć z zewnątrz folią aluminiową, żeby woda nie przesączyła się do ciasta.

 
 

środa, 20 września 2017

Placki cukiniowe z czarnuszką



Tak dobrych placków dawno nie jadłam. Poważnie. Mówią, że najlepszą przyprawą jest głód. Rzecz jednak w tym, że nie byłam jakoś specjalnie głodna, po prostu naszła mnie ochota na placki z cukinii, no to usmażyłam. A może odkryłam właściwy sposób smażenia? A może to czarnuszka, mięta i pietruszka (rym nie był zamierzony:) sprawiły, że poszłam po dokładkę, choć głodna nie byłam. Tak czy siak placki wyszły mniamniuśne. Łapcie przepis!:)

Składniki (na 2 porcje):
300g cukinii
1 duże jajko
1 kopiasta łyżka mąki
sól
pieprz ziołowy
1 łyżeczka czarnuszki
2 łyżki posiekanej natki pietruszki
gałązka mięty
olej do smażenia

sos jogurtowy:
150ml jogurtu greckiego
1 ząbek czosnku
sól
pieprz świeżo mielony
sok z cytryny do smaku (ok 1 łyżki)
2 łyżki posiekanego koperku 

Do przygotowania placków lepiej wybrać młodą cukinię, która nie ma jeszcze w środku twardych pestek.
Cukinie umyć, osuszyć, zetrzeć na tarce o dużych oczkach, odcisnąć z nadmiaru soku.
Do cukinii dodać jajko, mąkę, przyprawy, czarnuszkę, posiekaną natkę i miętę. Wymieszać.
Na patelni rozgrzać niewielka ilość oleju, łyżką wykładać placki. Smażyć na średnik/małym ogniu na rumiano z każdej strony. Smażenie na małym ogniu sprawia, że cukinia jest dobrze wysmażona, a placki nie są surowe w środku.
Po usmażeniu osączyć na papierowym ręczniku.
Składniki sosu wymieszać.
Placki podawać z sosem jogurtowym.
Smacznego!


piątek, 15 września 2017

Pieczony kurczak faszerowany pęczakiem



Pomysł na niedzielny obiad jest następujący- kurczak nadziewany kaszą pęczak to tak naprawdę dwa w jednym, bo i kurczak, i dodatek do mięsa. Jak danie jednogarnkowe;) Tak pieczony kurczak jest bardzo smakowity, z wypieczoną złotą skórką i soczystym mięsem. 
Obawiałam się, jak sobie poradzę z wyluzowaniem kurczaka z kości, ale wyzwanie okazało się nie takie trudne. Ostry nóż, kilka ruchów i gotowe:) Wytrybowałam tylko samą tuszkę, zostawiając kości w udkach, ale skoro to było dość łatwe, to kto wie, czy następnym razem nie pójdę na całość;) 
To co, zaskoczycie rodzinę niedzielnym obiadem?:)

Składniki:
1 kurczak (najlepiej z powolnego chowu) o wadze ok 1,5kg

przyprawy:
1 łyżeczka słodkiej papryki
1 łyżeczka pieprzu ziołowego
1 łyżeczka tymianku
1 łyżeczka soli
0,5 łyżeczki curry
0,5 łyżeczki pieprzu młotkowanego z kolendrą
2 łyżki majonezu
2 ząbki czosnku
gałązka rozmarynu

nadzienie:
100g kaszy pęczak
1 cebula
1 łyżka masła klarowanego
sól
pieprz

dodatkowo:
2 kwaśne jabłka
2 łyżki masła
łyżka oleju
gruba igła i bawełniana nić kuchenna
 
Kurczaka umyć, osuszyć papierowym ręcznikiem, obciąć lotki, kuper i szyję (zostawić większy kawałek skóry przy szyi). Skórę i pierś na dole naciąć, ostrym nożem wykroić korpus, starając się nie przeciąć skóry.
Czosnek przecisnąć przez praskę, wymieszać z pozostałymi przyprawami i majonezem, tą pastą natrzeć kurczaka. Włożyć do miski i wstawić do lodówki na noc.
Pęczak ugotować na pół twardo w lekko osolonej wodzie, odcedzić, ostudzić. Cebulę zrumienić na maśle, wymieszać z pęczkiem, doprawić do smaku, dodać pół jabłka obranego i pokrojonego w kostkę.
Skórę od szyi kurczaka zaszyć lub zawiązać nitką. Do środka włożyć nadzienie. Po skórę na piersi włożyć cienkie plastry masła. Kurczaka zszyć tak, żeby nadzienie się nie wysypało. Nogi związać nitką. Skrzydła przypiąć wykałaczkami lub obwiązać nitką.
Dno żaroodpornego naczynia posmarować olejem, włożyć kurczaka, po bokach obłożyć go pokrojonymi w ósemki jabłkami. Naczynie przykryć pokrywką lub folią aluminiowa. Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec 50 minut w temp. 170stC, w trakcie pieczenia polewać kurczaka wytworzonym sosem. Następnie zdjąć pokrywkę i zapiekać jeszcze ok 30 minut, uważając, żeby skórka nie przypaliła się zbyt mocno.
Przed podaniem usunąć nitki.
Podawać z ulubiona surówką.
Smacznego!

 

poniedziałek, 11 września 2017

Sałatka tabbouleh


Chwytam cieple dni, oplatając je pajęczynką babiego lata. Chwytam letnie smaki, by zapisać
w pamięci esencję lata. Chwytam promienie słońca, które jeszcze grzeje, ale świeci już tym blaskiem wczesnej jesieni. Jest pięknie!

Z miską sałatki w ręku idę na balkon. I tak rozglądam się i planuję kolejne zmiany. Tak, jesień też jest dobra na zmiany, pozytywne zmiany. 

Tabbouleh (czy też tabouleh, wymawiamy [tabule] ) to libańska sałatka z bulguru i pomidorów, czerwonej papryki, ogórka i cebuli, doprawiona czosnkiem, miętą, cytryna, pietruszką. 

Składniki:
0,5 szklaki kaszy bulgur*
2 mięsiste pomidory (ok 200g)
1 czerwona papryka
1 mała czerwona cebula
1 mały gruntowy ogórek
ząbek czosnku
pół pęczka natki pietruszki
kilka gałązek mięty
sok z połowy cytryny
sól
pieprz czarny świeżo mielony
3 łyżki oliwy

Kaszę ugotować na sypko w lekko osolonej wodzie, ostudzić.
Pomidor, ogórek, paprykę pokroić w kostkę.
Cebule i czosnek drobno posiekać.
Natkę pietruszki i mięte posiekać.
Oliwę, sok z cytryny, sól i pieprz wymieszać.
Wszystkie składniki sałatki połączyć. Odstawić na 10 minut, żeby smaki się przegryzły. 
Smacznego!

*Zamiast bulguru można użyć kaszy kuskus.



wtorek, 5 września 2017

Domowe masło ze śmietany (krok po kroku)


Co się dzieje z masłem? Czyżby krowy zaczęły dawać mleko mniej tłuste? Albo Europejczycy odstawili margarynę? A może producenci stosują zmowę cenową? Cena za kostkę masła nie spada poniżej 5zł, a ponoć ma być jeszcze drożej. Zawsze można spróbować zrobić masło samemu, wystarczy zaopatrzyć się w śmietankę lub śmietanę min. 30% i poświęcić ok 10 minut. Czy wyjdzie taniej? Koszt 700ml śmietany 30% to 7zł., z tej ilości wyszło mi ok 243g masła oraz 400ml maślanki. Według moich wyliczeń kokosów na tym nie zbijemy, ale zawsze pozostaje satysfakcja, nowe doświadczenie i osełka najsmaczniejszego masła, nie wspominając o maślance;) 
Oczywiście im tłustsza jest śmietana, tym więcej masła z niej uzyskamy.
Próbowałam robić masło zarówno ze śmietanki, jak i śmietany, różnica w smaku samego masła jest minimalna, natomiast smak i konsystencja maślanki zdecydowanie jest lepsza, gdy używam kwaśnej śmietany. Pamiętam jeszcze z dzieciństwa, jak babcia ubijała masło w specjalnej maselnicy, miarowo uderzając bijakiem. Wydawało się, że trwa to całe wieki, zanim pojawiały się pierwsze grudki, a po chwili mogłam posmarować kromkę chleba takim świeżym masełkiem. Później ubijaliśmy masło w słoiku, a teraz poszłam na łatwiznę i wykorzystuję do tego mikser. Jest zdecydowanie szybciej, a swoja drogą nie wyobrażam ubijania niecałego litra śmietany w maselnicy. 


Zobaczcie, jak zrobiłam domowe masło krok po kroku.

1. Śmietanę przelewam do dużej miski (można dodać małą szczyptę soli). Miska powinna być trzykrotnie większa, niż objętość śmietany, i najlepiej żeby była wysoka, gdyż śmietana podczas ubijania będzie chlapać.

2. Mikserem na najwyższych obrotach ubijam śmietanę. Na początku śmietana urośnie, tak jak przy ubijaniu kremówki na krem do tortów.

3. Nie przestaję ubijać i po kilku minutach bita śmietana "siada", zaczyna się warzyć, jej konsystencja przypomina kaszkę mannę.

4. Ubijam dalej, zaczynają się oddzielać grudki tłuszczu i maślanka.

5. Zmniejszam obroty miksera i jeszcze chwilę ubijam, aż grudki masła zaczną się zbijać w większe kawałki. Ubijanie w sumie zajęło mi 8 minut.

6. Mikser odkładam. Masło przelewam przez sito lub gazę.

7. Teraz trzeba wypłukać z masła resztki maślanki (dzięki temu masło będzie miało zwartą strukturę i nie zjełczeje zbyt szybko). Do miski nalewam ok 1,5 litra bardzo zimnej wody. Wkładam masło, łyżką lub palcami ugniatam, żeby pozbyć się maślanki.
Zmieniam wodę i masło płuczę jeszcze raz.

8. Wyjmuję masło z wody, formuję osełkę, owijam papierem pergaminowym i wkładam do lodówki.


Teraz tylko pozostaje upiec chlebek i rozkoszować się smakiem;)



Drukuj