Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydarzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydarzenia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 sierpnia 2016

IV Piknik Smakosza w Lublinie - relacja


Miesiąc temu o tej porze w mojej kuchni aż wrzało od przygotowań do Pikniku Smakosza. Pierwszy raz brałam udział w podobnej imprezie, więc już kilka dni wcześniej dokładnie zaplanowałam dania, które miałam przygotować na tę okazję.
I tak 10 lipca na Moście Kultury odbyła się IV edycja Pikniku Smakoszy. Razem ze mną udział w nim wzięły blogerki z Lubelskiej Blogosfery Kulinarnej: Marta, Edyta, Dorota, Marlena i Magda.
Stoiska dziewczyn kusiły pysznościami, można było znaleźć tu m.in. burgery, tarty i tartaletki, rogale, muffinki, ciasteczka, czekoladowe ciasta, sernik.
 
Ja na tę okazję przygotowałam kilka dań wytrawnych:
Wśród słodkich propozycji znalazły się:


Byłam mile zaskoczona ilością odwiedzających nas gości, którzy chętnie próbowali, prosili o przepis, dzielili się wrażeniami i nawet wracali po drugą porcję;) Do tego miła atmosfera, ładna pogoda (nie było ani za gorąco, ani za zimno i nie padało!) sprawiły, że wróciłam do domu bardzo zadowolona i pełna pomysłów na kolejny Piknik za rok.


wtorek, 22 grudnia 2015

Bożonarodzeniowy Festiwal Smaku




Lublin przygotowuje się do Świąt. W marketach staje co raz tłoczniej. Świąteczne dekoracje zdobią ulice, co rusz ktoś niesie do domu choinkę. Przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia ruszyły pełną parą.
Na Deptaku w sobotę i niedzielę odbywał się kiermasz świąteczny, na Starym mieście zaś trwa Bożonarodzeniowy Festiwal Smaku.
Jarmarki Bożonarodzeniowe w Lublinie stały się już tradycją, choć dość młodą, ale jakże piękną i z roku na rok wyczekiwaną. Tu szczególnie czuje się świąteczną atmosferę, Stare Miasto zmienia się w magiczną krainę, w której czas płynie wolniej, życzliwiej, smaczniej. Stragany kuszą najlepszymi wędlinami od lokalnych producentów, piernikami, makowcami, pierogami własnej produkcji. Kupić można też ser koryciński, oscypki i nasz, lokalny zawieprzycki, wytwarzany z serwatki zgodnie z dawną recepturą przez firmę EkoVita. Bakalie, chleby na zakwasie, konfiturę różaną z Końskowoli i oczywiście mnóstwo świątecznych dekoracji, m.in. stroików, świec, serwetek. 



Wśród kramów w powietrzu unosi się korzenny aromat grzańca, przyciągając spacerowiczów. Niektórzy szukają prezentów, inni kupują przysmaki na świąteczny stół.
Jeszcze tylko śniegu brakuje, by w pełni poczuć się jak na najlepszych jarmarkach Europy:)
Spacerując wśród straganów czuje się kuszący zapach szaszłyków – to grill-bar Anuszik zaprasza na prawdziwy ormiańskie szaszłyki z jagnięciny, grillowane golonki, łososia i jesiotra. W dużym garnku paruje piti – pyszna, gęsta zupa z jagnięciną i soczewicą, tuż obok gołąbki w liściach winogron i chaczapuri z mięsem. Zatrzymuję się tu na chwilę, by porozmawiać o tradycyjnych świątecznych ormiańskich daniach. Pani Emma opowiada, że te gołąbki – dolma – są właśnie taka potrawą, którą jada się w Święta i Sylwestra w każdym ormiańskim domu, bogatym czy biednym. Liście winogron są zbierane na wiosnę, następnie kiszone, żeby nabrały smaku. Spróbowałam dolma i ja – pyszne! Podlane sosem jogurtowo-czosnkowym smakują wyśmienicie. Koniecznie musicie spróbować!
Na Bożonarodzeniowym Festiwalu odbywają się również pokazy kulinarne i warsztaty, które prowadzą szefowie lubelskich restauracji, m.in. Ivo Volante, Jean Bos, Jarek Sak, Anush Chilingaryan.
Festiwal potrwa do 23 grudnia. 







poniedziałek, 21 grudnia 2015

Wigilia lubelskich blogerek kulinarnych

zdjęcie: Ryszard Kapłon
Pewnego grudniowego poranka napisała do mnie Edyta z Pasji smaku z pytaniem, czy nie chciałabym przyjść na spotkanie wigilijne dla lubelskich blogerek kulinarnych, które tworzą Magazyn Aromat. Jasne, że chce! Wreszcie będzie okazja, by poznać wszystkich osobiście!
W takim razie widzimy się 11 grudnia o 17-tej w Restauracji Insomnia
I tak oto w wyznaczonym dniu o wyznaczonej godzinie, uzbrojona w paszteciki, dotarłam na miejsce. Tam już czekała Edyta, Dorota, Gosia i Ania.
Wybiła piąta, a my wciąż czekałyśmy.... i czekałyśmy... Ale dzięki temu apetyt miałam jeszcze większy:) No, wreszcie są - Marlena (edit: jeszcze przed 17, obładowana prezentami), później Olga, Justyna, Marta. Siadamy do stołu.

Jeszcze tylko moment, bo przecież jak to zacząć kolację bez fotografowania;) Przed próbowaniem dań każda musiała zrobić zdjęcia. Światło, a raczej jego brak, skutecznie jednak uniemożliwiło piękne udokumentowanie tych wszystkich pyszności. A było co jeść. Na początek ciepły rosół jerozolimski do Insomnii - delikatny, lekki, z rodzynkami i winogronem, kluseczkami. Muszę jednak ponarzekać - nie spełnił moich oczekiwań i wyobrażeń: 5 rodzynków, 1 winogronko pokrojone na ćwiartki, kilka klusek - to zdecydowanie za mało, za mało esencjonalnie, za mało smakowe. Natomiast korzenna herbata z sokiem malinowym i pomarańczą była pyszna, po wypiciu dużego kubka większość poprosiła o dolewkę.
W tym momencie dołączyły do nas Karina, Patrycja i Asia.

Prawdziwa uczta się rozpoczęła, gdy na stole pojawiły się dania przygotowane przez dziewczyny:  chrupiące grzaneczki z łososiem, kanapeczki z pastą makrelową, sałatka ziemniaczana i jarzynowa. śledzie w occie winnym, ryba po grecku, pierożki z makiem, lędźwianem i kapustą, paszteciki z kapustą i pieczarkami. Nie zabrakło też słodkości - były pierniki, ciasteczka.
Oczywiście były też prezenty. Zestawy do firmy Vog: bakalie Kresto i Backmit, olej Rapso, fartuszek i rękawica, kawa Inka, kuchenne przydasie od Paclana - folia, woreczki do lodu, ściereczki, papier śniadaniowy.
Pod koniec spotkania wpadł do nas mąż jednej z dziewczyn z całym sprzętem i dzięki niemu mamy ładne wspólne zdjęcia;)





I jeszcze prezenty:



sobota, 12 grudnia 2015

Sobota w Gali i Gala Cooking Show

Przygotowania do Świąt sprzyjają zakupom. Mam wrażenie, że teraz bardziej świadomie wybieramy produkty, uważniej czytamy etykiety, sięgając po to, co naturalne, zdrowe, ekologiczne. Małe, rodzinne firmy, produkujące wędliny, sery, chleb, teraz szczególnie są doceniane. W lubelskich galeriach przedświąteczne kiermasze stały się tradycją. Dziś wybrałam się do Galerii Gala, żeby z bliska przyjrzeć się Eco-Gali, czyli targowi produktów ekologicznych, który odbywa się tu w każdą sobotę.
Oprócz swojskich serów, miodów z własnej pasieki, tłoczonego oleju, ekologicznych warzyw, suszonych owoców i przypraw na kiermaszu można kupić również przedmioty rękodzieła i kosmetyki.









Jednak na tym był nie koniec atrakcji, gdyż dziś również odbywała się Gala Cooking Show - włoskie smaki. Dzisiejsza impreza przyciągnęła liczną widownię. Dziennikarze, sportowcy, politycy, artyści rywalizowali ze sobą w gotowaniu. Sponsorami tych kulinarnych zmagań były m.in. sklepy Alma oraz Spółdzielnia Mleczarska Ryki. Do udziału w gotowaniu zaproszeni zostali także trzy osoby spośród publiczności. Do gotowania uczestników nie trzeba było specjalnie zachęcać, każda drużyna natychmiast się wzięła do roboty. Siekanie cebuli, krojenie pomidorów, gotowanie makaronu... I już po około 20 minutach każdy chętny mógł spróbować przyrządzonych dań: spaghetti z pesto, gnocchi z tuńczykiem z sosie pomidorowym albo tagliatelle ze szpinakiem, suszonymi pomidorami i śmietanką.
Nie oszukujmy się jednak - gotowanie w takich warunkach to przede wszystkim zabawa, więc potrawy były proste, z użyciem gotowych produktów, takich jak chociażby sos pomidorowy lub pesto. Najważniejsze, że degustującym smakowało:)











piątek, 25 września 2015

Warsztaty kuchni gruzińskiej na Europejskim Festiwalu Smaku

Europejski Festiwal Smaku tylko rozbudził apetyt na Gruzję. Obiecałam Wam relację z warsztatów, podczas których w gronie dziennikarzy i blogerów robiliśmy chaczapuri i mczadi. Chaczapuri to placki z serowym nadzieniem. Znane mi były dwa rodzaje chaczpuri - adżarskie oraz imeretyńskie. Pierwsze wypiekane są w piecu, kształtem przypominają łódeczki, wypełnione serem i jajkiem. Imeruli to chaczapuri smażone na patelni lub również pieczone, w nich serowe nadzienie ukryte jest w środku ciasta. Pochodząca z Abchazji Nana Kobaia, która prowadziła warsztaty, odkryła nam tajniki 3 rodzajów ciasta na chaczapuri - drożdżowe, piwne, jogurtowe.
Póki ciasto na czaczapuri odpoczywało, przygotowaliśmy mczadi. Są to kukurydziane placuszki, spożywane w zastępstwie tradycyjnego pieczywa.
Podczas warsztatów poznałam też Magdę - Polkę, która znalazła swój dom w Tbilisi. Magda jest fotografem, podróżuje po Gruzji, a relacje z jej podróży możecie zobaczyć na stronie Migawki z podróży . Na blogu nie tylko można podziwiać piękne zdjęcia, a też poczytać relacje z wypraw, poznać obyczaje i tradycje mieszkańców różnych regionów Gruzji. Patrząc na te zdjęcia nie sposób się nie zakochać w pięknych krajobrazach!

A oto efekty naszych starań - chaczapuri adżaruli:)

 I jeszcze kilka zdjęć z warsztatów.
fot. Magdalena Konik Photography / Migawki z podróży





A już niebawem pokażę Wam jak zrobić pyszne chaczapuri imeruli w domu;)


piątek, 4 września 2015

Warsztaty z domowego wyrobu cydru

Kolejny dzień, w którym smakuję Gruzję. Wczoraj niezapomniany koncert Katie Melua i Meli Koteluk (zwróćcie uwagę na podobieństwo w brzmieniu ich imion i nazwisk;). Dziś próbowałam i przez chwile podglądałam robienie chinkali (wg mnie, w smaku są bardzo podobne do pielmieni), które absolutnie podbiły moje serce.
Ciekawe, czy w Gruzji znają cydr? Gdyż właśnie cydr stanowił dla mnie główny punkt na dzisiejszej mapie wydarzeń.



W Caffe Trybunalska uczestniczyłam w warsztatach wyrobu cydru, które poprowadził Hieronim Błażejak - Mistrz Polskich Nalewek.
Do spróbowania było kilka rodzajów cydru. Najstarszy, 4-letni, wciąż aktywny, musujący. Młody jednoletni, który po zdjęciu drucianego koszyczka odstawiony na bok po kilku minutach postanowił zwrócić na siebie uwagę, wysadzając korek, niczym najlepszy szampan;) Był też cydr z dzikich jabłek, z kronselek, cydr na miodzie.
Próbowałam, próbowałam... i tu wielkie zaskoczenie - domowy, prawdziwy cydr nie jest tak słodki, jak jego sklepowe odpowiedniki. Jest rześki, przyjemnie kwaskowaty, a wypity po obfitym posiłku skutecznie wspomaga trawienie.

Cydr powstaje z jabłek, to wiadomo. Było więc też tłoczenie soku z jabłek. Małe, niepozorne dzikie jabłuszka powędrowały do tarki, a następnie do tłoczni.



Znowu próbowanie. Ach, jaki ten sok był pyszny! Słodki, tak zaskakująco mocno słodki, naturalny, prawdziwy! Podstawialiśmy szklanki pod strumień soku i piliśmy...


 A później był spacer po mieście, zwiedzanie straganów... ale o tym już wkrótce;)
Niezdecydowanym przypominam, że Europejski Festiwal Smaku potrwa do niedzieli:)