poniedziałek, 18 marca 2019

Dorsz w stylu Livorno (Baccalà alla Livornese)

 
To był nasz piątkowy obiad. Prosty, bez udziwnień, bez wyszukanych składników. Dorsz w stylu Livorno, czyli baccalà alla Livornese. Wydawać by się mogło, że tak włosko brzmiąca nazwa zobowiązuje, ale w rzeczywistości jest to prosta potrawa z Toskanii, w której skład wchodzi ryba, pomidory, cebula, czosnek. Chcąc zgłębić temat i poszukując oryginalnych przepisów, znalazłam wiele modyfikacji, m.in. z ziemniakami, z papryką, z oliwkami czy kaparami. Oliwki i kapary jakoś szczególnie przemówiły do mojej kulinarnej wyobraźni. Samo danie mimo swej prostoty smakuje wspaniale, dlatego zachęcam do przygotowania nawet dziś, nie czekając na piątek:)

Dorsz w stylu Livorno (Baccalà alla Livornese)

Składniki (4 porcje):

500g filetów z dorsza
1 puszka krojonych pomidorów
1 cebula
2 ząbki czosnku
4 łyżki oliwy
1 łyżka kaparów (kwiaty)
2 łyżki oliwek bez pestek
garść liści bazylii
natka pietruszki
mąka do obtoczenia ryby
sól
pieprz
oregano
przyprawa do ryb 

Rybę podzielić na kawałki, oprószyć przyprawą do ryb, odstawić na 15 minut.
Cebulę obrać, pokroić w piórka. Czosnek obrać, posiekać. W głębokiej patelni rozgrzać 2 łyżki oliwy, zeszklić cebulę, dodać czosnek, chwilę smażyć razem, a następnie zalać pomidorami. Zagotować, doprawić lekko i dusić pod przykryciem ok 10 minut, aż sos nieco zgęstnieje.
Rybę obtoczyć w mące, podsmażyć z obu stron na pozostałej oliwie.
Oliwki przekroić na pół, razem z kaparami dodać do sosu. Sos doprawić do smaku solą, pieprzem, dodać posiekana natkę i bazylię, wyłożyć rybę. Przykryć i dusić na małym ogniu 15 minut.
Można podawać z gotowanymi ziemniakami, ryżem albo świeżą bagietką.
Smacznego! 




wtorek, 12 marca 2019

Magazyn Aromat wiosna 2019

Wiosna nadchodzi:) Aby umilić Wam oczekiwanie na ciepłe słoneczne dni, przygotowaliśmy kolejny numer magazynu Aromat. Znajdziecie w nim m.in. przepisy wielkanocne, w tym także w wersji fit, smakowite pomysły na nowalijki, szparagi czy pasztety wegetariańskie. Nie zabrakło także słodkości, szczególnie tych z czekoladą w roli głównej.
Mój skromny wkład do numeru to przepisy na dressingi i sosy do sałatek oraz słodka historia Red Velvet Cake.
Zapraszam do poczytania!

https://issuu.com/magazynaromat/docs/wiosna_2019




czwartek, 7 marca 2019

Owsiane ciastka razowe z czekoladą



Postanowienie było takie, że miało być mniej słodyczy. Na razie dotrzymuję słowa, bo słodyczy miało być mniej w mojej diecie, a nie na blogu czy IG.
A ciastka dziś są też dlatego że, po pierwsze primo, piekłam je jeszcze przed postem. Po drugie primo, są zdrowsze dzięki dodatkowi mąki razowej, płatków owsianych, orzechów, gorzkiej czekolady. Po trzecie primo, na długo sycą i zaspokajają chęć na coś słodkiego.

Z ciastkami owsianymi jest tak, że można kombinować ze smakiem poprzez dodatki, a i tak będą pysznie smakować.
PS. Nie pomyśleliście chyba, że z tym „primo” to tak na serio, przez niedouczenie?;) 

Owsiane ciastka razowe z czekoladą 

Składniki (na 25 sztuk):
100g oleju kokosowego
2 łyżki masła orzechowego
100g płatków owsianych
140g mąki razowej
70g brązowego cukru 
1 jajko
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżki sezamu
1/3 szklanki posiekanych orzechów włoskich   
100g gorzkiej czekolady

Jajko utrzeć z cukrem, ciągle ucierając dodać roztopiony i przestudzony olej kokosowy i masło orzechowe. Mąkę przesiać z proszkiem, razem z płatkami wsypać do płynnych składników, wymieszać. Dodać orzechy, sezam, posiekaną czekoladę i wymieszać jeszcze raz.
Z ciasta formować kulki wielkości orzecha włoskiego, spłaszczać i układać na blasze w niewielkich odstępach. Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok 15-20 minut w temp. 180stC, aż lekko się przyrumienią. Wyjąć, ostudzić. Przechowywać w zamkniętym pojemniku.
Smacznego!


piątek, 1 marca 2019

Zupa grzybowa z mrożonych grzybów

 
Mamy kalendarzową wiosnę, a u mnie zupa grzybowa w garnku. Trochę niesezonowo, ale co zrobić, jeśli się zachciało. A wszystko przez te pączki:) Zostały mi białka po robieniu pączków, postanowiłam je zamrozić na zaś, a przy okazji znalazłam w zamrażarce opakowanie grzybów, które jesienią też zamroziłam na zaś:) I tak oto pączki przyczyniły się do ugotowania zupy grzybowej w marcu. Wykorzystałam zamrożone grzyby, ale przecież ze świeżymi prosto z lasu smakowałaby jeszcze lepiej. 


Zupa grzybowa z mrożonych grzybów

Składniki:
2 litry wywaru (bulionu) warzywnego
500g mrożonych grzybów (oczyszczone, pokrojone, obgotowane i zamrożone)
2 ziemniaki
1 marchew
1 pietruszka
kawałek selera
1 cebula
2 łyżki masła klarowanego
natka pietruszki
sól
pieprz
2 liście laurowe
1 łyżka majeranku
3-4 ziarenka ziela angielskiego
opcjonalnie: śmietana 18%



Grzyby rozmrozić.
Cebulę pokroić w drobną kostkę, zrumienić na maśle. Do cebuli dodać grzyby, smażyć na dużym ogniu często mieszając ok 5 minut. Ziemniaki obrać, pokroić w kostkę. Marchew i pietruszkę obrać i pokroić w półtalarki. Seler obrać i pokroić w cienkie słupki. Bulion warzywny zagotować z liśćmi i zielem angielskim, wrzucić warzywa, gotować 5 minut, dodać grzyby z cebulą, gotować jeszcze 10 minut.
Zupę doprawić do smaku solą, pieprzem i roztartym majerankiem, posypać posiekaną natką pietruszki.
Zupę można zabielić śmietaną - wg uznania.
Smacznego!

środa, 20 lutego 2019

Pączki karnawałowe



Kolejny przepis na pączki do kolekcji. Nieco inny od naszych tradycyjnych kresowych i tych, które nazywam najlepszymi pączkami, ale przy tym pączki wychodzą nie mniej smaczne i chyba trochę dietetyczne, o ole pączek taki może być;) Nadziałem je konfiturą z pomarańczy oraz gęstym dżemem z porzeczek. Obie wersje były pyszne:) Tak czy siak, zachęcam do usmażenia w tłusty czwartek. 


Pączki karnawałowe

Składniki (na ok 20 sztuk):
300ml letniego mleka
2 duże jaja
600g mąki luksusowej (typ 550)
60g cukru
60g masła
30 g drożdży

ziarenka z laski wanilii
2 łyżki rumu
olej do smażenia
konfitura, powidła lub marmolada do nadziewania
cukier puder

Przygotować zaczyn: drożdże pokruszyć, wymieszać z łyżka cukru, połową szklanki mleka, dodać łyżkę mąki, odstawić do wyrośnięcia.
Jajka wymieszać z pozostałym cukrem, dodać drożdże, mleko, ziarenka wanilii, rum. Przesianą mąkę wsypać do miski. Wymieszać, dodając stopniowo rozpuszczone i wystudzone masło. Wyrobić ciasto. Jeśli jest za rzadkie, można dodać odrobinę mąki. Kiedy ciasto zacznie odstawać od rąk i przy tym powinno być bardzo puszyste, uformować z niego kulę, włożyć do większej miski, przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na ok 1,5godziny, w połowie wyrastania ciasto jeszcze raz zagnieść.
Gdy ciasto podwoi objętość, wyłożyć na stolnicę, rozwałkować na grubość ok. 1,5cm, wykrawać krążki o średnicy ok. 7cm, kłaść na środek każdego łyżeczkę nadzienia, dokładnie zlepić i uformować kulę. Surowe pączki wyłożyć na blasze, wysmarowanej olejem, przykryć folią i pozostawić do wyrośnięcia.
W rondlu z grubym dnem podgrzać olej do o 180stC. Sprawdzić temperaturę można, wrzucając kawałek ciasta – powinien od razu wypłynąć. Gdy olej ma odpowiednią temperaturę, trzeba zmniejszyć ogień, żeby pączki się nie przypalały. Pączki kłaść na olej wyrośniętą stroną, smażyć 2 minuty pod przykryciem, odwrócić na drugi bok i smażyć bez przykrycia jeszcze ok 2 minut. Usmażone pączki wyłożyć na papierowy ręcznik, żeby pozbyły się nadmiaru tłuszczu.
Gotowe pączki oprószyć cukrem pudrem.
Smacznego!


 

sobota, 16 lutego 2019

Strudel jabłkowy



Już tyle razy go piekłam. Tyle razy przymierzałam się do zrobienia zdjęć. Tyle razy układałam całą kompozycję nie tylko w głowie, ale i na stole. I co? I dopiero teraz udało mi się zrobić kilka zdjęć. I doszłam do wniosku, że strudel jabłkowy nie lubi być fotografowany, tylko jedzony. Nie lubi czekać, nie lubi pozować. Lubi za to pomruki zadowolenia i zachwytu nad jego smakiem. I wcale nie bez powodu. Chrupiące z wierzchu ciasto kryje jabłkowe nadzienie, a dodatek lodów czy sosu waniliowego czyni każdy kęs prawdziwą ucztą.

Strudel jabłkowy

Składniki:
ciasto:
150g mąki
75ml ciepłej wody
1/4 łyżeczki soli
2 łyżki oleju

nadzienie:
1,5 kg jabłek (najlepiej szara reneta)
3 łyżki brązowego cukru
1łyżeczka cynamonu
3 łyżki bułki tartej
80g masła
cukier puder i płatki migdałów do posypania

Żółtko rozmącić w wodzie z solą i olejem. Mąkę przesiać zrobić wgłębienie, wlać wodę z żółtkiem, zagnieść gładkie, elastyczne ciasto, przykryć i pozostawić na 30 minut.
Jabłka obrać, pokroić w plasterki.
Bułkę tartą zrumienić na patelni, ostudzić, dodać cukier i cynamon, wymieszać. Masło roztopić.
Ciasto rozwałkować cienko, następnie trzymając na pięściach, rozciągać, aż będzie cienkie jak bibuła. Można rozciągać ciasto w powietrzu albo na obrusie, posypanym mąką. Moje ciasto po rozciąganiu miało wymiary ok 50x75cm. Rozciągnięte ciasto położyć na obrusie. Posmarować masłem (ok 3 łyżek zostawić do posmarowania wierzchu ciasta), posypać bułką tartą, wyłożyć jabłka, zostawiając ok 5cm brzegi. Brzegi zawinąć na jabłka, ciasto zwinąć wzdłuż dłuższego brzegu za pomocą obrusa: obrus unosimy lekko do góry, a ciasto będzie samo się zwijać w rulon. Ciasto przełożyć na blachę, posmarować masłem. Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec 25-30 minut w temp. 190stC. Przed podaniem posypać cukrem pudrem i płatkami migdałów.
Smacznego!



środa, 13 lutego 2019

Dżem z kumkwatów

 

Znacie to powiedzenie, że człowiek na promocji kupi to, czego bez promocji za darmo by nie wziął... Coś w tym, spece od marketingu wiedzą, jak zwabić klienta. Tak samo zostałam zwabiona, gdy zobaczyłam w sklepie kumkwaty w bardzo atrakcyjnej cenie 2zł za 200g i nakupiłam ich dużo... Tak dużo, że zjeść na surowo nie dałabym rady. I wtedy przypomniałam sobie, że kiedyś brat opowiadał o pysznym dżemie z tych owoców, który jadł kiedyś podczas wycieczki z chórem po Austrii. Zamarzyłam o takim dżemie. Poszukałam, poczytałam w internecie, ale nie znalazłam zbyt wiele przepisów. Postanowiłam, że spróbuję coś pokombinować sama. Pokroiłam kumkwaty, wyjęłam pestki i zawiązałam je w gazę, starłam skórkę z cytryny i limonki, wycisnęłam sok, dosłodziłam... A później zostało już tylko gotowanie. Gotowałam dżem ok godziny, jest bardzo gęsty za sprawą pektyn zawartych w pestkach. Smakuje cytrusowo, ale nie tak jak konfitura z pomarańczy, jest chyba też bardziej aromatyczny. Jest doskonały do naleśników, twarogu czy grzanek z kozim serem, nie wspominając o wyjadaniu go prosto ze słoika;)
Zdecydowanie polecam zrobić i sama chętnie jeszcze kiedyś ugotuję, gdy dorwę kumkwaty w atrakcyjnej cenie;)


Składniki:
2 kg kumkwatów
1 cytryna
1 limonka
1 szklanka soku z pomarańczy (najlepiej świeżo wyciśniętego)
1 szklanka wody
4 szklanki cukru (można dać więcej, jeśli lubicie bardziej słodkie dżemy)

Kumkwaty dobrze umyć, pokroić w plastry (ok 5mm), pestki zebrać. Pestki włożyć do podwójnej gazy i zawiązać.
Cytrynę, limonkę dobrze wyszorować. Zetrzeć skórkę i wycisnąć sok.
Wszystkie składniki umieścić w szerokim rondlu z grubym dnem. Podgrzewać na średnim ogniu, a gdy zacznie się gotować, zmniejszyć ogień i gotować od czasu do czasu mieszając. Podczas gotowania wyciskać za pomocą łyżki gazę z pestkami, żeby wymieszać zawarte w nich pektyny z dżemem. Gdy dżem będzie odpowiednio gęsty przełożyć do wyparzonych słoików, zakręcić i odstawić do góry dnem na kilkanaście minut.
Z tej ilości owoców wyszło mi 12 słoików po 200ml.
Smacznego!


poniedziałek, 11 lutego 2019

Ptysie z wiśniowym kremem


Słodkie maleństwa w sam raz na dwa kęsy. Ptysie ogólnie są bardzo dobrym pomysłem na szybkie wypieki, a dzięki różnym nadzieniom za każdym razem mogą smakować inaczej. Te uroczo różowy krem zrobiłam na bazie wiśniowej frużeliny ze śmietanką. Wyszedł tak dobry, że nie raz wrócę do niego, np. przygotowując tort.


Ptysie z wiśniowym kremem

Składniki (na 20-25 sztuk):
ciasto:
125ml wody
125ml mleka
1/4 łyżeczki soli
100g masła
150g mąki
4 jajka

krem:
200ml śmietanki 36%
100g śmietankowego sera
wiśniowa frużelina
cukier puder do posypania

frużelina:
150g wiśni (mogą być mrożone)
50ml wody
2 łyżki cukru
1 kopiasta łyżeczka mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka żelatyny


Przygotować frużelinę (można dzień wcześniej): żelatynę namoczyć w 1 łyżce wody. Wiśnie wypestkować, zasypać cukrem, podgrzewać na małym ogniu, aż owoce puszczą sok, zagotować. Mąkę ziemniaczaną rozmieszać z pozostałą wodą, wlać do wiśni, gotować mieszając, aż powstanie gęsty kisiel. Kisiel zdjąć z ognie, wymieszać z żelatyną, pozostawić do całkowitego ostudzenia.

Przygotować ciasto: do rondla wlać wodę, mleko, dodać sól i pokrojone w kostkę masło, zagotować, żeby masło się rozpuściło. Rondel zdjąć z ognia, jednym ruchem wsypać mąkę, wymieszać, aż ciasto stanie się gładkie. Rondel z powrotem umieścić nad ogniem, ciasto mieszać, aż na dnie rondla pojawi się aksamitna warstwa ciasta, a samo ciasto uformuje kulę (ok 2-3 minuty). Ciasto odstawić do ostudzenia, powinno być ciepłe, ale nie gorące. Do ciasta dodawać po 1 jajku, za każdym razem dokładnie ucierając mikserem. Gotowe ciasto przełożyć do rękawa cukierniczego z nasadką w kształcie otwartej gwiazdki (M1).
Piekarnik nagrzać do 200stC.
Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Z ciasta wyciskać ptysie o średnicy ok 3-4cm, w odstępach ok 3cm (ptysie bardzo rosną). Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok 20-25 minut w temp. 200stC (piekłam z termoobiegiem, u mnie wystarczyło 20 minut, większe ptysie pieczemy dłużej). W trakcie pieczenia nie wolno otwierać piekarnika!
Po upieczeniu ptysie ostudzić.

Przygotować krem: schłodzoną śmietankę ubić na sztywno. Dodać serek, zmiksować. Następnie po 1 łyżce dodawać frużelinę, za każdym razem krótko miksując. Krem przełożyć do rękawa z końcówką gwiazdką.
Ptysie przekroić. Dolną połówkę napełnić kremem, przykryć "czapeczką".
Ptysie z wierzchu posypać cukrem pudrem.
Smacznego!


czwartek, 7 lutego 2019

Chinkali (khinkali) - gruzińskie pierogi z mięsem





Cieszy mnie, gdy odkrywamy nowe smaki, a jeszcze bardziej cieszę się, gdy są to znane mi już wcześniej potrawy. Kuchnia gruzińska zawsze gdzieś tam przemykała w naszym domu, a to za sprawą kurczaka tapaka (tabaka), chaczapuri lub zupy charczo,  a to kapusty gurijskiej i adżyki. Pierogów chinkali natomiast nigdy nie robiliśmy. Może dlatego, że prościej było ulepić pielmienie albo manty, które smakowały podobnie, a roboty z nimi było jednak mniej. Ostatnio jednak zrobił się taki bum na kuchnię gruzińską, a w szczególności na chinkali, że nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała ulepić je samodzielnie.
Co trzeba wiedzieć o chinkali? Przede wszystkim, jak się je je (gra słów nie była zamierzona:) A je się je rękami i tylko rękami. Żadnych widelców! Każdy pierożek ma na górze ogonek z ciasta. Palcami trzymamy chinkali za ten ogonek, nadgryzamy ciasto i wypijamy rosół ze środka pierożka, a następnie zjadamy resztę. Ogonek zazwyczaj jest twardszy niż pozostałe ciasto, więc go odkładamy (po zostawionych ogonkach można będzie policzyć,  kto ile pierożków zjadł:)
Przygotowanie chinkali wymaga nieco czasu i cierpliwości. Ciasto na chinkali powinno być bardziej twarde, niż na tradycyjne nasze pierogi, gdyż chinkali nadziewa się surowym mięsem i musi ono się ugotować, a ciasto nie może być rozgotowane. Jako nadzienie lepiej jest przygotować siekane mięso jagnięce, wołowe lub wieprzowe, w ostateczności można wykorzystać mięso mielone. Koniecznie trzeba go dobrze doprawić, niektórzy dodają również zieleninę (kolendrę czy pietruszkę).  Lepienie chinkali wbrew pozorom nie jest takie trudne, warto jedynie pamiętać, że muszą mieć nie mniej niż 18 zakładek.
Pewnie każdy, kto kiedykolwiek jadł chinkali, wie, że najlepiej smakują na gorąco, nie warto więc gotować ich na zapas. A do podania wystarczy świeżo mielony pieprz.

Chinkali (khinkali) - gruzińskie pierogi z mięsem

Składniki (na ok 25-30 sztuk):
ciasto:
500g maki (typ 650)
220ml wody 
1 łyżeczka soli

nadzienie:
500g wołowiny (karkówka, łata)
250g tłustej wieprzowiny
2 duże cebule
2 ząbki czosnku
sól
pieprz
0,5 łyżeczki ziaren kolendry
0,5 łyżeczki papryki 
2/3 szklanki wody mineralnej
opcjonalnie: po pół pęczka natki pietruszki i kolendry

Z mąki wody i soli zagnieść ciasto. Ciasto powinno być twarde, ale elastyczne. Przykryć i odstawić na 30 minut.
Mięso posiekać drobno lub zmielić na maszynce. Dodać posiekaną drobno cebule i czosnek, doprawić do smaku. Można również dodać posiekaną natkę pietruszki i kolendry. Wlać wodę, wyrabiać ręką, aż woda się wchłonie. 
Ciasto rozwałkować na grubość ok 2mm, wyciąć kołka o średnicy ok 12cm, na środek każdego położyć łyżkę nadzienia. Brzegi ciasta zlepić na zakładkę, "ogonek" skręcić.
W garnku zagotować wodę, lekko posolić. Wrzucać po kilka chinkali, gotować mieszając, żeby pierożki się nie posklejały i nie przywarły do dna. Gdy chinkali wypłyną na powierzchnię, gotować ok 3 minut. Wyjąć za pomocą łyżki cedzakowej, ułożyć na talerzu, posypać świeżo mielonym pieprzem. Podawać od razu.
Smacznego!




niedziela, 3 lutego 2019

Taratuszki na jogurcie

 

Wróciliśmy do domu, chciałam coś do kawy czy herbaty, szybko zagniotłam ciasto i usmażyłam taratuszki. U na instagram w stories wrzuciłam:) I tak Was wczoraj te taratuszki zaciekawiły, że dostałam kilka wiadomości z pytaniem "co to??" I to to ja rozumiem, i po to tu jestem :) Postanowiłam więc nie czekać z przepisem, żebyście też mogli sprawić sobie i bliskim trochę karnawałowej przyjemności. 
Taratuszki na blogu pojawiły się już kilka lat temu, przez ten czas podbiły niejedno serce i podniebienie. Niektórzy modyfikują przepis po swojemu, inni przepisują prawie słowo w słowo i nawet nie podają źródła, hmmm... Ale świadczy to również o tym, że rosyjskie taratuszki najzwyczajniej Polakom się spodobały i posmakowały. 
Zazwyczaj taratuszki robi się na kefirze, ale tym raze kefiru nie miałam, ale w lodówce znalazł się jogurt. I śmiało mogę powiedzieć, że wersja na jogurcie w niczym nie ustępuje tej na kefirze. Taratuszki tylko z wyglądu przypominają faworki. Są bardzo miękkie i puchate, jak racuszki lub pączki. I najlepiej smakują od razu, następnego dnia stają się bardziej twarde. Z podanych składników wychodzi ok 15 sztuk dużych puszystych taratuszków. My uwielbiamy je z dżemem lub syropem klonowym, ale ostatnio chodzi za mną gorąca czekolada do maczania ich jak churros. 

Taratuszki na jogurcie

Składniki:
200ml jogurtu naturalnego (kefiru lub zsiadłego mleka)
1 jajko
1 łyżka cukru waniliowego
1 łyżka roztopionego masła
1 łyżka spirytusu
2 szklanki mąki (plus do podsypywania)
1 łyżeczka sody
szczypta soli
olej rzepakowy do smażenia

Jogurt, jajko, sól, masło i cukier roztrzepać, wlać spirytus, wsypać przesianą mąkę z sodą. Zagnieść ciasto. Ciasto będzie dość luźne, lekko klejące. Przykryć go bawełnianą ściereczką i odstawić na 30 minut.
Stolnicę oprószyć mąką. Wyłożyć ciasto, dłońmi rozpłaszczyć na grubość do 1cm. Nożem pokroić w paski o szerokości ok 3cm i długości ok 8cm. Na środku każdy kawałek przeciąć, wywinąć ciasto - jak faworki. W rondlu rozgrzać olej (ok pól litra), wkładać ciasto po kilka sztuk (taratuszki bardzo rosną), smażyć na średnim ogniu na rumiano w obu stron. Po usmażeniu osączyć na papierowym ręczniku.
Przed podaniem posypać cukrem pudrem.
Smacznego!




piątek, 1 lutego 2019

Sernik królewski z wiśniami




Sernik królewski to na równi z krakowskim czy wiedeńskim swego rodzaju klasyka wśród serników. Co nie znaczy, że nie można go modyfikować na swój gust. Bazując na rodzinnym przepisie upiekłam nieco inną wersję sernika, który natychmiast został okrzyknięty najpyszniejszym królewskim sernikiem ever;)


Sernik królewski z wiśniami 

Składniki:
ciasto:
2,5 szklanki mąki
3 łyżki kakao
0,5 szklanki drobnego cukru
200g masła
2 łyżki śmietany
2 łyżeczki proszku do pieczenia

warstwa serowa:
800g twarogu półtłustego lub śmietankowego
250ml śmietanki 36%
2/3 szklanki cukru
4 jajka
2 łyżki mąki ziemniaczanej lub budyniu śmietankowego
sok i skórka otarta z cytryny
1 słoik wiśni w syropie (400ml)

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.
Mąkę, kakao, proszek i cukier wymieszać. Masło rozpuścić, przestudzić, wlać do suchych składników, dodać śmietanę i zagnieść ciasto (jeśli będzie mocno się kleić, dosypać trochę mąki). Ciasto podzielić na 5 kawałków, z każdego uformować kulę, owinąć folią i włożyć na godzinę do zamrażarki lub na noc do lodówki.
Wiśnie osączyć na durszlaku (syrop można wykorzystać do ugotowania np. kisielu czy kompotu).
Twaróg zmielić dwukrotnie, dodać śmietankę, cukier, sok i skórkę z cytryny, żółtka jaj, mąkę ziemniaczaną, zmiksować. Białka ubić na sztywną pianę, delikatnie połączyć z masą serową.
Formę (22x33cm) wyłożyć papierem do pieczenia. 3 kawałki ciasta zetrzeć na dużych oczkach i równomiernie rozłożyć na dnie formy. Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec 10 minut w temp. 180stC. Formę z ciastem wyjąć z piekarnika, lekko przestudzić. Na ciasto wyłożyć masę serową, z wierzchu poukładać osączone wiśnie i na wiśnie zetrzeć pozostałe ciasto.
Wstawić do piekarnika, piec 45 minut w temp. 170stC. Po upieczeniu studzić przez godzinę przy uchylonym piekarniku, następnie wyjąć i pozostawić do całkowitego ostudzenia.
Przed podaniem można posypać cukrem pudrem.
Smacznego!

 

czwartek, 31 stycznia 2019

Pulled pork, czyli szarpana wieprzowina


 

Każdy dzień jest dobry, by nauczyć się czego nowego, odkrywać nieznane albo na nowo spojrzeć na zapomniane. Ostatnio takim moim odkryciem była szarpana (albo jak kto woli - rwana, czesana) wieprzowina, czyli pulled pork. 
Zamarzyły się nam burgery. Zazwyczaj robię je z wołowiną i nie ukrywam, że są przepyszne (to zdanie nie tylko moje, ale i wszystkich, którzy je próbowali). Ale od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem upieczenia pulled pork. Takiej prawdziwej szarpanej wieprzowiny, pieczonej przez kilka godzin, której aromat nie daje przejść obojętnie i wywołuje najśmielsze kulinarne fantazje... Chrupiąca bułka, ogórek, soczysta sałata, pomidor, może jeszcze pieczarki albo grillowana papryka... Albo puszyste puree z ziemniaków, ulubiona surówka... i pulled pork. 
Kolejną zaletą tej potrawy jest to, że mimo długiego czasu pieczenia robi się praktycznie sama, a po odgrzaniu nie traci na smaku, więc piekąc większy kawałek mięsa mamy obiad na 2 dni:)


Pulled pork, czyli szarpana wieprzowina

Składniki:
1,5-2kg łopatki wieprzowej (w płaskim kawałku)
3 duże cebule
2 główki czosnku

marynata:
1 łyżka kuminu
2 łyżki wędzonej papryki
0,5 łyżeczki pieprzu cayenne
2 ząbki czosnku (przecisnąć przez praskę)
1 łyżka soli
0,5 łyżeczki pieprzu
2 łyżki ketchupu
2 łyżki musztardy (dałam miodową i francuską)
2 łyżki brązowego cukru
2 łyżki oliwy

Mięso umyć i osuszyć papierowym ręcznikiem. Grubsze warstwy tłuszczu poobcinać. Składniki marynaty wymieszać, natrzeć mięso. Mięso ułożyć w misce, przykryć i odstawić do lodówki na kilkanaście godzina. W trakcie marnowania kilka razy obrócić i wymasować mięso.
Cebulę obrać, pokroić w ósemki lub grube plastry. Czosnek obrać. Cebulę i czosnek wyłożyć na dno naczynia żaroodpornego, na cebuli położyć mięso.
Piekarnik nagrzać do 200st C, wstawić mięso, piec przez 20 minut, następnie zmniejszyć temperaturę do 110stC, mięso w naczyniu przykryć pokrywką i piec przez kolejne 8 godzin. Pod koniec pieczenia zwiększyć temperaturę do 180stC (górna grzałka lub grill), zdjąć pokrywkę i piec ok 20 minut, żeby mięso się zarumieniło.

Wersja dla wolnowara: do naczynia włożyć cebule i czosnek. Mięso obsmażyć na patelni, ułożyć na cebuli. Piec przez 9 godzin w programie 1 (low) albo przez 7 godzin w programie 2 (high).

Po upieczeniu pozostawić mięso by "odpoczęło", a następnie za pomocą widelców poszarpać na mniejsze kawałki i włókna i wymieszać z powstałym podczas pieczenia sosem.
Smacznego!



poniedziałek, 28 stycznia 2019

Pizza z gruszką i szynką dojrzewającą



Pizzę chyba lubi większość z nas i wiele osób piecze ją w domu. Przepis na ciasto do pizzy już macie, to teraz pora na kolejne zestawienie dodatków. Już kiedyś wspominałam, że nie lubię, gdy pizza jest przeładowana dodatkami. Dlatego stawiam na wyraziste w smaku składniki, które doskonale łączą się ze sobą. Gruszka, dojrzewająca szynka, ser z niebieską pleśnią i orzechy włoskie. Tylko i aż tyle. I oczywiście cienkie ciasto. I jeszcze oliwa do polania. To w zupełności wystarczy:)


Składniki (na 2 duże pizze):
400g mąki typ 00 (lub innej mąki pszennej)
250ml wody mineralnej
20g drożdży świeżych
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru
4 łyżki oliwy

dodatki:
sos pomidorowy
100g tartej mozzarelli
1 gruszka (np. konferencja)
100g szynki dojrzewającej (typu szwarcwaldzka, u mnie Szynka Sarmacka Sokołów)
50g sera z niebieską pleśnią (typu lazur)
garść orzechów włoskich
rukola


Wodę trochę podgrzać. Drożdże pokruszyć, wymieszać z cukrem, łyżeczką mąki i pół szklanki wody, odstawić w ciepłe miejsce, aż zaczyn ruszy i wypełni prawie całą szklankę.
Mąkę przesiać z solą do miski, wlać wodę, zaczyn i wyrobić miękkie gładkie ciasto. Wyrabianie zazwyczaj trwa ok 10 minut, a ciasto przestaje być klejące. Wlać oliwę, znów wyrabiać kilka minut, aż cała wchłonie się w ciasto. Z ciasta uformować kulę, posmarować oliwą (zapobiegnie to wysychaniu ciasta z wierzchu), przykryć i odstawić w ciepłe miejsce do wyrastania na ok 1-1,5h (powinno co najmniej podwoić objętość).
Po tym czasie ciasto podzielić 2-3 kawałki (w zależności od ilości pieczonych pizz), każdy rozciągnąć na wielkość blaszki, zostawiając grubość ciasta wg własnego gustu. Podczas formowania placka lepiej nie używać wałka, pozwoli to zachować puszystość ciasta.

Gruszkę pokroić w cienkie plastry, ser z pleśnią pokruszyć.
Na ciasto wyłożyć składniki: sos, mozzarellę, pleśniowy ser, gruszkę oraz orzechy, wstawić do nagrzanego do 250-280stC piekarnika, piec ok 7-10 minut (w zależności od grubości ciasta). Na ok 2 minuty przed końcem pieczenia na pizzę wyłożyć plastry szynki.
Po upieczeniu posypać rukolą.
Pizzę można również upiec na kamieniu, który należy rozgrzewać w piekarniku przez ok godzinę.
Smacznego!



piątek, 25 stycznia 2019

Ptysie z kremem orzechowym

 

Zawsze lubię zaglądać przez szybę piekarnika, gdy piekę karpatkę czy ptysie. Ciasto tak spektakularnie rośnie, że pierwszą karpatkę którą upiekłam, można było nazwać himalajką. Parzone ciasto, z którego przygotowuje się ptysie, jest niesamowicie proste w "obsłudze", trzeba tylko trzymać się kilku zasad, a najważniejsze, by nie otwierać piekarnika w trakcie pieczenia. Nawet na chwilę. Nigdy!
Te ptysie z kremem orzechowym przygotowałam pod wpływem chwilowej zachcianki na coś do kawy. W godzinę były gotowe! Napełniłam je prostym kremem na bazie mascarpone i śmietanki, udekorowałam czekoladą i orzechami. Czekoladę wyciskałam z rożka, dlatego wyszły takie cienkie nitki, choć następnym razem (a z pewnością jeszcze wrócę do tego smaku ptyśków) będę polewać łyżką albo zanurzę czapeczki ptysi w czekoladzie, żeby uzyskać ładniejszy efekt.
Kto się skusi na coś słodkiego w weekend? Wszak mamy karnawał:)


Ptysie z kremem orzechowym

Składniki (na 20-25 sztuk):
ciasto:
125ml wody
125ml mleka
1/4 łyżeczki soli
100g masła
150g mąki
4 jajka

krem:
200ml śmietanki 30%
200g mascarpone
2 łyżki kremu czekoladowo-orzechowego (typu nutella)
1 orzechowy wafel w czekoladzie (lub 2 łyżki drobno posiekanych prażonych orzechów laskowych)

dekoracja:
100g czekolady gorzkiej lub deserowej
1 łyżka masła
2-3 łyżki posiekanych prażonych orzechów laskowych 

Do rondla wlać wodę, mleko, dodać sól i pokrojone w kostkę masło, zagotować, żeby masło się rozpuściło. Rondel zdjąć z ognia, jednym ruchem wsypać mąkę, wymieszać, aż ciasto stanie się gładkie. Rondel z powrotem umieścić nad ogniem, ciasto mieszać, aż na dnie rondla pojawi się aksamitna warstwa ciasta, a samo ciasto uformuje kulę (ok 2-3 minuty). Ciasto odstawić do ostudzenia, powinno być ciepłe, ale nie gorące. Do ciasta dodawać po 1 jajku, za każdym razem dokładnie ucierając mikserem. Gotowe ciasto przełożyć do rękawa cukierniczego z nasadką w kształcie otwartej gwiazdki (M1).
Piekarnik nagrzać do 200stC. 
Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Z ciasta wyciskać ptysie o średnicy ok 3-4cm, w odstępach ok 3cm (ptysie bardzo rosną). Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok 20-25 minut w temp. 200stC (piekłam z termoobiegiem, u mnie wystarczyło 20 minut, większe ptysie pieczemy dłużej). W trakcie pieczenia nie wolno otwierać piekarnika!
Po upieczeniu ptysie ostudzić.
Przygotować krem: schłodzoną śmietankę ubić na sztywno. Mascarpone utrzeć z kremem czekoladowym, delikatnie wymieszać ze śmietanką. Wafel pokroić drobno, wymieszać z kremem.
Ptysie przekroić. Dolną połówkę napełnić kremem, przykryć "czapeczką".
Czekoladę posiekać, razem z masłem rozpuścić w kąpieli wodnej. Ptysie z wierzchu polać czekoladą, posypać orzechami.
Smacznego!



wtorek, 22 stycznia 2019

Ryba po grecku (najlepsza)


Dziwnie jest tak wyskakiwać we wtorek z przepisem na rybę, gdy w większości domów panuje zasada, że jak ryba, to piątek. Ale my rybę lubimy niezależnie od dnia tygodnia, a poza tym do piątku będziecie mieli czas na kupienie ryby i pozostałych składników, żeby przygotować rybny obiad.
Przepis na rybę po grecku ponoć nie ma nic wspólnego z kuchnią grecką. No może te ryby... A ja poszłam jeszcze o krok dalej, dodałam kukurydze i paprykę, więc można by to danie nazwać nawet rybą po meksykańsku:) I nieważne, że już dawno po Wigilii, ponieważ ryba w takim wydaniu jest pyszna i smakuje każdemu niezależnie od pory roku. 



Składniki:
2 marchewki (ok 200g)
1/4 selera (ok 150g)
1 pietruszka (ok 100g)
2 cebule (średniej wielkości)
3 ząbki czosnku
1/2 czerwonej papryki
3 łyżki kukurydzy z puszki
250ml przecieru pomidorowego
1 kg filetów ryby (u mnie dorsz, ale może być też mintaj, miruna czy inna ulubiona ryba)
3 łyżki mąki
przyprawa do ryb (bez glutaminianu w składzie)
4 olej do smażenia
sól
pieprz
tymianek
bazylia
oregano
papryka słodka
liść laurowy

Filety pokroić na kawałki, posypać przyprawą do ryb, odstawić na 15 minut.
Warzywa obrać. Marchew, seler i pietruszkę zetrzeć na dużych oczkach. Na patelni rozgrzać 4 łyżki oleju. Cebulę pokroić w półkrążki, zeszklić na oleju, dodać posiekany czosnek, wymieszać, dodać starte warzywa. Smażyć ok 5 minut, mieszając, żeby warzywa się nie przypaliły. Dodać pokrojoną w paski paprykę, liść laurowy, zalać przecierem pomidorowym, dusić pod przykryciem ok 10 minut. Dodać kukurydzę, doprawić ziołami, sola i pieprzem.
Piekarnik nagrzać do 200stC.
Rybę obtoczyć w mące, obsmażyć na złoto na oleju. Na dno naczynia żaroodpornego wyłożyć cienką warstwę warzyw, ułożyć kawałki ryby, na wierzchu wyłożyć pozostałe warzywa, przykryć pokrywką. Wstawić do piekarnika, zapiekać ok 15 minut. Podawać z kawałkiem cytryny.
Smacznego!



Drukuj