sobota, 30 czerwca 2018

Marchewkowy torcik z serowym kremem


 
I kolejny do kolekcji moich tortów. Marchewkowy z serowym kremem. Proste składniki, prosty w wykonaniu, prosta dekoracja. Jeśli lubicie marchewkowe ciasta (a kto nie lubi:), to ten torcik sprawi, że polubicie je jeszcze bardziej. Upiekłam go kiedyś na niedzielną kawę u naszych przyjaciół, dlatego zdjęcie w przekroju zrobiłam z telefonu i na szybko, póki ostatni kawałek jeszcze zostawał na talerzu:) 
Do przygotowania kremu serowego najlepiej użyć serka śmietankowego, typu Philadephia albo "Twój smak" (Piątnica), z Wielunia też będzie pasował. W ostateczności można zrobić serek labneh z jogurtu greckiego. 



Składniki:
ciasto:
200g marchwi
0,5 szklanki brązowego cukru
1 łyżka cukru waniliowego
2 jajka
1/3 szklanki oleju
1 szklanka +1 łyżka mąki
0,5 łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
0,5 szklanki siekanych orzechów włoskich
skórka otarta z cytryny lub pomarańczy


Marchew zetrzeć na drobnej tarce, jeśli jest bardzo soczysta, odcisnąć lekko.
Orzechy zrumienić na suchej patelni, ostudzić.
Jajka utrzeć z cukrem i cukrem waniliowym na jasną puszystą masę. Ciągle ucierając dodać olej, marchew, otarta skórkę.
Mąkę, sodę, proszek i cynamon przesiać, wsypać do płynnych składników, wymieszać. Wsypać orzechy i jeszcze raz delikatnie przemieszać.
Ciasto przelać do wyłożonej papierem formy (u mnie o średnicy 20cm). Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok 40 minut w temp. 170stC (do suchego patyczka).
Upieczone ciasto ostudzić, owinąć folią i pozostawić do całkowitego wystudzenia na kilka godzin.
Czasem ciasto wyrasta z górką, wtedy ją odcinam i za pomocą foremek wykrawam z ciasta dekoracje na tort. 

krem:
300g serka śmietankowego
100g masła
100ml śmietanki 30%
3 łyżki cukru
sok z połowy cytryny

polewa:
50g czekolady (gorzkiej lub deserowej
2 łyżki śmietanki 30%

do nasączenia: sok wyciśnięty z 1 pomarańczy
do dekoracji: siekane pistacje, orzechy włoskie, wiórki czekolady, wykrojone z ciasta figurki itp.

Masło utrzeć na puch z cukrem, dalej ucierając dodawać po łyżce serka oraz sok cytrynowy. Śmietankę ubić, delikatnie połączyć z kremem.

Ciasto przekroić na 2-3 blaty (jeśli pieczemy w tortownicy 22c - to na 2 blaty, 20cm - na 3).
Każdy blat przełożyć kremem.
Czekoladę posiekać, zalać śmietanką, podgrzewać w kąpieli wodnej do rozpuszczenia czekolady.
Z wierzchu tort polać polewą, udekorować wg uznania.
Tort wstawić do lodówki na kilka godzin (najlepiej na całą noc).
Smacznego!





wtorek, 26 czerwca 2018

Słodkie historie - Napoleon (oraz przepis na Napoleon karmelowy)



Zapraszam Was na kolejną część cyklu Słodkie historie. Dziś opowiem o Napoleonie. Ten tort już kilkakrotnie pojawiał się na blogu, ale nie było jeszcze Napoleona w wersji karmelowej.

Zdaje się, że ilość legend dotyczących pochodzenia i nazwy „Napoleon” może śmiało równać się ilości warstw ciasta i delikatnego kremu w tym torcie. Czy rzeczywiście tort Napoleon ma coś wspólnego z francuskim cesarzem? Skąd się wywodzi nazwa i kto wymyślił przepis na ten wyjątkowy deser?
Zdaniem rosyjskich historyków tort Napoleon został wymyślony w Rosji na początku XX wieku z okazji 100-lecia zwycięstwa armii rosyjskiej nad Napoleonem Bonaparte. Początkowo ciastka miały kształt trójkąta, tym samym przypominały czapkę cesarza, a posypka z pokruszonych kawałków ciasta symbolizowała śnieżną zimę, której wystraszyły się francuscy żołnierze. Z czasem zarówno ciastka, jak i tort Napoleon przybrały kształt prostokątny lub okrągły, nazwa jednak pozostała do dziś. Wersja ta jednak ma wiele nieścisłości, gdyż czapki takie nosili również dowódcy rosyjscy i nawet car Aleksander I, a obgryzanie brzegów ciasta mogło zostać uznane nie tylko za symbol zwycięstwa nad Napoleonem, ale również potraktowane jako obraza rosyjskiego imperatora.
Kolejnym dowodem jest również fakt, że tort Napoleon podawano w domach rosyjskich arystokratów jeszcze przed wojną 1812 roku. Deser już wtedy nosił taką samą nazwę. Co ciekawe, kucharze często mówili o nim „francuskie ciastko”, co mogłoby wskazywać na francuskie pochodzenie tortu.
I rzeczywiście, we francuskich księgach kucharskich można znaleźć inną wersję historii powstania tego tortu. Według niej pewnego razu imperator został przyłapany przez małżonkę na zdradzie. Obrażona Josephine urządziła Bonapartowi „ciche dni”,  tak że imperator nie miał wstępu do małżeńskiej sypialni. Napoleon postanowił udobruchać żonę, jednak nie wiedział jak. Wtedy marszałek Davout poradził mu, by powiedział Josephine, że tak naprawdę chciał wyciągnąć od damy dworu sekret przygotowania pysznego tortu. Łasa na słodkości Josephine zażądała przygotowania tego tortu, więc imperator nakazał kucharzom przygotować deser, który zachwyci jego małżonkę, a jemu ponownie otworzy drzwi do sypialni. Kucharze wykorzystali stary przepis na królewskie galette, przekładając warstwy ciasta kremem patissiere na bazie mleka i jajek. Tort tak posmakował Josephine, że nazwała go imieniem swojego męża.
Inna francuska wersja głosi z kolei, że to nie Josephine przyłapała męża na zdradzie, tylko sama została przyłapana przez Napoleona, i że to ona w obawie o swój los zleciła wykonanie niezwykłego tortu, żeby udobruchać znanego z porywczości małżonka.
Według obu wersji ciasto Napoleon wywodzi się z Francji. Wątpliwości budzi jednak czas powstania tortu, gdyż podobne ciasta podawano już w epoce Ludwika XV, a co za tym idzie – tort jest starszy od Napoleona.


I w tym momencie odkrywamy kolejną warstwę historii tego deseru, która sięga 1645 roku, kiedy to francuski malarz Claude Lorrain (Claude Gellée, zwany także Le Lorrain) będąc pomocnikiem piekarza, chciał upiec ciasto dla swojego chorego ojca. Wyrobił ciasto, włożył do środka masło, rozwałkował, złożył i jeszcze kilka razy powtórzył wałkowanie i składanie. Po wyjęciu z pieca okazało się, że ciasto bardzo wyrosło i ma delikatną listkową strukturę. Po powrocie do Włoch Gellee miał dorabiać we Florencji w małej piekarni, właściciel której wykradł mu recepturę ciasta. Malarz podał nieuczciwego piekarza do sądu, jednak tamten w obawie o swój los uciekł do Neapolu. Po pewnym czasie w pewnej neapolitańskiej piekarni zaczęto sprzedawać ciasto francuskie przełożone budyniowym kremem. Ciasto to bardzo przypominało znany dziś tort, a gdy a takiej postaci pojawiło się we francuskich cukierniach, nazwano go „Napolitano”, czyli neapolitańskie. Ciasto dotarło również na Wersal, podbijając podniebienie króla i jego dworzan, gdzie z kolei nazwano go królewskim galette.
Pod koniec XVIII wieku cześć francuskich arystokratów w obawie przed rewolucją uciekła do Rosji, a neapolitańskie ciasto zyskało popularność na rosyjskich stołach. Nazwa jednak z czasem uległa zmianom, i tak Napolitano stało się Napoleonem. W samej Francji rewolucja wpłynęła także na kulinarne zwyczaje, tak więc królewskie galette zmieniło nazwę na Millefeuille, czyli ciasto tysiąca listków. I właśnie pod tą nazwą było znane Napoleonowi i jego małżonce Josephine i pozostaje znane do dziś. Taką samą nazwę nosi ten deser również we Włoszech i składa się z 2-3 blatów ciasta francuskiego, przełożonych kremem i owocami.
W Szwajcarii i Austrii podobne ciasto znajdziemy pod nazwą crèmeschnitte, a na Węgrzech -  krémes. W Polsce z kolei mamy kremówki i napoleonki, ciastka te również przygotowuje się z blatów ciasta francuskiego i kremu budyniowego, w kremówkach dodatkowo z warstwą bitej śmietanki.
Klasyczny rosyjski tort Napoleon nie ma sobie równych. Delikatne blaty i aksamitny waniliowy krem tworzą wyjątkowe połączenie smaków. Chcąc zaskoczyć smakoszy cukiernicy wymyślają różne kombinacje smakowe tego tortu: czekoladowy, cytrynowy, karmelowy – każda z tych wersji z pewnością znajdzie swoich zwolenników.



NAPOLEON KARMELOWY

ciasto:
500g mąki
200g masła
250ml białego wytrawnego wina
(wino można zastąpić 200ml zimnej wody + 2 łyżki octu jabłkowego)

krem:
3 żółtka
700ml mleka
3/4 szklanki cukru
2 łyżki mąki
2 łyżki skrobi kukurydzianej
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 puszka masy kajmakowej (ok 400g)
200ml śmietanki 30%
opcjonalnie: szczypta soli morskiej

Ciasto: zimne masło posiekać z mąką, dodać zimne wino, wyrobić elastyczne, miękkie ciasto, uformować kulę i włożyć do lodówki na minimum 2 godziny.
Przygotować 2 blaszki oraz 2 arkusze papieru. Ciasto podzielić na 16-20 części. Każdy kawałek rozwałkować cienko, wyciąć krąg o średnicy 20cm, nakłuć widelcem. Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok. 3-4 minut w temp 200st na złoty kolor. Upieczone blaty pozostawić do ostygnięcia.
Krem: żółtka rozetrzeć z cukrem, dodać ekstrakt, skrobię i mąkę, wymieszać z 1 szklanką mleka. Resztę mleka zagotować, do gotującego się mleka wlać jajeczną miksturę, ciągle mieszając zagotować, aż masa zgęstnieje i nie będzie w niej grudek. Przykryć folią spożywczą i ostudzić.
Masę kajmakową połączyć z budyniem, utrzeć mikserem. Śmietankę ubić, delikatnie połączyć z kremem.
Na paterze położyć pierwszy blat, posmarować kremem (ok. 2-3 łyżki kremu), przykryć kolejnym blatem, lekko docisnąć, posmarować itd. Jeden blat pozostawić do posypania tortu. Pozostawić kilka łyżek kremu do posmarowania wierzchu i boków tortu.
Opcjonalnie: rozsmarowując krem można posypać go odrobiną gruboziarnistej soli na wysokości np. 4 i 10 blatu.
Tort owinąć folią i pozostawić do nasączenia na kilka godzin. Resztą kremu posmarować wierzch i boki, posypać pokruszonym blatem. Tort wstawić do lodówki na całą noc.
Smacznego!




niedziela, 24 czerwca 2018

Smak lata - migdałowy tort z owocami



Zdecydowanie za rzadko piekę torty. A gdy już mam okazję upiec jakiś, to zazwyczaj mam niezły mętlik w głowie co do smaku, dekoracji. Za dużo pomysłów w głowie:) Dlatego pomyślałam, że w najbliższych dniach pokażę kilka tortów, które ostatnio zdarzyło się mi piec. 
Tort na urodziny Weroniki miał być... no właśnie... miał być. Ale jaki? Myślałam o Pavlovej, o orzechowo-kawowym, o miodowniku, o jeszcze kilku innych... Nie mogłam się zdecydować:) A i Weronika nie ułatwiła mi zadania, mówiąc, że niech to będzie niespodzianka, bo i tak każdy mój tort smakuje pysznie. I chyba decydującą rolę odegrała tu pora roku - stwierdziłam, że tort musi być lekki, owocowy. Upiekłam migdałowy biszkopt, a dalej kierowałam się intuicją, która mnie nie zawiodła: połączenie smaków wyszło wprost bajeczne. Migdały, lekki krem śmietankowo-serowy z białą czekoladą, frużelina. Postanowiłam też, że rustykalna dekoracja będzie w sam raz i zrobiłam go w stylu naked cake, czyli nagiego tortu. Oczywiście owoców nie mogło zabraknąć, bo to one w tym torcie grają główną rolę.
I tak oto powstał tort o smaku lata. Mega owocowy, mega letni, mega pyszny! 


Składniki:
biszkopt:
120g mielonych migdałów (bez łupinek)
120g mąki pszennej tortowej (typ 405)
10g mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
5 jajek
120g cukru
1 łyżka oleju
1 łyżeczka ekstraktu migdałowego

Mąkę, migdały, proszek i mąkę ziemniaczaną przesiać.
Oddzielić białka o żółtek. Białka ubić na sztywną pianę. Ciągle ubijając dosypywać po łyżce cukru, a następnie dodawać po jednym żółtku. Pod koniec ubijania wlać olej oraz ekstrakt migdałowy. Wsypać przesianą mąkę z migdałami, delikatnie wymieszać łyżką (mieszać zgarniając ciasto z brzegów miski na środek).
Dno tortownicy (średnica 22cm) wyłożyć papierem do pieczenia, przelać ciasto. Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok 40 minut w temp. 170stC. (do suchego patyczka).
Upieczony biszkopt wyjąć z piekarnika, ostudzić, przekroić na 3 blaty.

Krem:
600ml jogurtu greckiego*
400ml śmietanki 30%
100g białej czekolady

frużelina:
300g owoców (dałam wiśnie, czarne porzeczki, truskawki, jagody)
2 łyżki cukru
1 kopiasta łyżeczka mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka żelatyny
4 łyżki wody

dodatkowo: likier migdałowy lub sok z cytryny+woda do nasączenia blatów
świeże owoce do dekoracji: czereśnie, truskawki, poziomki, porzeczki, maliny, listki mięty


*jogurt grecki bez mleka w proszku, z podanej ilości jogurtu wychodzi mi 350g serka labneh.

Dzień wcześniej jogurt wyłożyć na gazę, powiesić żeby serwatka odciekła i powstał serek labneh.
Czekoladę posiekać, 200ml śmietanki podgrzać, zalać czekoladę, wymieszać, żeby się rozpuściła, ostudzić. Obie śmietanki schłodzić w lodówce przez kilka godzin, najlepiej przez całą noc.
Przygotować frużelinę: wiśnie wypestkować, truskawki odszypułkować, większe przekroić na pół.
żelatynę wymieszać z 2 łyżkami wody, odstawić do napęcznienia. Wszystkie owoce przełożyć do rondelka, zasypać cukrem, zagotować na małym ogniu, aż puszczą sok. Mąkę ziemniaczaną rozmieszać z 2 łyżkami wody, wlać do owoców, zagotować, mieszając aż sok zgęstnieje (powinien wyjść taki gęstszy kisiel). Rondel zdjąć z ognia, wlać napęczniałą żelatynę, wymieszać, żeby żelatyna się rozpuściła. Pozostawić do całkowitego ostygnięcia.
Obie śmietanki (z czekoladą i naturalną) wlać do miski, ubić mikserem na sztywną pianę. Dodać serek labneh, zmiksować na jednolity krem.
Na paterze ułożyć pierwszy blat, skropić likierem (lub sokiem z cytryny z wodą), wyłożyć 1/3 kremu. Na krem wyłożyć kleksy frużeliny (połowę porcji), przykryć drugim blatem, skropić likierem, wyłożyć nieco ponad połowę pozostałego kremu i resztę frużeliny. Przykryć trzecim blatem, skropić likierem, posmarować pozostałym kremem. Tort owinąć folią spożywczą i wstawić do lodówki na kilka godzin.
Przed podaniem tort z wierzchu udekorować świeżymi owocami, kwiatami, listkami mięty lub melisy.

Smacznego!







środa, 20 czerwca 2018

Czebureki z mięsem

 

Czebureki na blogu są jednym z najczęściej wyszukiwanych przepisów, choć same w sobie wcale takie wyszukane nie są:) Niektórzy wpisują w wyszukiwarkę "ukraińskie czebureki", jeszcze inni "rosyjskie", widziałam też przeróżne wersje zapisu, np. czeburak, ciburak, czyburek. Owszem, w krajach byłego Związku czebureki są do dziś bardzo popularnym daniem, coś w stylu miejscowego fastfooda. Jednak nie wywodzą się one z kuchni ukraińskiej, tylko z krymsko-tatarskiej, a sama nazwa w języku krymsko-tatarskim brzmi çüberek i w dosłownym tłumaczeniu oznacza 'surowy pieróg'. Zapewne podróżując po krajach arabskich czy śródziemnomorskich spotkaliście pieróg pod nazwą "burek" (słyszycie to podobieństwo w brzmieniu obu wyrazów?;) W zeszłym roku w Macedonii jadłam przepyszne bureki z serem i z mięsem, w Turcji też mają podobne Su böreği czy Sigara böreği, nadziewane ziemniakami, fetą i pietruszką, kapustą czy szpinakiem.
Znane mi z dzieciństwa czebureki to proste ciasto z mąki, wody i soli, cienko rozwałkowane, nadziane mięsem, ostro doprawione, zlepione na kształt dużego płaskiego pieroga i smażone w głębokim tłuszczu. Zgodnie z tradycyjną recepturą powinno do nadzienia powinno się używać drobno siekanej baraniny i smażyć pierogi w baranim łoju. Jednak ze względu na cenę baraniny jako nadzienie powszechnie wykorzystuje się mieloną wołowinę i wieprzowinę, a czebureki smaży się w oleju.
Moje czebureki są w tej bardziej unowocześnionej wersji, czyli z wieprzowiną. Najlepiej smakują prosto z patelni, gorące, wtedy mają w środku pyszny rosołek, podobnie jak rosyjskie pielmieni czy gruzińskie chinkali. W barach najczęściej podawane są w ketchupem, chociaż ja wolę je z sosem typu tzatziki czy innym jogurtowym.
Fotografowanie czeburekow to dla mnie nie lada wyzwanie. Pomyślcie tylko: gorące chrupiące ciasto, w środku soczyste aromatyczne nadzienie i cudowny rosołek. Zapach unosi się po całym domu, w brzuchu burczy, śliniaki pracują, no bo przecież czebureki są na wyciągnie ręki, gorące... i ten rosołek w środku. Chciałoby się ugryźć chociaż kawałek, a później drugi, jeszcze jeden i jeszcze, póki nie wystygły... Ale najpierw zdjęcia. Na szybko, zaledwie kilka kadrów, bez zmiany stylizacji i dobierania propsów. Bo czekają, gorące przecież jeszcze, soczyste czebureki.



Składniki (na 10 sztuk):
ciasto:
2 szklanki mąki
150ml wody
1 małe jajko
1 łyżka masła
0,5 łyżeczki soli

farsz:
300g mięsa mielonego z łopatki lub karczku
1 cebula
3 łyżki jogurtu naturalnego (można też dodać kefir albo wodę)
ząbek czosnku
sól i pieprz do smaku
1 łyżeczka majeranku
2 łyżki posiekanej natki pietruszki
olej do smażenia

Ciasto: wodę posolić, zagotować z masłem, wsypać pół szklanki mąki i wymieszać, żeby nie było grudek. Lekko ostudzić. Dodać jajko i dosypując pozostałą mąkę, wyrobić miękkie, elastyczne ciasto. Uformować kulę, włożyć do lodówki na minimum godzinę.

Farsz: cebulę bardzo drobno pokroić lub zetrzeć na grubej tarce. Do mięsa dodać jogurt, cebulę, czosnek, zioła, wszystko razem wymieszać, doprawić do smaku.

Ciasto podzielić na 10 kawałków, uformować kulki. Każdą kulkę rozwałkować na kształt koła o grubości ok. 1-2mm. Na połowę koła wyłożyć nadzienie płaską warstwą, przykryć drugą połową ciasta, dokładnie zlepić brzegi dociskając widelcem.

W szerokim garnku lub na patelni rozgrzać olej (2-3cm), wkładać czebureki, smażyć z obu stron na średnim ogniu do uzyskania złotego koloru. Po usmażeniu osączyć z nadmiaru tluszczu na ręczniku papierowym. Najlepiej smakują na gorąco.
Smacznego:)





niedziela, 17 czerwca 2018

Restauracja Trzy Romanse w Hotelu Wieniawski



W ubiegłą środę na zaproszenie Edyty miałam okazję uczestniczyć w degustacji nowego menu restauracji Trzy Romanse w Hotelu Wieniawski. Restauracja mieści się przy ulicy Sądowej 6, w samym centrum miasta. Elegancki wystrój lokalu, dobre rozmieszczenie stolików, przyjemna muzyka w tle i bardzo miła obsługa zdecydowanie zasługują na osobną wzmiankę.
Szef Kuchni Piotr Skwarek zaskoczył nas już na początku naszej kulinarnej przygody, podając jako amuse-bouche (tzw. czekadełko) masło z sepią i popiołem z warzyw oraz masło śmietankowe z solą, chipsami ryżowymi i z siemieniem lnianym oraz 3 rodzaje wypiekanego na miejscu chleba: pszennego, na mleku i maśle oraz razowego z figami i rodzynkami. "Czarne" masło zdecydowanie podbiło nasze kubki smakowe - aromat i posmak dymu oraz owoców morza (ten charakterystyczny zapach i smak sepii) tworzą bardzo ciekawe połączenie, na jednej kromce nie mogłam poprzestać i pewnie sięgnęłabym po kilka kolejnych, ale do rozsądku przemówiła mi ilość dań, które jeszcze czekały na spróbowanie:) 


Kolejnym czekadełkiem był chłodnik z żółtych pomidorów z oliwą koperkową, łososiem i koperkiem. Lekki, o wyrazistym smaku i przyjemnym kolorze. Chętnie zjadłabym go większą porcję jako samodzielne danie.
Na przystawkę podano sałatkę z solonym pstrągiem, która była wariacją na temat tradycyjnej coleslaw - czyli świeża młoda kapusta, marchew, marynowana czerwona cebula, roladki z ogórka z serkiem śmietankowym oraz sosem ogórkowym. Świeże, chrupiące i bardzo letnie danie.
Kolejną przystawką były grzanki z ciemnego pieczywa z marynowaną piersią z kaczki z malinami, piklowaną marchewką, gorczycą, migdałami i kolendrą, podane na marchewkowym puree. Mięso kaczki mięciutkie, dobrze doprawione i zamarynowane, cienko pokrojone fajnie współgrało z malinami, ale jako że kolendrę lubię w nielicznych daniach, po spróbowaniu pierwszej grzanki zdjęłam listki z pozostałych, gdyż w moim odczuciu nieco zdominowały całość.

Krem z zielonego groszku był absolutnym zakoszeniem. Pachniał groszkowo, był lekki i aksamitny. Podany z chrupiącymi krokiewkami z szynki i sadzonym jajkiem przepiórczym zawojował moje serce i podniebienie już od pierwszej łyżki.
Przed daniem głównym Szef Kuchni znów nas zaskoczył, serwując orzeźwiający miętowy sorbet z cytrynową pianką.
Danie główne stanowił łosoś na czarnym czosnku z botwinką i mleczkiem cytrynowym oraz risotto z ziemniaków i botwinki. Zanim danie znalazło się na stole, zastanawiałyśmy się, jak będzie wyglądało (i smakowało) risotto z ziemniaków, gdyż risotto jednoznacznie kojarzy się z ryżem. A tu zaskoczenie - drobno pokrojone młode ziemniaki i botwinka, nierozgotowane (!), o konsystencji risotta właśnie. Chętnie zjadłabym je nawet jako samodzielną potrawę. Łosoś jedna grał tu główne skrzypce: był soczysty, miękki, doskonały. Zapewne byłby moim faworytem, gdyby nie drugie danie główne:)
A była nim polędwiczka ze świni puławskiej z marchewką, pietruszką, pieczonym puree z cebuli, pangratto z kaszanki i sosem z miodu pitnego. Sama polędwiczka miękka i soczysta, otulona panierką z natki pietruszki była bardziej niż wyśmienita, wprost rozpływała się w ustach, a dodatki świetnie dopełniły całość. Całe danie piękne skomponowane również kolorystycznie, przez co bajecznie wyglądało na talerzu. Brawo!


Kolejnym zaskoczeniem był deser, a właściwie trzy różne desery.
Pierwszy z nich - cannelloni z ciasta filo z espumą chałwową i malinami oraz sorbet malinowy na granoli. Lekki, mega malinowy, pyszny.
Drugi deser prezentował się jeszcze ciekawiej - bezowy koszyczek z kremem z mascarpone i wanilii,  z rabarbarem w hibiskusie w środku oraz gałką sorbetu rabarbarowego. Połączenie słodkiej bezy i kwaskowatego rabarbaru, lekka konsystencja, a do tego piękne podany - zdecydowanie warto na niego wrócić;)

Okazało się, że to nie jest koniec niespodzianek, ponieważ Szef Kuchni przygotował dla jeszcze jeden deser - zestaw ciasteczek własnej produkcji: czekoladowe magdalenki, trufle z solą, sękacz korzenny, makaroniki... Nie mogłam odmówić sobie przyjemności spróbowania:)  
Restauracja jest miejscem, w którym wielbiciele dobrego jedzenia docenią smak i wygląd potraw. Naturalne sezonowe składniki sprawiają, że kuchnia jest świeża, lekka, a z każdym kolejnym kęsem czuje się pasję i ogromne wyczucie w łączeniu tradycji z nowoczesnością.
Nie wiem, czy nazwa restauracji - Trzy Romanse - nawiązuje do utworów muzycznych czy związku miłosnego, ale jestem pewna, że w tej kuchni można się zakochać po trzykroć:)
Dziękuję serdecznie Szefowi Kuchni Piotr Skwarek, panu Markowi za miłą i profesjonalną obsługę oraz serwowanie dań, a także całej ekipie Hotel Wieniawski za niezapomniane wrażenia kulinarne!

Hotel Wieniawski ***

ul. Sądowa 6
20-027 Lublin, Polska
+48 81 45 99 200
www.hotelwieniawski.pl
www.hotelwieniawski.pl/restauracja/o-restauracji


piątek, 15 czerwca 2018

Nalewka orzechowa


Czy już marudziłam wspominałam, że w tym roku wszystko dzieje się w przyśpieszonym tempie? Niby fajnie - lato bez wiosny, od razu ciepło, truskawki w maju, jagody na początku czerwca. Ale mnie to wcale jakoś nie cieszy, bo gdy coś szybko się zaczyna, to i szybciej się kończy. Orzechy również wyprzedziły zeszłe lata prawie o miesiąc. Zazwyczaj orzechówkę nastawia się w lipcu, kiedy zielone orzechy włoskie jeszcze nie mają wykształconej twardej skorupki w środku, ale już widać zalążek ziarenka. Spotkałam się też z opinią, że trzeba je zbierać dwa tygodnie po Nocy Świętojańskiej, ale nie później niż 20 lipca. W tym roku nie wiem, czy jest sens czekać aż tyle, gdyż orzechy są już naprawdę duże i za chwilę mogą nie dać się przekroić nożem. 
Dla mnie orzechówka nie jest nalewką, którą się pije dla przyjemności, a raczej z konieczności, ponieważ jest dobrym lekarstwem na różne dolegliwości gastryczne. Zważywszy na długi czas przygotowania nalewki, lepiej od razu zrobić ją np. z podwójnej porcji i mieć spokój w zapasie na kilka lat:) 
Do orzechówki potrzebujemy ok 20 sztuk zielonych orzechów włoskich, które są jeszcze na tyle miękkie, że można je przekroić nożem. Nie muszę chyba dodawać, że najlepiej by te orzechy rosły zdała od ruchliwej drogi. Potrzebujemy również gumowych rękawiczek, jeśli nie chcemy później mieć zabarwionych rąk, których raczej nie da się na szybko niczym domyć. Potrzebny też będzie spirytus. I w zasadzie na tym etapie tyle, bo nalewkę orzechową robi się w dwa etapy.
Pierwszy etap polega na pokrojeniu orzechów i zalaniu alkoholem, orzechy w spirytusie trzymamy przez 6 tygodni, a następnie dodajemy syrop cukrowy. Do swojej orzechówki dodałam kawałek gwiazdki anyżu oraz korę cynamonu, dzięki czemu zyskała ciekawszy posmak. Wiem jednak, że niektórzy robią "czystą" orzechówkę. 


Składniki:
 etap I:
20 zielonych orzechów włoskich
500ml spirytusu nalewkowego (70%) lub spirytusu z wódką w proporcjach pół na pół

etap II:
300g cukru
500ml wody
przyprawy korzenne: 1/3 gwiazdki anyżu, kawałek kory cynamonu, 2-3 goździki

Założyć rękawiczki! Orzechy pokroić w ćwiartki lub plasterki, umieścić w słoiku, zalać spirytusem, zakręcić i odstawić na 6 tygodni. Raz na jakiś czas zawartość słoika wymieszać, potrząsając nim.
Następnie zlać nastaw (będzie ciemny, prawie czarny).
Z wody i cukru ugotować syrop, ostudzić. Syrop i nastaw połączyć, dodać przyprawy, słoik zakręcić i odstawić na 4-8 tygodni.
Po tym czasie nalewkę zlać znad osadu, osad przefiltrować (np. przez filtr do kawy), wlać do nalewki, odstawić na min. 6 miesięcy.
Przechowywać w ciemnym miejscu.
Na zdrowie!




czwartek, 14 czerwca 2018

Koktajl kokosowo-truskawkowy


 
 
Ten wpis będzie równie szybki, jak przygotowanie i wypicie koktajlu. Ponieważ obiecałam Wam podzielić się wrażeniami z filmu Zimna wojna oraz ze wczorajszej degustacji letniego menu w restauracji Trzy Romanse, muszę nie mniej szybko przebierać palcami po klawiaturze, żeby owe dwa posty w najbliższym czasie pojawiły się na blogu.
Zatem wracając do koktajlu czy milkshake'a - jak kto woli - przygotowanie zajmuje tyle czasu, ile
wyciągnięcie blendera z szafki, umycie truskawek i nalanie mleka. Połączyłam truskawki z mlekiem kokosowym, ale równie dobrze sprawdzi się tu każde inne mleko roślinne, np. ryżowe, owsiane, migdałowe itp, jak i mleko krowie. Najczęściej wykorzystuję to ostatnie, ale miałam ochotę pobawić się smakiem, a połączenie truskawek i kokosa jest niezwykle udane. Miksujcie!

Składniki na 2 porcje:
400g truskawek
400ml mleczka kokosowego (krowiego lub roślinnego)
opcjonalnie: syrop z agawy lub cukier kokosowy do smaku

Umyte i odszypułkowane truskawki umieścić w kielichu blendera, zalać mlekiem, przykryć i miksować przez ok 30 sekund. Jeśli koktajl będzie za mało słodki, można dosłodzić syropem lu cukrem i jeszcze przez chwilę miksować.
Gotowy koktajl nalać do szklanek, podawać od razu.
Smacznego!


wtorek, 12 czerwca 2018

Aromat lato 2018

Nowy, letni Aromat już od wczoraj kusi nas przepisami na lato. Pełno w nim pomysłów na wykorzystanie świeżych  owoców i warzyw, takich jak orzeźwiające napoje, chłodniki, truskawkowe smakołyki, przekąski dla najmłodszych. Dowiecie się, czy warto wybrać latem na Mazury lub gdzie zjeść najlepsze lody w Lublinie. Ode mnie ciąg dalszy słodkich historii, tym razem z tortem Napoleon w roli głównej.

Koniecznie zerknijcie:)
https://issuu.com/magazynaromat/docs/aromat_lato_2018


piątek, 8 czerwca 2018

Twarogowe knedle z truskawkami (bez ziemniaków)


 
Budzik bezlitośnie zadzwonił o 6-tej rano, wyrywając mnie ze snu, i to na dodatek w złej fazie snu. Kilka minut leżałam w łóżku próbując zrozumieć gdzie jestem, jaki mam dzień i co mam teraz robić. Wreszcie oprzytomniałam. No tak, jestem w domu, jest 6-ta, świeci słońce. Wypadałoby przygotować coś na śniadanie. Nocnej owsianki nie nastawiałam celowo, bo wczoraj odnalazłam w lodówce paczkę twarogu, zakupioną z myślą o zapiekance. A że z zapiekanką było mi w tym tygodniu nie po drodze, postanowiłam przerobić twaróg na leniwe. Miały być klasyczne leniwe (czyli krojone) polane śmietaną i podane z truskawkami. Myjąc truskawki zmieniłam jednak koncepcję: zrobię takie leniwe z truskawką w środku. I teraz zastanawiam się, jak nazwać to danie. Przypominają raczej knedle, ponieważ są okrągłe, ale ciasto zrobiłam bez ziemniaków, z samego twarogu, jak na leniwe. Jak zwał tak zwał - są pyszne! Danie w sam raz na lato i sezon truskawkowy i wcale nie musi być podane tylko na śniadanie:)



Składniki (na 16 sztuk):
300g twarogu półtłustego
1 jajko
1 łyżka cukru waniliowego
4 łyżki maki + do posypywania
16 truskawek

do podania:
śmietana
prażone płatki migdałów
brązowy cukier
truskawki

Twaróg rozetrzeć z cukrem, dodać jajko, wymieszać. Wsypać mąkę, wymieszać. Ciasto będzie klejące.
Truskawki umyć, odszypułkować, osuszyć papierowym ręcznikiem.
W międzyczasie w garnku zagotować wodę.
Ciasto podzielić na 16 części, uformować kulki. Każdą kulkę ciasta spłaszczyć, podsypując mąką,  położyć truskawkę, zlepić, formując okrągły knedel.
Knedle wrzucać do gotującej się wody, gotować ok 1-2 minut od wypłynięcia.Wyjąc na talerz za pomocą cedzakowej łyżki.
Podawać ze śmietaną, posypane cukrem i płatkami migdałów.
Smacznego!




wtorek, 5 czerwca 2018

Chili con carne (z indykiem)


 
- Na obiad co dziś mamy?
- Chili con carne.
- Czyli co??

- Czyli chili:)

Chili con carne, czyli papryka chili z mięsem. To popularna jednogarnkowa potrawa kuchni tex-mex, czyli kuchni z pogranicza teksańsko-meksykańskiego, a jej składnikami są papryka chili, cebula, pomidory, wołowina, fasola. Ta oryginalna przypomina mi sos bolognese, ponieważ dodaje się do niej drobno siekane lub nawet mielone mięso. Może stanowić samodzielne danie, ale tez często jest podawana z ryżem albo tacos. Ja pokombinowałam ze składnikami, dodając pokrojonego (nie mielonego) indyka, kukurydzę i marchewkę. Wyszło pyszne danie, które podobnie jak pierwowzór można podać z ryżem, ale nam wystarczyła bagietka:)



Składniki (na 6 porcji):
400g filetu z indyka (dałam polędwiczki)
1 duża cebula
1 marchew
2 puszki krojonych pomidorów
1 puszka czerwonej fasoli
1 mała puszka kukurydzy
2 ząbki czosnku
1 łyżka czerwonej słodkiej papryki
1 łyżeczka wędzonej słodkiej papryki
1 papryczka chili
kumin rzymski
mielona kolendra
kilka gałązek tymianku
pieprz czarny
sól
olej
natka pietruszki lub kolendra

Mięso pokroić w kostkę, doprawić solą, pieprzem, kolendrą, odstawić na 15 minut.
W tym czasie obrać cebulę i marchew, cebulę pokroić w kostkę, marchew w półplasterki. Czosnek posiekać. Z papryki chili usunąć nasionka, miąższ pokroić. Fasolę i kukurydzę odcedzić.
W głębokiej patelni rozgrzać 3 łyżki oleju, włożyć mięso, zrumienić z każdej strony, mięso odsunąć na bok, a na patelnię wrzucić cebulę, czosnek i marchew, podsmażać przez kilka minut mieszając. Mięso i warzywa wymieszać, wlać ok pół szklanki wody, dodać pomidory z puszki, wymieszać, zagotować, dusić na małym ogniu ok 15 minut. Dodać kukurydzę i fasolę, doprawić do smaku kuminem, papryką, chili, tymiankiem. Dusić jeszcze 10 minut.
Podawać np. z ryżem, tortillą, posypaną natką pietruszki lub kolendry.
Smacznego!



sobota, 2 czerwca 2018

Tarta z truskawkami i rabarbarem



Truskawkowe szaleństwo ogarnęło i nas. Po wyjęciu z piekarnika tej tarty najpierw jedliśmy ja oczami, a gdy nieco przestygła, ukroiliśmy po kawałku... a za chwilę drugim;) Żałowałam jedynie, że w lodowce zabrakło lodów waniliowych lub śmietankowych, żeby porcja szczęścia była jeszcze pełniejsza. Tarta z truskawkami ma w sobie wszystko, żeby podbić każde podniebienie: niesamowicie kruche ciasto, dużo soczystego aromatycznego nadzienia i przeuroczą kratkę z migdałami.
Zachęcam do upieczenia!


Truskawki do wypieków lepiej wybierać twardsze i jędrne, które nie zawierają dużo soku, żeby ciasto nie było zbyt mokre i dobrze się upiekło.



Składniki:
200g mąki pszennej
50g mąki ziemniaczanej
2 łyżki cukru pudru
170g masła
2 żółtka
1 łyżka śmietanki

nadzienie:
400g truskawek
1 szklanka pokrojonego rabarbaru
3 łyżki cukru waniliowego
50g skrobi kukurydzianej
0,5 szklanki zmielonych ciasteczek (u mnie na pół digestive i amaretti)

3 łyżki płatków migdałowych do posypania
białko do posmarowania

Mąkę pszenną, ziemniaczaną i cukier puder przesiać, posiekać z masłem. Dodać żółtka i śmietankę, zagnieść ciasto, owinąć folią i schłodzić w lodówce przez dwie godziny.
Truskawki umyć, odszypułkować, osuszyć na papierowym ręczniku, większe przekroić na pół. Rabarbar i truskawki wymieszać z cukrem, odstawić na 30 minut. Po tym czasie zlać sok, jeśli się pojawił. Oprószyć skrobią kukurydzianą, wymieszać.
Ciasto rozwałkować między dwoma arkuszami papieru do pieczenia na grubość ok 0,5cm, wyłożyć nim formę na tartę. Nadmiar ciasta obkroić, odłożyć do zrobienia kratki.
Na ciasto równomiernie wysypać zmielone ciasteczka, wyłożyć owocowe nadzienie.
Pozostałe ciasto rozwałkować, pokroić na paski, ułożyć w kratkę na wierzchu tarty.
Kratkę posmarować białkiem, posypać płatkami migdałowymi.
Tartę wstawić do nagrzanego piekarnika, piec 30 minut w temp. 180stC (20 minut dolna grzałka, 10 minut termoobieg).
Można podawać na ciepło np. z gałka lodów, ale dobrze smakuje również na zimno.

Smacznego!



Drukuj