poniedziałek, 30 marca 2020

Modra kapusta



Modra kapusta, modro kapusta - ta potrawa, podobnie jak rolady, kluski, krupniok, szpajza czy karminadle kojarzy się z kuchnią śląską. Tradycyjną modro kapustę przygotowuje się z dodatkiem boczku, ja pominęłam ten składnik, żeby nieco odchodzić całe danie. Kapusta stanowiła u mnie dodatek do pieczonych udek gęsi z kluskami śląskimi.

Polecam również inne przepisy na dania z kapusty:



Modra kapusta

Składniki:
1 mała główka czerwonej kapusty (ok 1,5kg)
1 duża cebula
1 łyżka smalcu gęsiego (lub oleju)
sok z cytryny lub ocet winny
liść laurowy
sól
pieprz
majeranek
opcjonalnie: ząbek czosnku
szczypta cukru 

Kapustę poszatkować na grubość ok 2-3mm.
Cebulę obrać, pokroić w kostkę. Czosnek posiekać. W głębokiej patelni rozgrzać smalec, wrzucić cebulę i czosnek, smażyć mieszając na średnim ogniu, aż się zeszkli (ok 3-5 minut), dodać kapustę, wymieszać. Smażyć przez kilka minut, następnie włożyć liść laurowy, zalać szklanką gorącej wody, przykryć i dusić do miękkości (ok 20 minut). Jeśli w trakcie duszenia woda wyparuje, a kapusta będzie jeszcze twarda, należy podlać trochę wody. Pod koniec duszenia kapustę posolić do smaku, polać sokiem z cytryny, ewentualnie dosłodzić szczyptą cukru, doprawić majerankiem i pieprzem.
Podawać np. z kluskami śląskimi.
Smacznego!

sobota, 28 marca 2020

Pieczone gęsie udka



Gęsina to bardzo smaczne i zdrowe mięso, dlatego powinno gościć na naszych stołach częściej, niż tylko na Świętego Marcina. Jeśli zatem poza "sezonem" uda się Wam kupić gęsie nogi, z pewnością będziecie mieli pyszny obiad;)
Gęsie udka najlepiej piec przez kilka godzin w niskiej temperaturze w piekarniku albo wykorzystać do tego wolnowar. Ja właśnie dusiłam je w wolnowarze, a później podpiekłam przez pół godziny w piekarniku, żeby były bardziej rumiane. Powiem Wam, że takie udka smakują nieziemsko: mięso jest mięciutkie, soczyste i aromatyczne. Pamiętajcie też, żeby zebrać wytopiony tłuszcz, który jest bardzo zdrowy, można wykorzystać go do smażenia, do zupy albo innych potraw.
Pieczone gęsie udka podałam z modrą kapustą i kluskami śląskimi, polanymi sosem pieczeniowym. Pyszne - to mało powiedziane;)

Polecam też przepisy na dodatki do pieczonych udek gęsi:

Pieczone gęsie udka

Składniki (na 4 porcje):
4 nogi gęsi (ok 2kg)
2 duże cebule
100ml białego wytrawnego wina
1 gałązka rozmarynu (ok 10cm)

przyprawy:
2 ząbki czosnku
1 łyżka majeranku
1 łyżeczka soli
pieprz czarny
0,5 łyżeczki nasion kolendry
0,5 łyżeczki czerwonej papryki
1 łyżeczka tymianku

Czosnek obrać i przepuścić przez praskę. Kolendrę utłuc w moździerzu. Wszystkie przyprawy wymieszać.
Udka umyć i osuszyć papierowym ręcznikiem. Natrzeć przyprawami, ułożyć w misce i odstawić do lodówki na noc.
Na zimnej patelni ułożyć udka skóra do dołu, patelnię podgrzewać na średnim ogniu, aż zacznie się wytapiać tłuszcz. Gdy wytopi się już sporo tłuszczu (ok 05,cm na patelni), a udka zaczną się przyrumieniać, odwrócić na drugą stronę, dodać pokrojoną w ćwiartki cebulę i na dużym ogniu również zrumienić.
Udka i cebulę przełożyć do naczynia żaroodpornego lub do wolnowaru.
Tłuszcz z patelni zlać do słoika. Na patelnię wlać wino, zagotować, przelać do naczynia z mięsem. Włożyć gałązkę rozmarynu.
Naczynie przykryć pokrywką, wstawić do nagrzanego piekarnika, piec przez 4 godziny w temp. 130stC, a następnie zwiększyć temperaturę i zapiekać jeszcze ok 30 minut w temp. 180stC, żeby skórka się zarumieniła.
Jeśli używamy wolnowaru, misę z udkami przykryć. Wolnowar ustawić w trybie high na 4 godziny.
Po upieczeniu udka można ułożyć na blasze i podpiec w piekarniku ok 30 minut w temp. 180stC, żeby się zarumieniły.

Powstały podczas pieczenia sos można wykorzystać do przygotowania sosu do polania klusek albo ziemniaków. Należy zebrać z niego tłuszcz, a resztę razem z cebulą zmiksować blenderem. Przelać do rondla i gotować, aż odparuje i stanie się odpowiednio gęsty albo zagęścić łyżeczką mąki (mąkę rozprowadzić w odrobinie wody, wlać do sosu, zagotować mieszając). Do sosu można również dodać śmietankę.

Udka podawać z kluskami, ziemniakami, kapustą, kaszą - wg uznania.
Smacznego!




 

piątek, 27 marca 2020

Owsiane ciasteczka z czekoladą i masłem orzechowym (bez cukru)

 

Kolejna improwizacja na temat ciastek owsianych. Tym razem w zdrowszej wersji, gdyż słodzone są tylko daktylami i bananem. Do tego są bez mąki, a jedynie z płatkami owsianymi, a masło orzechowe dodaje im ciekawego posmaku.
Do kawy albo mleka są w sam raz;)

Polecam również inne przepisy na zdrowe ciasteczka:

Owsiane ciasteczka z czekoladą i masłem orzechowym (bez cukru)

Składniki (na ok 25 sztuk):
1 banan (mocno dojrzały)
1 małe jajko
3 łyżki masła orzechowego
2 szklanki płatków owsianych (zwykłych)
7-8 daktyli (ok 100g, dałam świeże, suszone trzeba wcześniej namoczyć we wrzątku)
0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
70g gorzkiej czekolady
2 garści orzechów  (dałam włoskie)
opcjonalnie: łyżka sezamu, mak, żurawina, rodzynki

Banana rozgnieść widelcem, dodać jajko, daktyle, masło orzechowe. Wszystko razem zmiksować blenderem.
2/3 szklanki płatków owsianych zmielić w młynku do kawy (nie za drobno), wsypać do masy bananowej. Dodać proszek, całe płatki owsiane, wymieszać. Czekoladę i orzechy posiekać, wsypać do ciasta, wymieszać. Można dodać również żurawinę albo rodzynki, sezam lub mak.
Ciasto powinno być lekko klejące, ale gęste.
Blachę wyłożyć papierem.
Z ciasta formować kulki wielkości orzecha włoskiego (najłatwiej to robić zwilżonymi dłońmi), spłaszczać i układać na blasze w niewielkich odstępach.
Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok 17-20 minut w temp. 180stC.
Smacznego!

czwartek, 26 marca 2020

Klopsiki w sosie grzybowym


Klopsiki czy pulpeciki? Jak nazywacie te mięsne kuleczki otulone sosem? Uwielbiają je zarówno dzieci, jak i dorośli. W zależności od sosu takie klopsiki mogą smakować inaczej: można przygotować je w sosie pomidorowym, śmietanowym, chrzanowym, pieczarkowym. Ja miałam w zamrażarce opakowanie mrożonych borowików, więc zrobiłam klopsiki w sosie grzybowym. A podać można je z kopytkami, kaszą, ziemniakami czy pure, a nawet z makaronem - jest tyle możliwości, że chyba nigdy się nie znudzą;) 

Polecam również inne przepisy na dania z mięsa mielonego:


Klopsiki w sosie grzybowym 

Składniki (na 5-6 porcji):
500g mięsa wieprzowego (szynka, karkówka, łopatka)
1 duża cebula
1 duże jajko
1 łyżka koncentratu pomidorowego
1/3 szklanki kaszy manny
1/3 szklanki mleka
1 łyżeczka majeranku
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki pieprzu ziołowego
sól
pieprz
maka do obtoczenia
olej do smażenia

sos:
1 szklanka bulionu (warzywny, drobiowy)
1 kopiasta łyżka mąki
1 łyżka masła
100ml śmietanki
300g grzybów (u mnie mrożone borowiki)
tymianek
sól
pieprz

Mięso zmielić razem z cebulą. Dodać kaszę mannę, koncentrat pomidorowy, mleko, wymieszać, doprawić do smaku. Z masy formować nieduże kulki, obtaczać w mące.
W głębokiej patelni rozgrzać olej, wykładać klopsiki i smażyć na brązowy kolor z obu stron. Grzyby  pokroić w kostkę, wrzucić na patelnię do klopsików.
Osobno podprażyć mąkę z masłem, zalać bulionem, wymieszać żeby nie było grudek, wlać śmietankę, doprawić do smaku, zagotować. Gorącym sosem zalać klopsiki, dusić pod przykryciem ok 15 minut.
Podawać z ziemniakami, kopytkami lub kaszą i z ulubioną surówką.
Smacznego!



środa, 25 marca 2020

Kilka wskazówek dotyczących drożdży



Ktoś był szybszy, mądrzejszy, bardziej zaradny. I ten ktoś wykupił wszystkie drożdże sklepie. Nie sądzę, by to była jedna osoba. A na pewno nie byłam to ja. Gdy jednak oglądając zdjęcia pustych półek w sklepach, które jeszcze dzień wcześniej uginały się pod ciężarem paczek makaronu i kasz, wpadłam na pomysł, by kupić kostkę drożdży na zaś, było już za późno. W miejscu drożdży leżał jedynie pusty kartonik i etykieta z ceną. Jako że po smażeniu pączków - kiedy to było! - zostało mi prawie 2/3 kostki drożdży, które włożyłam do zamrażarki, nie przejęłam się brakiem drożdży w sklepie, jedynie własną nieroztropnością. Bo przecież jak to tak! Ja, gotująca i piekąca (czy to właściwe określenie w stosunku do osoby, która coś upiecze czasem?), nosząca dumnie miano blogerki kulinarnej... ja, która nie rzuciła się na makaron i kaszę z papierem toaletowym włącznie... ja nie pomyślałam o drożdżach.
Los jednak bywa łaskawy, i oto przy kolejnych zakupach, wkładając do koszyka kilka kubków skyru (ten islandzki jogurt, oryginał jedzony z widokiem na Glymur smakował lepiej, ale jego polskie odpowiedniki też są dobre, jak to się mówi "na bezrybiu..."), mój wzrok sięgnął na półkę wyżej, następnie powędrował nieco w lewo, na 11-tą... Pewnie zauważyliście, w amerykańskich filmach często pojawia się określenie godziny w celu ustalenia kierunku - np. tam na ósmej facet ucieka z rolką papieru... No więc na 11-tej zobaczyłam je. Drożdże! Całe pudełko! Małe zgrabne kostki leżały sobie w równych rzędach, z terminem ważności do połowy kwietnia. W takiej sytuacji człowiek by przetarł oczy ze zdziwienia i niedowierzania, ale to już było w czasach, gdy nie wolno dotykać twarzy rękami. Wzięłam więc kostkę (tak, jedną), pokręciłam w ręku, oglądając ją z każdej strony i czytając po kilka razy, że to drożdże, drożdże, drożdże... i włożyłam do koszyka. Inna klientka, która stała w przepisowej odległości ode mnie, czyli jakieś półtora metra, nagle tę odległość zmniejszyła i również wyciągnęła rękę do pudełka na mojej 11-tej... Też jej poszczęściło;)
I tak oto z kostką drożdży do domu wróciłam jakby bardziej szczęśliwsza niż zwykle...

Jeśli należycie do takich samych szczęściarzy, którym udało się kupić drożdże, musicie wiedzieć, jak je dobrze przechowywać i jak wykorzystać podczas pieczenia.


Załóżmy, że mamy drożdże. I co dalej?

Jeśli mamy nadmiar i wiemy, że w najbliższym czasie, czyli w ciągu tygodnia, nie planujemy nic piec, to bezpieczniej jest drożdże zamrozić. Można podzielić je na mniejsze porcje (po ok 20g), każdy kawałek owinąć folią spożywczą i włożyć do zamrażarki. Mniejsze kawałki od zamrożonych kostek można odłupać np. nożem, tylko ostrożnie;)
Następnie takie drożdże wystarczy wyjąc i pozostawić do rozmrożenia (w zależności od wielkości kostki może to zając od 10 do 30minut). Można z nich od razu przygotować zaczyn: zamrożone zalać lekko ciepłym (nie gorącym!) mlekiem, wymieszać żeby się rozpuściły, dodać łyżeczkę cukru, łyżkę mąki, wymieszać ponownie i odstawić w ciepłe miejsce.
Zaczyn w przypadku przygotowania drożdżowego ciasta to zawsze bezpieczna opcja, żeby sprawdzić czy drożdże są dobre. Wyobraźcie sobie, że wrzucacie wszystkie składniki od razu do miski, wyrabiacie ciasto, ono stoi godzinę, drugą, trzecią… i ani ruszy. Najczęstszą przyczyną w takim przypadku są właśnie drożdże – nieświeże albo zalane gorącym mlekiem. Dlatego zaczyn pozwala ocenić, czy drożdże będą pracować, czy nie zabiliśmy ich gorącym płynem, a tym samym uniknąć zmarnowania innych produktów.
Po czym poznać, że drożdże pracują? Na zaczynie pojawia się pianka, a przez szklankę (zazwyczaj robię zaczyn w szklance) widać, jak małe pęcherzyki powietrza lecą ku górze, ową piankę tworząc.
Uwaga: nie wszystkie przepisy wymagają przygotowania zaczynu. 

Kolejną kwestią jest ilość drożdży w stosunku do mąki.
Do ciasta na zaczynie drożdżowym w domowych wypiekach wykorzystuje się zazwyczaj proporcje 1:20, czyli na 50g świeżych drożdży bierzemy 1kg mąki. Nie polecam dodawania większej ilości drożdży. Widzieliście zapewne przepisy typu „upiecz domowy chleb w 5 minut albo pączki gotowe w kwadrans”. Owszem, gdy dodamy dużo drożdży, ciasto wyrośnie, wystrzeli wręcz… tylko później nie narzekajcie na intensywnie drożdżowy aromat takich wypieków i bóle brzucha:)
Powiem więcej, wystarczy nawet 10g drożdży na 1kg mąki, z tym że proces wyrastania ciasta będzie dłuższy, ale efekt smakowy ten sam, a nawet lepszy, ponieważ dłuższa fermentacja ciasta uwalnia dodatkowe aromaty i korzystnie wpływa na jego strukturę.

Inne składniki również mają wpływ na aktywność drożdży i wyrastanie ciasta. Duża ilość cukru spowalnia drożdże. Podobne działanie (choć pewnie z punktu widzenia chemii i biologii, to są zupełnie różne procesy) ma tłuszcz, dlatego masło czy olej dodaje się zazwyczaj pod koniec wyrabiania ciasta. 

W przypadku suchych (suszonych) drożdży nie zawsze jest konieczne przygotowanie zaczynu. Jednak to najlepszy sposób, by przekonać się, czy drożdże są aktywne (zalewamy je płynem o temperaturze ok 40stC). Na opakowaniu zazwyczaj znajduje się informacja, co do potrzebnej ilości mąki. Gdy jednak takiej informacji nie ma, stosuję przelicznik 1:2,5, czyli 10g suchych drożdży to jak 25g świeżych, czyli na 10 g suchych drożdży dodajemy 500g mąki. 

No to do dzieła;) Ja właśnie nastawiłam rozczyn na pszenny chleb baton, do jego przygotowania użyłam 5g świeżych drożdży na 500g mąki. Już rośnie;)
Udanych wypieków!
 






wtorek, 24 marca 2020

Bułeczki z jabłkami i kruszonką



Ponoć wyrabianie ciasta to najlepszy relaks dla umysłu, zatem upieczenie takich bułeczek z jabłkami i kruszonką mogłoby przynieść podwójną korzyść - pozwolić się odstresować sobie i sprawić przyjemność bliskim:)

Pracując nad zdjęciami na komputerze zauważyłam, że tak przytulone do siebie w foremce przypominają six pack. I co z tego, że jest ich 8... Po tym przymusowym siedzeniu w domu to przynajmniej na bułeczkach mam rzeźbę :)

Polecam przepisy na inne drożdżowe wypieki:

Bułeczki z jabłkami i kruszonką


Składniki (na 8 sztuk):
350g mąki
15g świeżych drożdży (lub 5 g suchych)
50g cukru
1 jajko
1 żółtko
170ml mleka
50g masła
1 łyżeczka esencji waniliowej
1 łyżka oleju

2 jabłka (np. szara reneta, antonówka)
1 łyżka cukru
1 łyżeczka cynamonu
białko do posmarowania

kruszonka:
40g mąki
40g cukru
20g masła


Przygotować rozczyn: drożdże rozetrzeć z łyżeczką cukru, dodać podgrzane mleko, 1 łyżkę mąki, wymieszać o odstawić do wyrośnięcia na ok. 15 minut.
Jajko i żółtko (białko zostawić do posmarowania) roztrzepać z cukrem, wlać mleko, esencję waniliową i rozczyn, wsypać przesianą mąkę i wyrobić jednolite ciasto, pod koniec wyrabiania dodając miękkie masło. Można również masło rozpuścić i przestudzić, a następnie dodać do ciasta.
Z ciasta uformować kulę, posmarować olejem, przykryć ściereczką i odstawić do wyrastania w ciepłe miejsce. Ciasto powinno co najmniej podwoić objętość.

Ciasto podzielić na 8 części, każdą uformować w kulkę. Odstawić na 10 minut.
W tym czasie obrać i pokroić w kostkę jabłka, wymieszać z cukrem i cynamonem.
Każdy kawałek ciasta rozpłaszczyć w dłoniach, nałożyć jabłka, ciasto zlepić, formując bułeczkę.
Bułeczki układać w formie (u mnie 20x30cm, ale można większą, żeby bułeczki nie sklejały się ze sobą podczas wyrastania i pieczenia). Bułeczki przykryć ściereczką, pozostawić do napuszenia na ok 25 minut).
Gdy bułeczki podrosną, posmarować rozmąconym białkiem, posypać kruszonką.
Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok 25-30 minut w temp. 170stC (termoobieg lub góra dół). Jeśli bułeczki pieczemy na większej blaszce i one leżą osobno, czas pieczenia będzie krótszy - ok 20 minut. Na dno piekarnika można postawić naczynie z gorącą wodą, tak pieczone ciasto drożdżowe lepiej rośnie i jest jeszcze bardziej pulchne.
Upieczone bułeczki studzić przykryte ściereczką.
Smacznego!


sobota, 21 marca 2020

Gulasz paprykowy i placki po węgiersku



Placki po węgiersku to jedno z dań, które lubię przygotowywać na rodzinny obiad. Cóż może być łatwiejszego - gotuję gulasz, smażę chrupiące placki i podaję razem. Powiem więcej, gulasz paprykowy świetnie pasuje również do makaronu, więc z jednego gulaszu można mieć obiad na dwa dni;)

Polecam też inne przepisy na dania z ziemniakami:

Gulasz paprykowy i placki po węgiersku

Składniki (na 8 porcji):
 gulasz:
600g szynki wieprzowej (lub łopatki)
2 cebule
1 duża marchew
2 papryki (dałam mrożoną)
500ml passaty pomidorowej (lub puszka krojonych pomidorów)
1 ząbek czosnku
1 gałązka rozmarynu
1 łyżeczka majeranku
0,5 łyżeczki słodkiej wędzonej papryki
sól
pieprz czarny
3 łyżki oleju
opcjonalnie: 1 łyżka mąki do zagęszczenia

Mięso i paprykę pokroić w kostkę.
Cebule pokroić w piórka, marchew w talarki, czosnek posiekać.
Na patelni rozgrzać olej, mięso obsmażyć na rumiano z obu stron, dodać cebulę, czosnek, marchew. Smażyć mieszając kilka minut, aż cebula zacznie się rumienić. Dodać paprykę, rozmaryn, zalać ok passatą pomidorową, zagotować, przykryć. Gotować na małym ogniu ok. 45 minut, od czasu do czasu mieszając. Jeśli gulasz będzie zbyt gęsty, a mięso jeszcze twarde, dolać ok pól szklanki wody i dalej dusić przez ok 20 minut. Gdy mięso będzie bardzo miękkie, doprawić do smaku solą i przyprawami.
Jeśli gulasz jest za rzadki, można zagęścić go mąką. Mąkę rozprowadzić w 3 łyżkach wody, wlać do gulaszu, zagotować mieszając, aż gulasz stanie się gęstszy.

placki:
1 kg ziemniaków typ B-C
1 duża cebula
2 jaja
opcjonalnie: 1 łyżka mąki
sól, pieprz do smaku
szczypta majeranku
szczypta papryki
olej do smażenia

Ziemniaki obrać, zetrzeć na tarce. Sok zlać do miseczki, odstawić na kilka minut, żeby skrobia opadła na dno, następnie ostrożnie zlać sok, a skrobię dodać do ziemniaków. Cebulę obrać i również zetrzeć. Dodać jajka, doprawić do smaku. Jeśli masa będzie za rzadka, można dodać łyżkę mąki (ja nie dodaję). Na patelnię nalać oleju na ok 0,5 cm, mocno rozgrzać olej, łyżką nakładać placki, smażyć z obu stron na złoty kolor. Po usmażeniu można osączyć z nadmiaru tłuszczu na papierowym ręczniku.

Gulasz wyłożyć na świeżo usmażone i jeszcze gorące placki, udekorować natką.
Świetnie smakują z kleksem kwaśnej śmietany.
Smacznego!



poniedziałek, 16 marca 2020

Sałatka z quinoa i burakiem



Quinoa czy też komosa ryżowa pojawiła się na sklepowych półkach już dobrych kilka lat temu wraz z modą na zdrowe odżywianie. Razem z nią chia, jagody acai oraz inne zagraniczne superfoods. I choć od tamtego boomu trochę czasu już minęło, a quinoa ustąpiła miejsca naszym rodzimym kaszom, lubię wracać do jej smaku, szczególnie w sałatkach i daniach typu kaszotto. 
Kiedyś rzuciło mi się w oczy opakowanie sałatki z quinoa i burakiem, pomyślałam, że mogłabym przecież przygotować coś podobnego w domu, dodają składniki według własnego gustu i zwartości lodówki. A ponieważ w lodówce akurat miałam ugotowany burak, który pozostał po ćwikle, cukinię i ser, to zestawienie składników nasunęło się samo. Sypnęłam jeszcze garść orzechów włoskich, skropiłam lekko sokiem z cytryny i oliwą... I nieskromnie powiem, że wyszła pyszna! 
Kolejnym jej plusem jest to, że można ją jeść na ciepło jako samodzielne danie albo jako dodatek do pieczonej ryby. 
Moja kulinarna intuicja podpowiada, że z kaszą gryczaną albo perłową też będzie dobrze smakować:) 

Sałatka z quinoa i burakiem 

Składniki (na 4 porcje):
2/3 szklanki quinoa (komosy ryżowej)
2 ugotowane buraki (ok 250g)
1 cukinia
garść orzechów włoskich
50g sera typu parmezan
oliwa
sól
pieprz
sok z cytryny

Kaszę ugotować na sypko: do gotującej się wody wsypać kaszę (2/3 szklanki kaszy - 1 szklanka wody), lekko posolić, gotować pod przykryciem na małym ogniu, aż prawie cała woda się wchłonie, a kasza będzie al dente. Zdjąć z ognia i odstawić w ciepłe miejsce, żeby odparowała (można np. przykryć kocem) na ok 15 minut. Następnie ostudzić.
Cukinię pokroić w pół lub ćwierć plasterki, lekko zrumienić na niedużej ilości oliwy.
Buraki obrać i pokroić w kostkę.
Orzechy posiekać.
Ser zetrzeć na płatki lub na tarce.
Komosę, buraki, cukinię i orzechy wymieszać, doprawić solą, sokiem z cytryny, oliwą. Z wierzchu posypać serem.
Smacznego!

sobota, 14 marca 2020

Huevos rancheros, czyli jajka po meksykańsku



Jak wygląda śniadanie na meksykańskim rancho? Nie wiem:) ale ponoć serwowane są huevos rancheros, czyli jajka po meksykańsku. I to danie bardzo mnie przekonuje smakiem i wyglądem. Jego głównymi składnikami są jajka, pomidory, papryka, fasola, cebula oraz placki tortilli, na których jest podawane. I choć wydaje się czasochłonne, to jak najbardziej nadaje się na weekendowe polskie śniadanie:) 
Wersja prosta tego dania zakłada użycie gotowych tortilli, przygotowanie pasty fasolowej i salsy pomidorowej oraz usmażenie jajek. Ja jednak pokusiłam się o wersję na bogato i zrobiłam dodatkowo paprykowy sos na ciepło oraz usmażyłam domowe tortille


Polecam również inne przepisy na dania z jajkiem w roli głównej:



Huevos rancheros, czyli jajka po meksykańsku

Składniki (na 2 porcje):
2 placki tortilli
2 duże mięsiste pomidory
1 czerwona papryka
1 papryczka chili  (opcjonalnie)
pół puszki czerwonej fasoli (lub czarnej)
1 cebula
1 mała czerwona cebula
1 ząbek czosnku
pół awokado
oliwa
sól
pieprz
kumin
papryka słodka wędzona
sok z cytryny
natka pietruszki i kolendry (opcjonalnie)

Przygotować salsę: pomidory sparzyć, obrać ze skórki, pokroić w kostkę. Połowę odłożyć do przygotowania sosu paprykowego na ciepło. czerwona cebulę obrać i pokroić w drobną kostkę. kilka gałązek pietruszki (i kolendry - jeśli lubimy) posiekać. Awokado pokroić w kostkę. Cebulę, pietruszkę i awokado dodać do pomidora, doprawić do smaku solą, pieprzem, skropić sokiem z cytryny.
Przygotować pastę fasolową: cebulę obrać, pokroić w kostkę. Połowę cebuli odłożyć do sosu paprykowego. Resztę smażyć na niewielkiej ilości oliwy, aż będzie miękka (ok 3 minut), posypać szczyptą kuminu, chwile smażyć, następnie dodać fasolę, podlać odrobinę wody (lub zalewy z fasoli), za pomocą tłuczka (lub widelca) rozgnieść fasolę. Jeśli pasta będzie bardzo gęsta, dolać jeszcze odrobinę wody. Doprawić do smaku.
Przygotować pastę paprykową: z papryki usunąć gniazdo nasienne, pokroić w kostkę. Papryczkę chili posiekać. Pozostałą cebulę zeszklić na oliwie, dodać posiekany czosnek. Chwilę smażyć razem, dodać pomidory i paprykę, smażyć mieszając, aż pomidory puszczą sok, przykryć i dusić ok 5-10 minut, aż papryka będzie miękka, a sos zgęstnieje. Doprawić do smaku.
Jajka usmażyć na niewielkiej ilości oliwy lub na wodzie.
Na talerzu położyć po jednym placku tortilli, na tortille wyłożyć pastę fasolową, sos paprykowy, jajko oraz salsę pomidorową.
Smacznego!


środa, 11 marca 2020

Magazyn Aromat wiosna 2020

Czekaliście? Bo ja tak! I oto jest najnowszy numer naszego magazynu Aromat.

Jak zawsze, pełno w nim ciekawych przepisów, a wśród nich:

- pomysły lubelskich blogerek na dania z jajkiem w roli głównej,
- domowe fit przepisy na znane sklepowe słodycze,
- wiosenne śniadania i dania z resztek,
- potrawy, które można zapakować do lunchboxu do pracy czy szkoły,
- porady dietetyczne dla maturzystów
- przepisy w wykorzystaniem zapasów z zamrażarki
oraz wiele innych ciekawych tematów.


Tradycyjnie zapraszam do czytania i gotowania:)

https://issuu.com/magazynaromat/docs/wiosna2020_aa2eddfc5e1c11


wtorek, 10 marca 2020

Gofry - przepis podstawowy


 
Gdy któregoś razu, przechodząc obok budki z goframi i wdychając słodki aromat świeżutkich chrupiących gofrów z czapą bitej śmietany, napomknęłam, że może kupilibyśmy gofrownicę, mąż odrzekł jednym krótkim zdaniem: "Od razu po tym, jak kupimy mieszkanie". Liczył pewnie na to, że zapomnę, że będą inne wydatki, że odechce mi się... Owszem, wraz z mieszkaniem były inne wydatki na mniej lub bardziej potrzebne „przydasie”, ale o gofrownicy pamiętałam, wpisując ustrojstwo do pieczenia gofrów na nieistniejącą w żadnym notesie listę marzeń (czy też zachcianek). Pamięć jednak zawodna bywa, szczególnie u kobiet i szczególnie, gdy chodzi o zachcianki właśnie (nie mówię o zachciankach ciążowych, te ponoć nie pozwolą o sobie zapomnieć, aż się nie staną „ciałem”), jedna wypiera drugą, za chwilę ta druga odchodzi w zapomnienie, a trzecia już jest wypychana przez kolejną. Zapomniałam i ja. Tym bardziej że po jakimś czasie przytrafiła się nam gofrownica, przypadkowo i niespodziewanie, i od tamtego momentu gofry również nam się przytrafiały. Właśnie przytrafiały, ale na stole nie były częstym deserem. Jakby apetyt straciłam na te wypieki, bo który bym przepis nie wypróbowywała, efekt nie był zadowalający. Zdarzały się gofry lepsze, ale wraz czegoś im brakowało.
 
Dziś wiem - brakowało im dobrej, porządnej gofrownicy! I tak oto w moje ręce trafiła gofrownica Dezal. Biała, zgrabna, piękna po prostu, a przy tym niezwykle mocna, bo aż na 1300W. Dopiero ona radzi sobie z każdym przepisem, bo teraz gofry smakują jak marzenie. I nawet mąż, który do gofrów ma stosunek raczej obojętny, zajadał je ze smakiem. Właśnie, gofrownica musi mieć moc. Im większą tym lepiej. Ma to duże znaczenie, jeśli chcemy by gofry były chrupiące i lekkie, a nie wilgotne i gumowate.
Poniżej znajdziecie podstawowy przepis na gofry, jego sekretem jest dodanie masła zamiast oleju, dzięki czemu gofry mają taki cudny maślany posmak, że można je jeść nawet bez żadnych dodatków:)
W ostatni weekend piekłam je już dwa razy. A co, przecież z taką gofrownicą o takiej mocy mogę go(f)ry przenosić;)



Gofry - przepis podstawowy 

Składniki:
2 jajka
1 szklanka mąki
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1 łyżka cukru z wanilią
1 szklanka mleka
ok 1/3 szklanki wody gazowanej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
60g masła
cukier puder do posypania

Białka oddzielić od żółtek. Białka ubić na sztywną pianę z cukrem. Masło roztopić i lekko przestudzić. Żółtka, mąkę, proszek, mąkę ziemniaczaną i mleko zmiksować. Wlać masło, zmiksować, wlać gazowaną wodę, zmiksować jeszcze raz. Ciasto powinno mieć konsystencję jogurtu - być gęste, ale lejące. Dodać ubite białka i wymieszać łyżką. Odstawić na 10 minut.
W tym czasie nagrzać gofrownicę.
Przed pierwszym pieczeniem posmarować płyty odrobiną oleju (za pomocą pędzelka). na płyty nalewać ciasto, przykryć, piec ok 3-4 minut, aż gofry będą ładnie zarumienione. Po ok 2 minutach od nalania ciasta można otworzyć delikatnie gofrownicę, by wypuścić parę.
Gofry wykładać na kratkę, przed podaniem można oprószyć cukrem pudrem. Podawać z ulubionymi dodatkami: z bitą śmietaną, serkiem, owocami, dżemem...
Smacznego!



Drukuj