środa, 20 grudnia 2017

Wigilia Lubelskiej Blogosfery Kulinarnej 2017



Przed Świętami wspólne spotkania i rozmowy maja swój niepowtarzalny klimat. Wspólnie tworzymy Aromat - magazyn Lubelskiej Blogosfery Kulinarnej. Więc po raz trzeci wspólnie zebrałyśmy się na blogerskiej Wigilii. Tym razem spotkanie odbyło się w Szkole Artystycznej Wiesława Kuci, a program był wyjątkowo angażujący i ciekawy.
Szkoła to miejsce, w którym odbywają się przeróżne warsztaty. Dla nas Anna Kucia również przygotowała pokaz, podczas którego poznałyśmy sztukę robienia makaroników. Gotowanie syropu i ubijanie białek na bezę włoską, ucieranie mielonych migdałów z cukrem pudrem i białkami, wreszcie wyciskanie i suszenie makaroników, a następnie pieczenie i przekładanie czekoladowym ganache. Makaroniki wyszły mistrzowskie, teraz pozostaje powtórzyć je w domu;)




 

Jak każde tradycyjne spotkanie wigilijne nasze również odbywało się przy zastawionym stole. Każda z blogerek przyniosła ze sobą przygotowane danie. I tak na stole znalazły się śledzie z pomidorami i rodzynkami, sałatka makaronowa z tuńczykiem, paszteciki z kapustą i grzybami, śledzik pod pierzynką, kapusta z fasolą oraz kapusta z miodem pitnym i żurawiną, a na deser piernik, ciasteczka cynamonowe oraz tarta makowa. Na miejscu postanowiłyśmy też wykorzystać produkty od sponsorów i ugotowałyśmy kompot z suszu, kluski z makiem oraz sałatkę rybną z kukurydzą i groszkiem. Wyszło nam 12 potraw. Wszystko zgodnie z tradycją:) A nad śpiewaniem kolęd popracujemy przy następnej okazji:)



Pod koniec spotkania tradycyjnie zjawił się „Mikołaj” z prezentami. Wróciłam do domu z zapasem samych pyszności od:
 Colian – marki: Oranżada Hellena, Siesta i Appetita 

Dziękuję bardzo za tak hojne dary, będą w sam raz na nadchodzące Święta:)

Dziękuję również właścicielowi Szkoły Artystycznej za możliwość zorganizowania spotkania i Annie za przeprowadzenie warsztatów.

Zdjęcia: Małgorzata Łaniak, Olga Zalewska-Wenarska, Marlena Lalak-Skałecka




wtorek, 19 grudnia 2017

Śledzie w cytrusach




Śledzie pod szubą, sułtańskie (czyli z rodzynkami, cebulą i koncentratem pomidorowym), z orzechami, rolmopsy ze śliwką, w zalewie słodko-kwaśnej i cytrynowe - oto nasz zestaw śledzi na tegoroczne Święta. Te ostatnie, przepis na które znajdziecie poniżej, smakują zaskakująco świeżo, orzeźwiająco, są aromatyczne i delikatne, wykwintne i bardzo niecodzienne. Polecam!


Składniki:
8 filetów śledziowym solonych a la matjas
skórka otarta z limonki
skórka otarta z cytryny
sok z połowy cytryny
sok z połowy limonki
1 łyżka cukru pudru
100ml oleju rzepakowego (u mnie Semco)
2 łyżki posiekanej natki pietruszki
1 cebula
kolorowy pieprz

Śledzie moczyć w zimnej wodzie przez ok 3h, następnie dobrze opłukać i wysuszyć ręcznikiem papierowym. Pokroić w skośne kawałki.
Cebulę pokroić w drobną kostkę, wyłożyć na sitko, przelać najpierw wrzątkiem, a następnie od razu zimną wodą.
Połowę limonki pokroić w cienkie plastry, lub wyfiletować. 
Sok z cytryny, limonki, cukier puder oraz olej wymieszać, dodać starte skórki z cytryny i limonki, plasterki limonki, cebulę i natkę pietruszki.
W słoiku układać warstwami śledzie i cząsteczki limonki, każdą warstwę polewać cytrynową miksturą. Słoik zakręcić, odstawić do lodówki na min. 3 dni.
Smacznego!




sobota, 16 grudnia 2017

Filety śledziowe w marynacie słodko-kwaśnej


 
Przygotowania do Świąt wkraczają na ostatnią prostą. Za tydzień o tej porze w kuchni będzie pachniało grzybami, na stole będzie stygł sernik, a w misce wyrastało ciasto na paszteciki. Dobrze, że śledzie można przygotować wcześniej. Nawet polecam zabrać się za nie już dziś, a w Wigilię odwdzięczą się wyjątkowym smakiem. 
Kupując śledzie zauważyliście pewnie, że producenci piszą na opakowaniu, że jest to śledź a la matjas. Co to właściwie oznacza? Matjas to nie jest gatunek, tylko rodzaj śledzia. Przed pierwszym tarłem odławiane są młode, niespełna roczne osobniki. To właśnie te śledzie nazywane są matjasami. Połowy matjasow trwają od maja (zazwyczaj połowy zaczynają się w sobotę przez Zielonymi Świątkami) do lipca. Ich mięso jest tłuste, delikatne, a dzięki specjalnemu procesowi solenia nabiera wyjątkowego smaku. Matjasy macerowane są w solance w dębowych beczkach, nie na sucho, dzięki czemu są mniej słone, ale przez to mniej trwałe. Prawdziwe matjasy to trudno dostępny w Polsce rarytas. Myślę, że gdybym miała możliwość kupienia prawdziwych matjasów, rozkoszowałam się ich smakiem samym w sobie, szkoda byłoby przerabiać je na inne smakowe wersje. A ponieważ u nas ogólnodostępne są filety a la matjas, można kombinować z przepisami do woli, żeby każdy odkrył swoją ulubioną wersję śledzi. 
Dziś proponuję przygotować śledzia w marynacie słodko-kwaśnej. Pora najwyższa tym bardziej, że takie śledzie najlepiej smakują po tygodniu leżakowania, a im dłużej stoją, tym są jeszcze smaczniejsze. To będzie jedna z dwunastu potraw na wigilijnym stole. Czerwona cebula i krążki marchewki nadają słoikom uroku, więc może zrobicie też ze dwa słoiki więcej, żeby obdarować nimi jakiegoś smakosza:)

Składniki:
0,5 kg filetów śledziowych solonych a la matjas (u mnie SEKO)
3 liście laurowe
9 ziarenek ziela angielskiego
3 goździki
1 czerwona cebula
1 nieduża marchew
1 biała cebula
100ml octu 10%
200g cukru
300ml wody

Śledzie wymoczyć przez min. 3 godziny w zimnej wodzie, w międzyczasie chociaż raz zmienić wodę (zależy od stopnia zasolenia filetów), opłukać, osuszyć papierowym ręcznikiem, pokroić w skośne paski.
Cebule obrać, pokroić w grube piórka. Marchew obrać, pokroić w krążki lub gwiazdki.
Wodę w cukrem zagotować. Do gorącej wody włożyć warzywa i przyprawy, odstawić do ostudzenia.
Gdy będzie zimna, wlać ocet.
Kawałki śledzia układać w słoikach na przemian z warzywami, zalać marynatą. Zakręcić i odstawić na kilka dni, żeby smaki się przegryzły.
Przechowywać w lodówce.
Smacznego!


#jednazdwunastu


czwartek, 14 grudnia 2017

Brukselka i gnocchi zapiekane z boczkiem


 
Lubię dania, które same się robią. Pachną na cały dom. A potem smakują tak, że mam ochotę wylizać talerz. Zapiekana brukselka z włoskimi kluseczkami tak właśnie smakuje. Chyba słyszę, że ktoś tu nie lubi brukselki? Spróbujcie! W tym wydaniu jest przepyszna. Gotowe gnocchi marki Hilcona bardzo ułatwiły mi przygotowanie, ale możecie też wykorzystać nasze rodzime kopytka, własnoręcznie zagniecione i ugotowane wcześniej.
Przepis podaję na nieco bardziej bogatą w smaki wersję, której niestety nie miałam możliwości zrobić zdjęcia. Wyobraźcie więc sobie, że z wierzchu są jeszcze posiekane orzechy włoskie;)

Składniki (na 3 porcje):
1 op. gnocchi 250g (u mnie Hilcona)
200g brukselki
70g wędzonego surowego boczku
200ml mleka
1 łyżka mąki
2 łyżki masła
50g topionego serka
gałka muszkatołowa
pieprz czarny świeżo mielony
sól
tymianek
spora garść włoskich orzechów
3 łyżki tartego parmezanu
1 łyżka oliwy

Piekarnik nagrzać do 190stC.
Brukselkę oczyścić z wierzchnich liści, ugotować al dente w lekko osolonej wodzie (ok 6-8 minut), odcedzić.
Boczek pokroić w kostkę, lekko zrumienić na patelni.
Naczynie żaroodporne posmarować oliwą, wyłożyć gnocchi, brukselkę, posypać boczkiem.
Na patelni, na której smażył się boczek, roztopić masło, wsypać mąkę i wymieszać. Wlać 1/3 mleka, rozprowadzić, żeby nie było grudek, wlać pozostałe mleko, dodać serek i wymieszać na gładki sos. Doprawić startą gałką muszkatołową, pieprzem, posolić do smaku. Sosem wyłożyć na brukselkę i gnocchi. Posypać tymiankiem. Z wierzchu posypać posiekanymi orzechami i parmezanem. Wstawić do nagrzanego piekarnika, zapiekać 20 minut w temp. 190stC.
Smacznego!


piątek, 8 grudnia 2017

Warsztaty Street food z Galeo


Od jakiegoś czasu street food przestało kojarzyć się jedynie z frytkami, kebabem czy zapiekankami z budki na mieście. Uliczne jedzenie w pewnym sensie stało się elementem współczesnego życia, a jedzenie z foodtracków obejmuje kuchnię niemal całego świata.
Gdy dostałam zaproszenie na warsztaty z marką Galeo, nie wahałam się ani chwili, mimo że do końca nie wiedziałam, czym zaskoczy nas Maciej Wawryniuk.
Miłe powitanie w studiu Coock Up na warszawskim Mokotowie, kanapki, kawa i makaroniki, chwila na pogaduchy z pozostałymi uczestnikami warsztatów. A już później się działo! Szybki podział na grupy, losowanie zestawu przepisów. Postanowiłyśmy gotować razem z Edytą, Agatą i Agnieszką, a do przygotowania przypadło nam 7 przepisów:

•    bułki do burgerów
•    burgery wegetariańskie z kaszy kuskus i boczniaków
•    piwny sos z sezamem
•    sos z pieczonej papryki i migdałów
•    currywurst
•    arancini
•    churros z sosem czekoladowym



Dziewczyny zajęły się przygotowaniem sosów, burgerów i arancini, a ja w tym czasie dzielnie walczyłam z ciastem na bułki. Walczyłam dosłownie, gdyż jakiś chochlik podmienił ilość mleka w przepisie i ciasto początkowo było bardzo twarde. Na szczęście lubimy się z drożdżowymi wypiekami, więc udało się uratować ciasto, a bułki wyszły miękkie i puszyste.




Czas gonił, szef Maciej Wawryniuk również;) Każda drużyna uwijała się w zawrotnym tempie, a gdy padło hasło „serwis”, na stole zaczęły się pojawiać rozmaite dania. Były m.in. burgery z jagnięciny, węgierskie langosze, burgery z tofu w stylu azjatyckim, twistery z kiszoną kapustą, scotch eggs, sałatka z suszoną piersią gęsi (nadmienię, że taka gęsina smakuje wybornie), litewskie kibiny, domowe tortille, chlebki ziemniaczane  oraz kilka rodzajów sosów, jak chociażby zielony sos z kolendry, chutney z mango i pomidora, ketchup bananowy. A wszystko doprawione przyprawami Galeo. Jedzenie ledwo mieściło się na stole, każdy mógł próbować do woli i znaleźć swój ulubiony smak sosu, jak również zabrać porcje na wynos (wszak to był prawdziwy street food:) .


Na zakończenie organizatorzy obdarowali nas zestawem przypraw oraz marmurowym moździerzem. Dziękuję za zaproszenie i możliwość udziału!


czwartek, 7 grudnia 2017

Pasztet z gęsi

 
Grudzień to wyjątkowy miesiąc. To czas oczekiwania na Święta Bożego Narodzenia, czas przygotowań, czas kupowania i pakowania prezentów, wreszcie też czas wymyślania i testowania świątecznych przepisów. Przecież wypadałoby, żeby na świątecznym stole znalazły się najlepsze przysmaki. Domowe ciasta, wędliny, barszcz na zakwasie, własnoręcznie ulepione uszka i pierogi, kompot z suszu z naszego ogrodu... Uwielbiam to!
Jeśli podobnie jak ja, macie pozytywnego fioła na własnoręcznym przygotowaniu świątecznych potraw, może skusicie się na upieczenie pasztetu z gęsiną? I choć gęsina bardziej się kojarzy z tradycją świętomarcińską, to warto sięgać po nią nie tylko w listopadzie. Gęsina to zdrowe i smaczne mięso. Świetnie smakuje gęś pieczona z jabłkami lub na kapuście, a żurek na gęsinie nie ma sobie równych. Ja postawiłam na pasztet - ta wersja domowej wędliny podbije podniebienia wszystkich biesiadników. A do tego żurawina lub ćwikła - będzie pysznie;)


Składniki:
2 gęsie udka (ok 1kg)
200g wątróbki z gęsi
200g podgardla wieprzowego lub tłustego boczku
2 cebule
1 marchew
1 pietruszka
3 liście laurowe
5 ziarenek ziela angielskiego
gałązka rozmarynu
7 ziarenek jałowca
3 gałązki świeżego tymianku
50ml brandy lub koniaku
2 czerstwe kajzerki
4 jajka
sól
pieprz
gałka muszkatołowa
majeranek
olej i bułka tarta do posmarowani i wysypania formy

Udka umyć, naciąć skórę, ułożyć na zimnej patelni, podgrzewać, żeby zaczął wytapiać się tłuszcz, a skórka się przyrumieniła.Udka odwrócić na drugą stronę i również przyrumienić. Na patelni razem z udkami zrumienić też pokrojone w kawałki podgardle oraz przekrojoną na pół cebulę.
Marchew i pietruszkę obrać, przekroić na 4 kawałki, dodać do mięsa. 
Dodać przyprawy (rozmaryn, liście laurowe, tymianek, ziele, jałowiec), zalać gorącą wodą, żeby mięso było na prawie całe przykryte płynem. Dusić na małym ogniu, aż będzie miękkie (ok 2godzin). Wątróbkę oczyścić z błon, dodać do mięsa, dusić jeszcze 20 minut.
Mięso i warzywa wyjąć z bulionu, ostudzić. Kajzerki pokroić i namoczyć w bulionie z mięsa. Wszystko zmielić 2 razy. Masę mięsną doprawić do smaku solą, pieprzem, gałką muszkatołową i majerankiem, wlać brandy, dodać jajka i wymieszać na jednolitą masę. Jeśli masa będzie za gęsta, można podlać pozostałym bulionem. Do wyrobionej masy można dodać np. pokrojone śliwki, żurawinę lub posiekane orzechy, jeśli lubicie pasztety z dodatkami.
2 keksówki (8x25cm) posmarować olejem, wysypać bułką tartą. Wyłożyć masę mięsną, wyrównać. Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok 45 minut w temp. 180stC.
Po upieczeniu pasztet wyjąć z piekarnika, pozostawić w foremce do wystudzenia. Gdy pasztet wystygnie i stężeje, wyjąć z foremki.
Przechowywać w lodówce.
Smacznego!







środa, 6 grudnia 2017

Omlet na słodko z jogurtem i owocami


Śniadanie jak marzenie, szczególnie w taki deszczowy grudniowy poranek. Do omletu sypnęłam garść kakaowych płatków kukurydzianych, dzięki czemu zyskał ciekawy posmak i strukturę.
Nam taki puszysty biszkoptowy omlet najlepiej smakuje z jogurtem, miodem i owocami:)



Składniki (na 1 porcję):
2 jajka
1 płaskie łyżki mąki
łyżeczka syropu klonowego (można pominąć)
szczypta soli
1 łyżeczka masła
spora garść corn flakes Lubella kakao i miód

do podania:
jogurt, owoce, syrop klonowy lub miód

Oddzielić białka od żółtek, biała ubić na sztywną pianę ze szczyptą soli, ciągle ubijając dodawać po jednym żółtku, na koniec wlać syrop. Wsypać przesianą mąkę, delikatnie wymieszać łyżką.
Patelnię (o średnicy 20-22cm) posmarować masłem, wyłożyć ciasto, z wierzchu posypać płatkami kukurydzianymi i wyrównać łyżką wierzch. Smażyć na małym ogniu 2 minuty, odwrócić na druga stronę, smażyć jeszcze 2 minuty. Wyłożyć na talerz i od razu podawać.
Omlet podawać z jogurtem, ulubionymi owocami, polany miodem.
Smacznego!

#dzienzdrowegosniadania #odkryjcomozezboze #silazezboz #lubella #lubellacornflakes

SIŁA ZBÓŻ NA DZIEŃ DOBRY



wtorek, 5 grudnia 2017

Crepes Suzette - płonące naleśniki



Naleśniki w eleganckiej odsłonie – otulone sosem pomarańczowym i podpalane przed podaniem. Ich historia sięga końca XIX wieku, kiedy to młody pomocnik kucharza w Hotel de Paris w Monte Carlo stanął przed pewnym wyzwaniem, polegającym na przygotowaniu deseru dla księcia Walii Edwarda i jego przyjaciół. Jak się można domyślić, biedaczek tak bardzo się denerwował, że przez przypadek sos na bazie kirszu i likieru pomarańczowego zapalił się. Francuski kucharz w chwili rozpaczy spróbował mieszanki i ku swojemu zaskoczeniu odkrył, że smakuje wyśmienicie. Naleśniki włożył więc do sosu, a przed podaniem deser podpalił jeszcze raz. Zachwycony zarówno smakiem jak i wyglądem „książęcych naleśników” Edward zaproponował nazwać je naleśnikami Suzette , na cześć towarzyszącej im w podróży pewnej damy.


Składniki (na 2 porcje):
1 szklanka mąki
1 szklanka mleka
0,5 szklanki śmietanki
2 jajka
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
olej do smażenia

Mąkę, mleko, śmietankę, ekstrakt i jajka wymieszać na jednolite ciasto (można zmiksować blenderem), odstawić na 15 minut. Patelnię rozgrzać, posmarować olejem, usmażyć kolejno 4 lub 6 cienkich naleśników (w zależności od wielkości patelni).

Sos:
3 pomarańcze
sok z połowy cytryny
3 łyżki cukru (dałam #cukiertrzcinowy #diamant )
50g masła
50ml likieru pomarańczowego
25ml brandy

Pomarańcze dokładnie umyć. Z jednej zetrzeć skórkę. Połowę jednej pomarańczy wyfiletować, z pozostałych wycisnąć sok.
Na patelni rozpuścić masło, wsypać cukier, skropić sokiem z cytryny, podgrzewać aż cukier nabierze złotego koloru (nie mieszać). Natychmiast wlać sok pomarańczowy, likier i dodać skórkę, zagotować mieszając. Na patelnię z sosem wyłożyć również wyfiletowane kawałki pomarańczy. Naleśniki maczać w sosie, składać w trójkąty, ułożyć na patelni w pozostałym sosie, wlać brandy i podpalić. Podawać od razu.
Smacznego!



Złocista Kuchnia Diamant


#cukiertrzcinowy #syroptrzcinowy #diamant

niedziela, 3 grudnia 2017

Tort makowy z pomarańczą



Przygotowania do Świąt czas zacząć. W tym roku adwent jest wyjątkowo krotki, dlatego już teraz zaczynam planowanie wigilijnego i świątecznego menu. A na blogu listę tegorocznych świątecznych przepisów otwiera makowy tort z pomarańczową nutą. Blaty makowe są wilgotne, a konfitura z pomarańczy doskonale uzupełnia ich smak. Tort bardzo świąteczny, taka elegancka wersja makowca;)



Składniki:
ciasto:
200g maku mielonego
150g cukru
3 łyżki kaszy manny
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
5 jajek
1 łyżka kakao
2 łyżki oleju (dałam Olej Wielkopolski)
0,5 łyżeczki esencji migdałowej 
skórka starta z pomarańczy
 
Zagotować 180ml wody i zalać mak, wymieszać, przykryć i odstawić do napęcznienia na ok godzinę.
Żółtka utrzeć z cukrem na jasną masę, wlać olej i esencję. Do maku dodać kaszę mannę, kakao, skórkę pomarańczy oraz masę jajeczną, wymieszać.
Białka ubić na sztywną pianę, delikatnie połączyć z masą makową.
Ciasto przelać do wyłożonej papierem tortownicy (22cm), wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok 50minut w temp. 170stC do suchego patyczka. Po upieczeniu ciasto wyjąc z piekarnika, studzić w formie. Po wystudzeniu ciasto wyjąć z formy, zdjąć papier, przekroić na 3 blaty.

krem:
300ml śmietanki 30%
200g mascarpone
100g białej czekolady

Czekoladę połamać, zalać szklanką śmietanki, podgrzewać, ciągle mieszając, aż czekolada się rozpuści. Schłodzić w lodówce.
Pozostałą śmietankę również mocno schłodzić. Obie śmietanki i mascarpone połączyć, ubić mikserem na puszysty krem.

Dżem pomarańczowy:
2 pomarańcze
3 łyżki cukru
sok z połowy limonki

Pomarańcze wyszorować i sparzyć, zetrzeć skórkę. Pomarańcze obkroić z albedo, miąższ pokroić na mniejsze kawałki i zmiksować blenderem na mus. Dodać cukier, sok z limonki, startą skórkę. Gotować na małym ogniu od czasu do czasu mieszając, aż mus zgęstnieje (ok godziny).

Polewa:
2 łyżki kakao
2 łyżki cukru
3 łyżki mleka
1 łyżeczka żelatyny

Dekoracja:
czekoladowe kulki
wiórki czekolady
kandyzowana skórka lub plastry pomarańczy

Żelatynę zalać 1 łyżką mleka, odstawić do napęcznienia. W tym czasie wymieszać cukier i kakao, dodać pozostałe mleko, gotować ciągle mieszając kilka minut, aż polewa stanie się gęsta. Dodać żelatynę, wymieszać i odstawić do ostudzenia.

Składanie tortu:
Pierwszy blat posmarować połową dżemu pomarańczowego, wyłożyć 1/3 kremu, przykryć drugim blatem. Drugi blat posmarować pozostałym dżemem i 1/3 kremu, przykryć trzecim blatem. Z wierzchu blat posmarować pozostałym kremem. Gdy polewa będzie lekko letnia, polać tort i udekorować kandyzowana skórką lub kandyzowanymi plastrami pomarańczy, czekoladowymi kuleczkami, wiórkami czekolady. 
Tort wstawić do lodówki na kilka godzin.
Smacznego!







wtorek, 21 listopada 2017

Królik duszony w winie z rodzynkami


 
Noc przyprószyła śniegiem, a ja na balkonie znalazłam ostatnią poziomkę. Na pożegnanie lata i nawet już jesieni. Przymierzając się do świątecznych przepisów pomyślałam, że to dobry czas na eksperymenty w kuchni. Chodzi za mną kaczka. Nie dosłownie, rzecz jasna:) Może nie klasycznie z jabłkami, ale połączenie mięsa i owoców zapowiada się w tym przypadku bardzo smakowicie. Póki natomiast upoluje tę swoja kaczkę, porwałam się na kolejne słodko-słone połączenie i przygotowałam królika z rodzynkami. Do tej pory było tradycyjnie - w śmietanie albo z warzywami. I choć taki królik też smakuje pysznie, brakowało mi odrobiny szaleństwa w kuchni. Jakiś wewnętrzny głos szepnął, żebym sypnęła rodzynków. Posłuchałam. Nie żałuję. 
Królik z rodzynkami smakuje obłędnie! Przyjemnie słodko, a przy tym lekko, mięso jest kruche, delikatne. Na tym nie koniec eksperymentów:) Jeśli chcecie podać takie danie na świąteczny obiad, polecam podczas duszenia dorzucić do sosu kilka goździków i kawałek cynamonu - teraz mamy prawdziwą kwintesencję smaku!


Składniki:
1 tuszka królika (ok 1,2kg)
100g rodzynków (u mnie Bakalland)
4-5 moreli (u mnie Bakalland
2 szalotki
1 duża marchew
2 łyżki masła klarowanego
2 łyżki oleju
200ml białego półwytrawnego wina lub cydru
400ml bulionu warzywnego lub drobiowego
biały pieprz
pieprz ziołowy
sól
3 liście laurowe
mąka do obtoczenia
opcjonalnie: 4 goździki, kawałek kory cynamonu (ok 2cm)

Królika pokroić na kawałki. Posypać białym pieprzem oraz ziołowym, odstawić na godzinę. Obtoczyć w mące.
Szalotkę obrać, pokroić w kostkę. Marchew obrać i pokroić w półkrążki.
W głębokiej patelni rozgrzać masło i olej, wyłożyć kawałki królika, obsmażyć na rumiano z każdej strony. Mięso przełożyć na talerz. Na tej samej patelni zeszklić szalotkę z marchwią. Włożyć liście laurowe, goździki i cynamon, ułożyć kawałki królika, posypać rodzynkami i pokrojonymi w kostkę morelami, posolić do smaku zalać winem, zagotować. Gdy zawartość patelni zacznie mocno bulgotać, dolać szklankę gorącego bulionu, zmniejszyć ogień i dusić pod przykryciem ok 90 minut. Podczas duszenia podlewać pozostałym bulionem, żeby mięso się nie przypaliło.
Taka potrawa dobrze smakuje z kawałkiem białego pieczywa albo z ugotowaną na sypko gryczaną kaszą (niepaloną).
Smacznego!




wtorek, 14 listopada 2017

Kanapkowa pasta śledziowo-jajeczna


Wiedziałam, że tak będzie. Po prostu czułam to i tylko czekałam na potwierdzenie mojej teorii. W sumie żadna to niepodparta faktami teoria, to już stało się normą, powtarzająca się z roku na rok. O czym mówię? O świąteczne ofercie w sklepach. Zaledwie minął Dzień Wszystkich Świętych, a duże sieci w swoich sklepach już wystawiają bombki, girlandy, choinki. Nie, nie dziwi mnie to już nawet. I nie, nie irytuje mnie to. Po prostu przechodzę obojętnie, zostawiając sobie na później okazję  buszowania wśród choinek. Bardziej jednak bawią mnie usłyszane gdzieś w tłumie komentarze typu: "o, dopiero połowę listopada mamy, a już wyłożyli dekoracje świąteczne. Wszystko, żeby na klientach zarobić. Ale chodź, zobaczymy te srebrne śnieżynki. Będą nam pasować do wystroju..." 
Ja nawet jeszcze nie myślałam nad świątecznym menu. Za wcześnie:) 
Natomiast na kanapkową pastę śledziowo-jajeczną zawsze jest pora. Przepis ten lata temu został wymyślony przez moją mamę, która chcąc zrobić słynną "szubę" po otwarciu lodówki stwierdziła, że parowane buraki gdzieś (nomen omen) wyparowały. A że mama jak na tamte trudne czasy miała niesamowity zmysł kulinarny i potrafiła ugotować nawet zupę na gwoździu, to z ostałych jajek, śledzi oraz kilku gotowanych marchewek w mig powstała pyszna pasta. Wertując ostatnio swój stary kajet z przepisami natknęłam się na ten przepis, a na myśl o smaku pasty śliniaki się obudziły;) Moja pamięć mnie nie zmyliła - pasta smakuje wyśmienicie.


Składniki:
3 jajka ugotowane na twardo
2 ugotowane marchewki (ok 200g)
200g filetów śledziowych a'la matjas (u mnie Seko)
100g serka topionego (najlepiej miękkiego, tzw. serdelek)
szczypiorek z jednej dymki
pierz czarny świeżo mielony

Śledzie osączyć z oleju. Posiekać bardzo drobno. Można również rozdrobnić śledzie blenderem poprzez pulsacyjne wciskanie guzika - chodzi o to, by śledzie były rozdrobnione, ale nie papkowate*.
Jajka obrać ze skorupek, rozgnieść widelcem.
Marchew obrać, rozgnieść widelcem.

Szczypiorek posiekać.
Wszystkie składniki - śledzie, jajka, marchew, szczypiorek i serek - wymieszać na pastę, doprawić pieprzem i najlepiej odstawić na godzinę, żeby smaki się przegryzły.
Gotową pastę można przechowywać w lodówce 2-3 dni.

*Opcjonalnie: śledzie, marchew i jajka można zmielić w maszynce do mięsa.

Smacznego!


Ten przepis bierze udział w kulinarnej akcji firmy SEKO. Więc i Ty Wyhacz rybkę i zrób taką pastę;)
 


piątek, 10 listopada 2017

Ossobuco, czyli gicz cielęca z warzywami



 Jedni przygotowują rogale świętomarcińskie, nie zważając na cenę masła, dzielnie wałkując i składając ciasto. Drudzy polują w sklepach na najlepszą tuszkę gęsi, żeby obiad był rzeczywiście świąteczny. Jeszcze inni szyją kotyliony, a niektórzy szykują race (choć tego ostatniego zdecydowanie nie popieram)...  Święto Niepodległości już w sobotę. Na weekend też zapowiedział się orkan Marcin. Akurat w swoje imieniny. Przypadek??:) 
Dla wyłamujących się z gęsiego trendu proponuję równie pyszny pomysł na odświętny obiad - ossobuco z warzywami. Ossobuco to danie kuchni włoskiej, które w dosłownych tłumaczeniu oznacza "kość z dziurą". Przygotowuje się go z pokrojonej w plastry giczy (pręgi) cielęcej lub wołowej z dodatkiem warzyw i białego wina. Od pewnego czasu wolno gotowane ossobuco można było kupić w jednym z dyskontów, jednak postanowiłam przygotować te mediolańską potrawę sama, wykorzystując wolnowar. Zaczęło się przeglądanie przepisów, szukanie inspiracji. Co ciekawe, wiele przepisów sugeruje zakup np. kilograma giczy i pokrojenie jej w plastry w domu. Hmm, może jest to możliwe, mając gdzieś na zapleczu piłę łańcuchową. Chcąc mieć nadal 10 palców na obu rękach poszłam na łatwiznę i kupiłam gicz już pokrojoną. Przygotowane plastry mięsa obsmażyłam, dodałam warzywa, podlałam winem i... zapomniałam o nim na 8 godzin. Jedynie wydobywający się spod pokrywki zapach wywoływał nieco zwiększony ślinotok i głośniejsze burczenie w brzuchu. Mięso wyszło mięciutkie, rozpadające się pod widelcem, aromatyczne i soczyste. Czy muszę dodawać, że takie ossobuco smakowało nieprzyzwoicie pysznie;) 
Ps. No i teraz mam dylemat - na jutro lepsza będzie powtórka z ossobuco czy jednak mam uczynić tradycji zadość i przygotować gęś?;) 


Składniki (na 4 porcje):
4 plastry giczy cielęcej (o grubości ok 2,5cm, w sumie ok 1kg mięsa)*
sól
pieprz czarny świeżo mielony

mąka do obtoczenia
olej do smażenia
2 marchewki
1 pietruszka
1 cebula
200g pomidorów koktajlowych
kilka ziarenek ziela angielskiego
pieprz ziołowy
kilka gałązek rozmarynu
kilka gałązek tymianku
150ml białego wina (półwytrawnego najlepiej)
2 szklanki bulionu

*zamiast giczy cielęcej można przygotować ossobuco z wołowej pręgi z kością

Cebulę obrać, pokroić w półkrążki. Marchew i pietruszkę obrać, pokroić w grube krążki. Pomidorki przekroić na pół.
Plastry giczy oczyścić z ew. okruszków kości, w kilku miejscach przeciąć błonę otaczająca mięso, żeby podczas smażenia plastry zachowały kształt (patrz zdjęcie). Dodatkowo można obwiązać nicią kuchenną po obwodzie.
Mięso oprószyć solą i pieprzem z obu stron, obtoczyć z mące. Na patelni rozgrzać 3 łyżki oleju, mięso obsmażyć na rumiano z obu stron, przełożyć do wolnowara.
Na tej samej patelni zeszklić cebulę. Warzywa (cebulę, marchew, pietruszkę i pomidory) i przyprawy przełożyć do mięsa. Na patelnię wlać wino, zagotować, wlać do wolnowara. Mięso w garnku zalać gorącym bulionem (płyn powinien sięgać do polowy warzyw), przykryć. Wolnowar ustawić na pozycji Low na 8 godzin. Jeśli płyn się wygotuje, w trakcie duszenia można podlać mięso ok pół szklanki gorącego bulionu (z reguły jednak płynu wystarcza do końca gotowania).
Ossobuco podawać z szafranowym risotto albo bardziej swojsko - z ugotowaną na sypko kaszą lub ziemniakami, z ulubioną surówką.

Ossobuco można przygotować również tradycyjnym sposobem. Składniki po obsmażeniu umieszczamy w garnku żeliwnym, dusimy na małym ogniu lub w piekarniku. W obu przypadkach należy pilnować, żeby potrawa się nie przypaliła, i dolewać bulionu podczas duszenia. 

Smacznego!





 

Drukuj