sobota, 19 sierpnia 2017

Bruschetta z pomidorami



Gnocchi już były i mam nadzieję, że pamiętacie jak poprawnie zamówić to danie we włoskiej restauracji?:) A dziś w menu kolejne włoskie słowo: bruschetta. Jedni mówią "bruszetta", inni wymawiają "bruszczetta". Ba, nawet kelnerzy w restauracjach nie zawsze wiedzą, jak nazwać to, co podają. Ale najwyższa pora, by nauczyć się prawidłowej wymowy tej nazwy. 'Brusketta' - tak jest o wiele lepiej:) 
Co więc kryje się za tą nazwą? Otóż bruschetta jest to grzanka skropiona oliwą i podana z pomidorami. Nic bardziej prostszego, prawda? Do przygotowania bruschetty lepiej użyć jasnego pieczywa typu ciabatta lub bagietka w stylu rustykalnym (nie kupujcie bagietki z "waty", są zbyt miękkie). Świeże słodkie pomidory, esencjonalna oliwa i aromatyczne listki bazylii dopełniają całość i już w niecałe 10 minut mogę rozkoszować się smakiem wakacji we Włoszech. 


Składniki (na 2 porcje): 
1 ciabatta ok 20cm
2 duże mięsiste pomidory
1 mała czerwona cebula
ząbek czosnku
oliwa
sól morska
pieprz czarny świeżo mielony
garść listków bazylii
łyżka startego parmezanu

Ciabattę pokroić w kromki o grubości 1,5cm. Kromki pieczywa ułożyć na grillowej patelni i zrumienić z obu stron. Zamiast na patelni można je również podpiec w piekarniku (ok 5 minut  w temp. 220stC). Grzanki skropić oliwą.
Pomidory sparzyć, zdjąć skórkę, przekroić, usunąć nasiona, pokroić w kostkę.
Cebulę obrać i pokroić w drobną kostkę. Czosnek obrać i drobno posiekać. Bazylię posiekać. Pomidory, czosnek, cebulę i bazylię wymieszać, doprawić do smaku.
Na grzanki wyłożyć pomidory, posypać serem. Dodatkowo można polać odrobiną oliwy.
Podawać od razu.
Smacznego!

#MyVictorinox

Zachowaj smak wakacji z Victorinox!



piątek, 18 sierpnia 2017

Sos słodko-kwaśny z cukinią do słoików



Domowa spiżarka może jeszcze nie pęka w szwach, ale powiększa się z każdym dniem. Na półce obok krążków cukinii oraz różnego rodzaju ogórków właśnie ustawiłam kilka słoików słodko-kwaśnego sosu z cukinii. Będzie do makaronu czy ryżu, a na zimno może być świetnym dodatkiem do kanapek.

Składniki (na 6-7 słoików 400ml):
2 kg cukinii (najlepiej młodej, cienkiej)
0,5 kg czerwonej papryki
0,5 kg cebuli
1 łyżka soli

zalewa:
0,5 szklanki octu
0,5 szklanki cukru
1/3 szklanki wody

sos pomidorowy:
3 ząbki czosnku
200ml koncentratu pomidorowego
1 łyżeczka słodkiej papryki
0,5 łyżeczki wędzonej papryki (może być ostra, jeśli lubicie pikantne smaki)
0,5 łyżeczki curry
kilka gałązek tymianku
garść liści bazylii

Cukinie umyć, pokroić w ćwiartki, a następnie w 1cm kawałki.
Paprykę umyć, usunąć gniazda nasienne, pokroić w krótkie paski.
Cebulę obrać, pokroić w większą kostkę.
Warzywa wyłożyć do miski, wymieszać z solą, odstawić na 5-7 godzin.
Po tym czasie odcedzić i przełożyć do garnka.
Wodę, ocet i cukier zagotować, zalać warzywa, gotować 20 minut, od czasu do czasu mieszając.
Czosnek obrać, przecisnąć przez praskę, wymieszać z koncentratem pomidorowym i ziołami i przyprawami. Pomidorowy sos dodać do warzyw, wymieszać i gotować jeszcze 5-7 minut, często mieszając, żeby się nie przypaliło.
Gorące warzywa nakładać do słoików, zakręcać, odwrócić do góry dnem i pozostawić do wystudzenia.
Sos przechowywać w chłodnym miejscu (np. w piwnicy).
Smacznego!


#MyVictorinox



Zachowaj smak wakacji z Victorinox!




czwartek, 17 sierpnia 2017

Panzanella - włoska sałatka z chleba i pomidorów



Pomidory! W rożnych rozmiarach i kolorach, w różnych daniach i kombinacjach smakowych. Uwielbiamy je! Kroję świeży domowy chleb, smaruję masłem własnej roboty, a na to pokrojony w plastry mięsisty pomidor oprószony solą... mmmmm... Tak samo mruczałam z zadowolenia jedząc panzanellę - włoską sałatkę na bazie chleba i pomidorów. Co ciekawe, zanim pomidory zostały sprowadzone do Europy, głównymi składnikami toskańskiej panzanelli były cebula i czerstwy chleb namoczony w occie i skropiony oliwą. Wyobrażam sobie ten pierwowzór sałatki i jestem pewna, że aż takich peanów na jej cześć raczej bym nie wygłaszała. Co innego dzisiejsza wersja z pomidorami i kaparami  albo jak u Jamiego Olivera dodatkowo z anchois i pieczoną papryką. To dopiero smak! Sałatka jest niesamowicie lekka, czyli w sam raz na obiad lub kolację o tej porze roku. Przyrządzając sałatkę wykorzystajcie kromki czerstwego pszennego pieczywa typu włoskiego: np. ciabattę, rustykalne bagietki. Polecam dodatkowo podpiec je w piekarniku lub tosterze, żeby pod wpływem soku nie nasiąkły zbyt szybko i nie stały się papkowate.
Moja panzanella to pomidory i chleb, czerwona cebula i kaparowe jabłuszka, garść bazylii, szczypta soli, oliwa oraz ocet winny. Prawdziwy smak włoskich wakacji. Kto wie, czy jutro znów jej nie popełnię;)

Składniki (na 3-4 porcje):
200g ciabatty lub innego pieczywa + łyżka oliwy
700g pomidorów (różne odmiany i kolory)
1 średniej wielkości czerwona cebula
1 łyżka kaparów lub kaparowych jabłuszek
1 ząbek czosnku
2 łyżki białego octu winnego
5 łyżek oliwy
sól morska
pieprz czarny świeżo mielony
garść liści bazylii
opcjonalnie: 2 łyżki tartego parmezanu

Ciabattę pokroić w kromki, ułożyć na blasze, skropić oliwą. Wstawić do nagrzanego piekarnika i podpiekać ok 10-15 minut w temp. 170stC. Kromki muszą się ładnie zrumienić, ale nie przypalić. Czosnek obrać. Po upieczeniu każdą kromkę natrzeć czosnkiem i połamać na mniejsze kawałki (takie na jeden kęs).
Pomidory umyć, osuszyć, pokroić na kawałki. Pomidorki cherry wystarczy przekroić na pół.
Cebulę obrać i pokroić w piórka lub półksiężyce.
Kapary osączyć, a kaparowe jabłuszka pokroić.
Listki bazylii porwać na mniejsze kawałki.
Chleb, pomidory, kapary, bazylię i cebulę wyłożyć do miski.
Ocet winny, oliwę, świeżo mielony pieprz i szczyptę soli wymieszać, polać sałatkę. Dodatkowo sałatkę można posypać parmezanem.
Podawać od razu.
Smacznego!


#MyVictorinox 


Zachowaj smak wakacji z Victorinox!



środa, 16 sierpnia 2017

Ogórki kanapkowe do słoików

 

Świeże warzywa można kupić w marketach przez cały rok. Jednak żadne pomidory czy ogórki w grudniu nie będą smakowały tak, jak te prosto z grządki. Dlatego teraz zamykam w słoikach smaki lata:) I choć aromat świeżego ogórka jest nie do pomylenia, to kilka słoików kanapkowych ogóreczków obowiązkowo musiałam zrobić. Jak sama nazwa wskazuje - idealnie się nadają do kanapek i wszelakich burgerów. Te charakterystyczne plastry są słodko-kwaśne, z lekkim posmakiem curry i o pięknym żółtym kolorze. Ot, takie specjalne kanapkowe:)
Do ich przygotowania lepiej wybierać ogórki młode, z jak najmniejszymi ziarenkami oraz jednakowej długości (najlepiej żeby były trochę niższe, niż słoiki).

Składniki (na 7 słoików 400ml):
2 kg ogórków

zalewa:
2 szklanki wody
1,5 szklanki cukru
1 i 1/3 szklanki octu
1 płaska łyżka soli
1 łyżeczka kurkumy
0,5 łyżeczki curry
1 posiekany ząbek czosnku

dodatkowo na każdy słoik:
0,5 łyżeczki gorczycy
2 ziarenka ziela angielskiego
1 nieduży listek laurowy
opcjonalnie: ostra papryczka

Ogórki umyć, odkroić piętki, ostrym nożem pokroić w podłużne plastry o grubości ok 3mm. Na dno każdego słoika wsypać gorczycę, ziele angielskie, liść laurowy (oraz ostra papryczkę, jeśli wolicie pikantne smaki), pionowo włożyć plastry ogórków.
Składniki zalewy zagotować, zalać ogórki, słoiki zakręcić.
Dno garnka wyłożyć bawełnianą ścierka, w garnku ustawić słoiki. Zalać gorącą woda do wysokości 3/4 słoika, podgrzewać, aż woda się zagotuje. Od tego momentu pasteryzować przez 7 minut*, następnie słoiki wyciągnąć, ustawić na desce, przykryć ręcznikiem i pozostawić do ostudzenia.
Przechowywać w chłodnym miejscu.
Smacznego!

*większe słoiki np. 700ml pasteryzować 10 minut. 




sobota, 12 sierpnia 2017

Wuzetka - ciasto WZ



Dziś zapraszam na kolejny przepis z tradycjami. Opowiem Wam historię słodkiego symbolu Warszawy, czyli Wuzetki.
Gdyby zapytać Polaków o tradycyjne polskie ciasta, wśród serników i szarlotek na pewno wymieniliby wuzetkę. Wszyscy z pewnością pamiętają scenę z filmu Barei, w której kelnerka bez pytania zapisuje na kartce zamówienia zestaw obowiązkowy – kawa i wuzetka. To czarno-białe ciastko o eleganckim wyglądzie lubi towarzystwo kawy. Istniał nawet pewien rytuał jedzenia wuzetki. Początkowo bowiem ciastko składało się z biszkoptowego blatu, lekkiego obłoku bitej śmietanki oraz cienkiej chrupiącej płytki czekolady. Jedni wbijali widelczyk w czekoladową skorupę, żeby bez ryzyka zgniatania dostać się do śmietankowego puchu. Inni zdejmowali czekoladowy daszek, odkładali go na brzeg talerzyka, zjadali ciastko, a następnie chwytając dwoma paluszkami chrupiącą czekoladę, delektowali się jej smakiem.
Jak się okazuje, torcik WZ ma swoją historię. Ciastko zostało wymyślone w 1949 roku, kiedy to Cech Rzemiosł Spożywczych ogłosił konkurs na deser, który stałby się symbolem Warszawy. Skąd jednak się wzięła jego tak dziwnie brzmiąca nazwa? Nie ma wątpliwości, że WZ to skrót. Co oznacza i jak go rozszyfrować – nad tym pytaniem głowią się zarówno badacze historii stolicy, jak i znani cukiernicy. Niektórzy uważają, iż jest ona skrótem nazwy Trasy Wschód-Zachód (W-Z), której budowa została ukończona w roku 1949 i na cześć której ciastko powstało, a wuzetka miała być serwowana w kawiarni przy trasie. Inna teoria nawiązuje do skrótu WZC – wypiek z czekoladą, albo WZK – wypiek z kremem.
Nie małoważną rolę w popularyzacji wuzetki odegrały Warszawskie Zakłady Cukiernicze (WZC), które jako jedyne w latach 50-ch zajmowały się produkcją i sprzedażą w swoich kawiarniach tego torcika. Być może więc nazwa ciastka pochodzi od skrótu nazwy zakładów.
Dziś wuzetkę można kupić niemal w każdej kawiarni, a cukiernicy wymyślają co raz to inne jej wersje: z serowym kremem, z dżemem, z galaretką nawet. Najczęściej jednak spotkać ją możemy w klasycznym wydaniu – czyli czekoladowy biszkopt, posmarowany warstwą marmolady i przełożony bitą śmietaną, z wierzchu polany czekoladą i ozdobiony kleksem bitej śmietanki.



Składniki:
ciasto:
4 jaja
1/2 szklanki mąki
3 łyżki kakao
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2/3 szklanki cukru
2 łyżki oleju rzepakowego

krem:
400ml śmietanki 30%
1 łyżka cukru pudru
sok z połowy cytryny
200ml dżemu porzeczkowego
Polewa czekoladowa:
100g czekolady deserowej
50ml śmietanki
czekoladowe groszki do dekoracji

Ciasto: Białka oddzielić od żółtek, ubijać na mikserem do uzyskania sztywnej piany, ciągle ubijając wsypać cukier, następnie dodawać po jednym żółtku. Mąkę przesiać z kakao i proszkiem, wsypać do piany, delikatnie wymieszać łyżką. Dodać olej, ponownie wymieszać. Ciasto przelać do formy (12x25cm, dno wyłożone papierem), wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok 25-30 minut do suchego patyczka. Upieczony biszkopt wyjąc z piekarnika, pozostawić do wystygnięcia. Gdy ciasto wystygnie, ostrym nożem przeciągnąć przy boku formy, żeby odkroić ciasto od boków. Biszkopt przekroić na dwa blaty.
Śmietankę dobrze schłodzić, ubić na sztywną pianę, pod koniec dodać cukier puder i sok z cytryny.
Polewa: śmietankę i posiekaną czekoladę umieścić w rondelku, podgrzewać do rozpuszczenia czekolady.
Jeden blat ciasta posmarować dżemem, wyłożyć krem (kilka łyżek zostawić do dekoracji), przykryć drugim blatem. Z wierzchu ciasto polać ciepłą polewą, wstawić do lodówki na kilka godzin. Resztę kremu przełożyć do rękawa z końcówką-gwiazdką. Ciasto podzielić na 8 kwadratowych kawałków, każdy udekorować różyczką kremu i czekoladowym groszkiem.
Smacznego!






środa, 9 sierpnia 2017

Tuszonka czyli mięso w słoiku

Wakacje. Spanie do 10-tej, leniwe śniadania, wypady na miasto, spacery po lesie, pikniki... Idealnie, prawda?
U nas było jednak nieco inaczej, choć to wcale nie oznacza, że gorzej. Po prostu inaczej:) Niemal codziennie pobudka o 7-ej, szaleństwo na trampolinach, spływ kajakowy i niestety komary, które skutecznie uprzykrzały leśne wędrówki, śpiewanie piosenek na balkonie (Despacito w duecie chyba całe osiedle słyszało;) dzielenie się ostatnim naleśnikiem i przez dwa tygodnie prawie pół kilometra uplecionych warkoczy. Czasami miałam wrażenie, że dziewczyny mają w środku bateryjki, a ich energia nigdy się nie kończy, chociaż zdarzały się nagłe przypływy zmęczenia, gdy trzeba było wieczorem iść umyć zęby.
Obowiązkowym elementem każdych wakacji jest wyprawa nad jezioro albo na działkę. Nie ważne - pieszo, rowerem czy samochodem, ale z pełnym wyposażeniem typu koc, zestaw do badmintona, piłka, książka. Warto pomyśleć również o zabraniu ze sobą jakiegoś prowiantu, wszak to wyprawa raczej na cały dzień. W takich warunkach nie zawsze jest możliwość ugotowania obiadu, a rozpalenie grilla przy ponad trzydziestopięciostopniowym upale wydaje się pomysłem nie do końca trafionym.. Ja oczywiście w miarę możliwości staram się sama przygotowywać smakołyki do koszyka, a jednym z nich jest tuszonka. Kiedyś taki słoik był u nas obowiązkowym wyposażeniem każdego wakacyjnego wyjazdu - tuszonka (тушёнка) czyli mięso w sosie własnym duszone w słoiku. Czy muszę pisać, że swoja, domowa smakowała najlepiej na świecie?
Ostatnio domową produkcją tuszonki zajął się brat. Przetestował kilka przepisów i opracował swój sposób na zrobienie mięsa w słoiku. Tuszonkę można przygotować zarówno z mięsa wieprzowego, jak i z wołowiny, a nawet z drobiu. Do jej przygotowania lepiej wybierać mięso nieco tłustsze, jak na przykład karkówka, podczas duszenia tłuszcz się wytopi i zbierze u góry słoika, a samo mięso zanurzone będzie w smakowitej galaretce. Kolejną sprawą jest sposób i czas duszenia. Można pasteryzować słoiki w garnku na mokro, zalewając je do ok 3/4 wodą i pasteryzując w temp. 100stC trzykrotnie: pierwszy raz 60 minut, kolejnego dnia 45 minut, na trzeci dzień 30 minut. Ale ten sposób nadaje się do kiełbasy słoikowej oraz już ugotowanych/duszonych wcześniej mięs. Mięso w słoikach można pasteryzować także w szybkowarze przez 60-80 minut.
U mnie sprawdza się pasteryzowanie w piekarniku. Ponieważ tuszonkę robiłam z wołowiny, która potrzebuje dłuższego czasu gotowania, pasteryzacja w piekarniku trwała 6 godzin w temp. 100stC (tuszonkę wieprzową pasteryzowałam 4h).
Wyszło niesamowicie kruche i miękkie mięso, soczyste, dobrze doprawione. Po wystudzeniu taką tuszonkę przechowuję w lodówce nawet kilka miesięcy, choć zazwyczaj bardzo szybko znika:)

Składniki (na 4-5 słoików 500ml):
2 kg mięsa (dałam karkówkę wołową)
2 płaskie łyżeczki soli
opcjonalnie: 1 łyżka żelatyny
na każdy słoik:
1 liść laurowy
4 ziarenka pieprzu
3 ziarenka ziela angielskiego
2 ziarenka jałowca

Mięso kroję w kostkę 2cm, mieszam z solą i żelatyna (opcjonalnie). Do wyparzonych słoików wkładam przyprawy oraz mięso, lekko ugniatając. Mięso powinno sięgać trochę ponad 2/3 wysokości słoika. Słoiki zakręcam.
Na dno głębokiej blachy kładę lnianą ściereczką, słoiki ustawiam na blasze, zalewam bardzo ciepłą wodą (wodę wlewam ostrożnie, żeby słoiki nie pękły, na ok 3cm). Blachę wstawiam do piekarnika, podgrzewam do temp. 120stC. Podczas podgrzewania mięso w słoikach zaczyna puszczać sok. Gdy w słoikach zaczyna być widać unoszące się do góry bąbelki, temperaturę zmniejszam do 100stC i dalej pasteryzuję słoiki w tej temperaturze przez ok 5 godzin.
Uwaga: podczas pasteryzowania trzeba kilkakrotnie dolać gorącej wody do blaszki, żeby nie wyparowała całkowicie.
Po zakończeniu czasu pasteryzowania słoiki pozostawiam w piekarniku do całkowitego wystudzenia, a następnie wstawiam do lodówki.
Smacznego!
 



piątek, 4 sierpnia 2017

Ciasto cukiniowo-kakaowe z malinami


Zachciało mi się bułeczek z papierówkami. Wiecie, czasem najdzie człowieka niemiłosierna ochota na coś, znajdzie sobie przytulne miejsce w zakamarkach umysłu i pociąga niewidoczne struny. Najpierw puszcza sygnał, słaby, niezauważalny prawie. Lepiej niekiedy zlekceważyć go, bowiem jeśli tylko chociaż na chwilę tę zachciankę obdarzymy uwagą, zacznie rosnąć, z każdą myślą stając się co raz większa, aż zawładnie całym umysłem. A wtedy nie ma zmiłuj i żadne zamienniki nie pomogą.
Rano pochłonęłam miseczkę owsianki z borówkami i bananem, wmawiając sobie, że to jest o wiele lepsze i zdrowsze, niż bułeczki z papie.... Stop, mam przecież zlekceważyć ten pierwszy sygnał. Tyle dziś jeszcze przede mną. Zakupy, dom, obiad... W drodze ze sklepu wstępuję na targ. Tak bardziej z ciekawości, bo warzywa mamy swoje, arbuz kupiłam w sklepie. Tłum ludzi, każdy coś kupuje, wybiera. Pani od mleka zapisuje zamówienia na sobotę, pan od pomidorów pieczołowicie wybiera ze skrzynki okazałe sztuki. Morele, brzoskwinie, borówki, porzeczki, kalafiory, pomidory, ogórki, ogórki, całe mnóstwo ogórków... I jabłka. Genewa, Julja (hm, pisownię zachowałam oryginalną) i papie... A tak w ogóle, to jabłka na targu biją rekordy ceny za kilogram. No bo kto to widział, żeby po 4 złote je sprzedawali albo gruszki po 6. Rozumiem, że były przymrozki w maju, ale tłumaczenie w stylu "pani, ja muszę to opryskać, żeby zaraza się nie czepiła i od robaków, a to kosztuje" jakoś słabo do mnie przemawia. Wolałabym jabłuszko naturalnie piękne, mniejsze, z robakiem nawet, bo skoro on może takie jabłko jeść, to i mnie nie zaszkodzi:) Z jabłkami chyba poczekam do jesieni, a póki co do ciasta wykorzystam dary z naszego ogródka.
Tylko które warzywo wykorzystać do upieczenia ciasta? Cukinię, oczywiście! Uwielbiam ciasta z cukinią, są niesamowicie mięciutkie i wilgotne. Wersja czekoladowa albo dokładniej - kakaowa z malinami to miłość od pierwszego kęsa!
A bułeczki też będą... kiedyś...:)


Składniki:

250g cukinii
100ml kwaśniej śmietany 12% lub jogurtu greckiego
1/2 szklanki oleju
2 jaja
2/3 szklanki cukru
1 szklanka +1 łyżka mąki
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżki kakao
kilka kropli esencji migdałowej
garść malin

Cukinię zetrzeć na dużych oczkach, lekko odcisnąć z nadmiaru soku.
Jaja z cukrem zmiksować na jasną puszystą masę, ciągle miksując wlać olej, następnie dodać śmietanę i esencję migdałową.
Mąkę, sodę, proszek i kakao przesiać, wsypać do mokrych składników, krótko zmiksować. Dodać cukinię, wymieszać. Ciasto powinno mieć konsystencję gęstej śmietany.
Foremkę (keksówkę) o długości ok 30cm wyłożyć papierem do pieczenia, wylać połowę ciasta, wyłożyć połowę malin, wylać pozostałe ciasto i wyłożyć resztę malin. Ciasto wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok. 40 minut w temp. 170st.C, do suchego patyczka.
Upieczone ciasto ostudzić na kratce.
Smacznego!

 

Drukuj