Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia polska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 listopada 2021

Rogale marcińskie

Rogale marcińskie

Gdy pierwszy raz spróbowałam rogali świętomarcińskich, byłam absolutnie zachwycona ich smakiem. Może dlatego że lubię wszystko z makiem i lubię ciasto półfrancuskie. Ale najprawdopodobniej dlatego, że te dwie rzeczy połączone w jednym rogalu sprawiły, że wręcz je pokochałam. Jeszcze kilka lat temu rogale na Świętego Marcina można było kupić jedynie w Poznaniu, skąd właśnie pochodzą. Tradycja wypiekania rogali, jaką znamy dziś, narodziła się w listopadzie 1891 roku. Gdy zbliżał się dzień św. Marcina, obchodzony 11 listopada, proboszcz parafii św. Marcina ks. Jan Lewicki zaapelował do wiernych, aby wzorem patrona zrobili coś dla biednych, bowiem Święty Marcin znany był ze swej dobroci i chęci pomagania biednym. Jak głosi legenda, pewnego dnia święty odwiedzając wiernych na swoim białym koniu zgubił podkowę, którą podniósł miejscowy cukiernik i na jej kształt uformował ciasto z migdałami. We mszy uczestniczył cukiernik Józef Melzer, który pracował w jednej z poznańskich cukierni. To on namówił swojego szefa, aby powrócić do tradycji. Bogatsi poznaniacy mogli kupić sobie smakołyk, a biedni otrzymywali rogale za darmo, zgodnie z intencją Świętego Marcina.

Od 2008 roku nazwa "rogal świętomarciński" została wpisana do rejestru ChNP i ChOG (Chronionej Nazwy Pochodzenia, Chronionego Oznaczenia Geograficznego). Żeby cukiernia mogła wypiekać rogale pod tą nazwą, musi uzyskać certyfikat Kapituły Poznańskiego Tradycyjnego Rogala Świętomarcińskiego, spełniając tym samym warunki specyfikacji. 
Idealny rogal świętomarciński ma kształt podkowy lub półksiężyca, waży 200-250g, nadziany jest masą z białego maku i bakalii, polany pomadą lub lukrem i posypany orzechami. Ciasto półfrancuskie musi być składać się z 81 warstw i stanowić 60% jego wagi, 30% to nadzienie, 8% lukier i 2% orzechy. 

Jak jest u mnie? Hmmm, moje rogale nie spełniają tych wymogów, ale smakiem wcale nie ustępują certyfikowanym:) Co zmieniłam w oryginalnej recepturze? Przede wszystkim zamieniłam margarynę na masło. Zmniejszyłam ilość cukru w masie makowej oraz nieco oszczędniej polałam je lukrem (u mnie jest go o wiele mniej, niż 8%:) Efekt jest taki, że sięgając po kolejnego rogala mam trochę mniejsze wyrzuty sumienia, ale nie mogę nazwać ich rogalami świętomarcińskimi. 
 
Zanim przejdę do przepisu na rogale marcińskie, chciałabym przypomnieć o jeszcze jednej tradycji związanej z dniem Świętego Marcina. A mianowicie chodzi o to, że dawniej tego dnia tradycją było spożywanie gęsiny. Mam na blogu kilka przepisów na pieczone gęsie udka, a w tym roku zamierzam upiec gęś w całości. Inspiracji szukałam na portalu Przepisy.pl  (dokładny przepis znajdziecie tutaj) i wiem jedno - będzie pysznie:) 
 
A teraz zapraszam na rogale! 


Rogale marcińskie

Rogale marcińskie

Składniki (na ok 22sztuki):
ciasto półfrancuskie:
  • 30g drożdży
  • 400ml mleka
  • 2 jajka + 1 żółtko
  • 100g cukru
  • 1 łyżka cukru waniliowego
  • 1 kg mąki
  • 350g masła (300g włożyć do zamrażarki)
  • szczypta soli


nadzienie:
  • 600g białego maku
  • 100g blanszowanych migdałów
  • 100g orzechów włoskich
  • 70g rodzynków + 2 łyżki rumu
  • 2 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • 200g cukru
  • 120g miodu
  • 60g masła
  • 200g biszkoptów
  • 2 jajka + 1 białko
 
 
lukier:
  • 200g cukru pudru
  • 3-4 łyżki wody
  • sok z połowy cytryny 
  • posiekane orzechy do posypania 
 
 
Przygotować nadzienie:
Mak zalać wrzątkiem, gotować ok 30 minut, ostrożnie zlać wodę (np. przez sito), mak zmielić 3-krotnie. Orzechy włoskie i migdały rozdrobnić w młynku do kawy lub za pomocą blendera. Rodzynki zalać rumem, odstawić na 30 minut (można na całą noc), następnie razem ze skórką pomarańczową drobno posiekać. W głębokiej patelni rozpuścić masło, wsypać cukier i dodać miód, podgrzewać do rozpuszczenia się cukru, dodać bakalie i wymieszać. Dodać mak, smażyć mieszając przez kilka minut. Zdjąć z ognia i pozostawić do ostudzenia. Biszkopty pokruszyć. Dodać do masy makowej. Do masy dodać żółtka, utrzeć. Białka ubić na sztywną pianę, połączyć z masą makową. Masa nie może być za rzadka, powinna być smarowna, ale nie lejąca. Jeśli będzie za rzadka, można dodać trochę zmielonych biszkoptów.

Przygotować ciasto.
Mleko podgrzać, żeby było ciepłe (nie gorące!!). Drożdże rozetrzeć z łyżką cukru, dodać pół szklanki mleka, 1 łyżeczkę mąki, wymieszać i odstawić do wyrośnięcia na ok. 15 minut.
Zamrożone masło zetrzeć na tarce i włożyć do lodówki. 
50g masła roztopić i wlać do pozostałego mleka.
2 jaja i żółtko utrzeć z cukrem i cukrem waniliowym na jasną puszystą masę, dodać mleko z masłem, wlać rozczyn, wsypać przesianą mąkę i wyrobić miękkie ciasto.
Z ciasta uformować kulę, włożyć do miski, przykryć folią i odstawić na do wyrastania na ok godzinę. Następnie ciasto odgazować, uderzając pięścią. Ciasto przełożyć na stolnicę, rozwałkować na prostokąt 30x40cm, wyłożyć masło na 2/3 długości, zostawiając wolne brzegi po ok 2cm. Ciasto złożyć 3 razy - zaczynając od części bez masła (jak kartkę papieru), zlepić brzegi. Ciasto odwrócić o 90 stopni, rozwałkować na prostokąt, delikatnie podsypując mąką w razie potrzeby. Znowu złożyć 3-krotnie. Przykryć folią i odstawić do lodówki na 30 minut. Następnie po schłodzeniu znowu rozwałkować, złożyć, rozwałkować i złożyć, odstawić do lodówki – cały proces chłodzenia powtórzyć 2 razy.
Po ostatnim składaniu ciasto rozwałkować na długi prostokąt o grubości ok 0,5cm (wyjdzie ok 1m długości) i pokroić na przemian na trójkąty. Na każdy trójkąt nałożyć nadzienie, zrobić nacięcie u podstawy i zwinąć rogale. Rogale układać w sporej odległości od siebie na blaszce wyłożonej papierem, przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na ok 30 minut. Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok. 20-25 minut w temp 180st.C. Upieczone rogale ostudzić na kratce, polać lukrem i posypać orzechami.
 
Lukier: cukier puder utrzeć z gorącą wodą i sokiem z cytryny. Gęstość lukru regulujemy dolewając wody lub dosypując pudru.  
Smacznego!
 
 

Rogale marcińskie

[współpraca]

poniedziałek, 30 marca 2020

Modra kapusta



Modra kapusta, modro kapusta - ta potrawa, podobnie jak rolady, kluski, krupniok, szpajza czy karminadle kojarzy się z kuchnią śląską. Tradycyjną modro kapustę przygotowuje się z dodatkiem boczku, ja pominęłam ten składnik, żeby nieco odchodzić całe danie. Kapusta stanowiła u mnie dodatek do pieczonych udek gęsi z kluskami śląskimi.

Polecam również inne przepisy na dania z kapusty:



Modra kapusta

Składniki:
1 mała główka czerwonej kapusty (ok 1,5kg)
1 duża cebula
1 łyżka smalcu gęsiego (lub oleju)
sok z cytryny lub ocet winny
liść laurowy
sól
pieprz
majeranek
opcjonalnie: ząbek czosnku
szczypta cukru 

Kapustę poszatkować na grubość ok 2-3mm.
Cebulę obrać, pokroić w kostkę. Czosnek posiekać. W głębokiej patelni rozgrzać smalec, wrzucić cebulę i czosnek, smażyć mieszając na średnim ogniu, aż się zeszkli (ok 3-5 minut), dodać kapustę, wymieszać. Smażyć przez kilka minut, następnie włożyć liść laurowy, zalać szklanką gorącej wody, przykryć i dusić do miękkości (ok 20 minut). Jeśli w trakcie duszenia woda wyparuje, a kapusta będzie jeszcze twarda, należy podlać trochę wody. Pod koniec duszenia kapustę posolić do smaku, polać sokiem z cytryny, ewentualnie dosłodzić szczyptą cukru, doprawić majerankiem i pieprzem.
Podawać np. z kluskami śląskimi.
Smacznego!

poniedziałek, 15 lipca 2019

Domowe lubelskie cebularze


Zakopane ma oscypki, Kazimierz – koguty, Poznań - rogale marcińskie, Kraków – obwarzanki, a Lublin słynie z cebularzy. Chrupiąca skórka, mięciutkie ciasto, aromatyczne cebulowe nadzienie z makiem – taki jest cebularz lubelski. Historia cebularzy sięga przełomu XIX wieku, kiedy to Żydzi zamieszkujący Stare Miasto wypiekali cebulowo-makowe placki. Dostępność składników i niskie koszty sprawiły, że cebularze szybko zyskały popularność. Przed wojną można było je kupić w każdej żydowskiej piekarni oraz od ulicznych sprzedawców zarówno w Lublinie, jak i w Kazimierzu Dolnym czy Zamościu.
Dziś cebularze to duma naszego miasta. Od 2007 roku znajdują się one na Liście Produktów Tradycyjnych, natomiast 5 sierpnia 2014 roku cebularz otrzymał certyfikat Chronione Oznaczenie Geograficzne. Oprócz stosowania tradycyjnej receptury podczas wypieku wiąże się to również z zachowaniem określonych norm, dotyczących wyglądu placka. Cebularz powinien mieć ok 15-20cm średnicy, grubość 1,5cm, nadzienie cebulowo-makowe znajdować się powinno w środku, otoczone rumianymi brzegami ciasta. Przygotowanie cebularzy w domu najlepiej zacząć od zamarynowania cebuli i pozostawienia jej na min. 3-4 godziny, następnie zagnieść pszenne drożdżowe ciasto.


Polecam przepisy na inne drożdżowe wypieki:

Domowe lubelskie cebularze 

Składniki (na 16 sztuk):
400g mąki pszennej
100g mąki krupczatki
25g świeżych drożdży
1 szklanka mleka
2 jajka
1 łyżeczka soli
1 łyżka cukru
50g masła
1 łyżka oleju

Nadzienie:
4 duże cebule
4 łyżki maku
3 łyżki oleju
1 łyżeczka soli

Nadzienie lepiej przygotować dzień lub przynajmniej kilka godzin wcześniej. Cebulę obrać i pokroić w grubą kostkę, wrzucić do wrzącej wody na kilkanaście sekund, odcedzić, wymieszać z olejem, solą i makiem, przełożyć do słoika i zakręcić, gdy wystygnie, wstawić do lodówki.

Mleko podgrzać. Z drożdży, cukru, łyżeczki mąki i pół szklanki mleka przygotować rozczyn. Jajka rozkłócić widelcem, 1/3 przelać do miseczki i odstawić do posmarowania brzegów ciasta. Pozostałe jajka wymieszać z mlekiem i solą, wsypać obie mąki, wlać wyrośnięty rozczyn. Wyrabiać ciasto, dodając miękkie masło, aż będzie odstawać od ręki. Z ciasta uformować kulę, posmarować olejem, przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do wyrastania.

Gdy ciasto podwoi objętość, zagnieść jeszcze raz, podzielić na 16 kawałków. Każdy rozwałkować na grubość ok 1cm, ułożyć na blasze w sporych odstępach. Na każdym placku nałożyć cebulowe nadzienie i odstawić do napuszenia. Brzegi ciasta posmarować pozostawionym jajkiem.
Cebularze wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok 15 minut w temp. 200stC do uzyskania złotego koloru.
Smacznego!










środa, 20 lutego 2019

Pączki karnawałowe



Kolejny przepis na pączki do kolekcji. Nieco inny od naszych tradycyjnych kresowych i tych, które nazywam najlepszymi pączkami, ale przy tym pączki wychodzą nie mniej smaczne i chyba trochę dietetyczne, o ole pączek taki może być;) Nadziałem je konfiturą z pomarańczy oraz gęstym dżemem z porzeczek. Obie wersje były pyszne:) Tak czy siak, zachęcam do usmażenia w tłusty czwartek. 
 

Polecam również inne przepisy na pączki:

 


Pączki karnawałowe

Składniki (na ok 20 sztuk):
300ml letniego mleka
2 duże jaja
600g mąki luksusowej (typ 550)
60g cukru
60g masła
30 g drożdży

ziarenka z laski wanilii
2 łyżki rumu
olej do smażenia
konfitura, powidła lub marmolada do nadziewania
cukier puder

Przygotować zaczyn: drożdże pokruszyć, wymieszać z łyżka cukru, połową szklanki mleka, dodać łyżkę mąki, odstawić do wyrośnięcia.
Jajka wymieszać z pozostałym cukrem, dodać drożdże, mleko, ziarenka wanilii, rum. Przesianą mąkę wsypać do miski. Wymieszać, dodając stopniowo rozpuszczone i wystudzone masło. Wyrobić ciasto. Jeśli jest za rzadkie, można dodać odrobinę mąki. Kiedy ciasto zacznie odstawać od rąk i przy tym powinno być bardzo puszyste, uformować z niego kulę, włożyć do większej miski, przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na ok 1,5godziny, w połowie wyrastania ciasto jeszcze raz zagnieść.
Gdy ciasto podwoi objętość, wyłożyć na stolnicę, rozwałkować na grubość ok. 1,5cm, wykrawać krążki o średnicy ok. 7cm, kłaść na środek każdego łyżeczkę nadzienia, dokładnie zlepić i uformować kulę. Surowe pączki wyłożyć na blasze, wysmarowanej olejem, przykryć folią i pozostawić do wyrośnięcia.
W rondlu z grubym dnem podgrzać olej do o 180stC. Sprawdzić temperaturę można, wrzucając kawałek ciasta – powinien od razu wypłynąć. Gdy olej ma odpowiednią temperaturę, trzeba zmniejszyć ogień, żeby pączki się nie przypalały. Pączki kłaść na olej wyrośniętą stroną, smażyć 2 minuty pod przykryciem, odwrócić na drugi bok i smażyć bez przykrycia jeszcze ok 2 minut. Usmażone pączki wyłożyć na papierowy ręcznik, żeby pozbyły się nadmiaru tłuszczu.
Gotowe pączki oprószyć cukrem pudrem.
Smacznego!


 

środa, 11 lipca 2018

Zupa z botwiny z ziemniakami



Botwinkę w sezonie mogę jeść niemal codziennie. Taka prosta zupa z kilku podstawowych składników i smakuje tak, jak pamiętam z rodzinnego domu. W tym przepisie wszystkie warzywa gotujemy razem, a ponieważ wykorzystujemy młode ziemniaki, buraki i marchew prosto z ogródka, to ugotowanie garnka zupy zajmuje zaledwie ok 20 minut. U nas tradycyjnie botwinkę z ziemniakami podaje się ze śmietaną, taka jest najlepsza:)
Lubicie botwinkę?


Zupa z botwiny z ziemniakami


Składniki:
5 młodych buraków z botwiną (buraki wielkości jajka)
3 młode ziemniaki
2 młode marchewki
3 łyżki oliwy
1,5 litra bulionu warzywnego 
pęczek koperku
100ml śmietanki lub śmietany 18%
2 łyżki octu jabłkowego
sól
pieprz

Ziemniaki i marchew dokładnie wyszorować. Buraki cienko obrać, odkroić botwinę.
Warzywa pokroić w cienkie plasterki (u mnie ok 2mm).
Łodygi i liście buraków pokroić.
W garnku rozgrzać oliwę, wrzucić warzywa i obsmażyć przez kilka minut, zalać gorącym bulionem, gotować 5 minut (jeśli warzywa były pokrojone grubiej, to gotować ok 8 minut), następnie dodać pokrojone łodygi buraków, a po minucie gotowania dorzucić liście. Zupę gotować jeszcze minutę. Doprawić do smaku solą, świeżo mielonym pieprzem, zakwasić octem jabłkowym. Wsypać posiekany koperek.
Śmietanę zahartować łyżką zupy, wlać do garnka.
Smacznego!



niedziela, 8 kwietnia 2018

Żurek z sadzonym jajkiem przepiórczym

Żurek z sadzonym jajkiem przepiórczym

Świętowanie powoli dobiega końca, resztki jedzenia już zniknęły z lodówki. A że na żurek zawsze mamy ochotę, to postanowiłam znowu go ugotować. Przez wiele lat życia w Polsce przekonałam się, że co gospodyni, to inny żurek. Niektórzy gotują go na mięsnym bulionie, inni na wędzonce. Lubię, gdy żurek jest gęsty i aromatyczny, na prawdziwym zakwasie. Spotkałam też oszukane żurki, zakwaszane octem, w którym pływało ze dwa plasterki kiełbasy oraz ćwiartka jajka. Od takich żurków wolę trzymać się z daleka:) Sama najczęściej gotuję żurek na bulionie warzywnym, a zakwas wlewam razem z mąką, wtedy żur nabiera gęstości. Tym razem podałam go z sadzonym jajkiem przepiórczym. Mmmm, pyszny!

Polecam również:
 

Żurek z sadzonym jajkiem przepiórczym

 Żurek z sadzonym jajkiem przepiórczym 

Składniki:
500 ml zakwasu na żurek
1 marchew
kawałek selera
1 korzeń pietruszki
3 liście laurowe
4 ziarenka ziela angielskiego
400g białej kiełbasy
3 łyżki kwaśniej śmietany 18%
1 duża cebula
2 ząbki czosnku
majeranek
sól
 pieprz mielony
2 łyżki oleju
16 przepiórczych jaj


Marchew, pietruszkę i seler obrać. Marchew i pietruszkę pokroić w półplasterki, seler w słupki. Do garnka wlać 1,5l wody, dodać warzywa, liście laurowe i ziele angielskie. Zagotować, gotować na małym ogniu ok. 15 minut. 
Kiełbasę pokroić w talarki. Cebulę pokroić w kostkę, zeszklić na patelni z odrobiną oleju, dodać kiełbasę, smażyć kilka minut. 
Zakwas wlać do wywaru, wymieszać, dodać kiełbasę z cebulką, rozgnieciony ząbek czosnku, wszystko razem gotować jeszcze przez 5 minut. Doprawić do smaku solą i pieprzem. 
Śmietanę rozmieszać z odrobiną zupy, wlać do garnka, dodać majeranek. 
Jajka podsmażyć na pozostałym oleju. 
Zupę wlać do talerzy, do każdego włożyć po 4 jajka.
Smacznego!

Żurek z sadzonym jajkiem przepiórczym





czwartek, 23 lutego 2017

Pączki malinowe

 

Tęskniłam za paczkami. Ostatni raz jadłam je jakoś wiosną, a więc prawie rok temu! I jak ja tyle wytrzymałam?:) 
Ale już dziś Tłusty Czwartek, a to oznacza, że możemy zajadać się pączkami do woli, kalorii tego dnia się nie liczą:) Tradycyjnie przygotowałam pączki bazując na naszym rodzinnym sprawdzonym przepisie, wprowadziłam jednak do niego trochę zmian, żeby pączki nieco odchudzić, zmniejszając ilość cukru i śmietany. I kolejny raz się udały! Teraz nawet nie wiem, które są lepsze - czy te kresowe, czy może te nazwane najlepszymi, czy tegoroczne. Jeszcze jedną zmianą, którą wprowadziłam, jest sposób nadziewania pączków. Zawsze nadziewałam je przed smażeniem, a tym razem postanowiłam napełnić je malinowym curdem, więc smażenie z kremem w środku nie było możliwe. Nadziewałam pączki po usmażeniu, kiedy prawie wystygły. Zamiast lukru pączki przyprószyłam cukrem pudrem - znowuż, kilka kalorii mniej na sztuce:) 
No i powiem Wam, że cudownie smakują z tym malinowym kremem w środku, a ciasto jest jak zawsze lekuchne i niesamowicie puszyste.

Polecam również inne przepisy na pączki:

 

Paczki malinowe 

Składniki (na 22 duże pączki):
650g mąki
25g drożdży
60g cukru
2 jajka
4 żółtka
80g śmietany 18%
250ml mleka
50g masła
ziarenka z laski wanilii
2 łyżki spirytusu
olej do smażenia
malinowy curd do nadziewania (zrobiony wg tego przepisu, zamiast porzeczek użyłam mrożonych malin)

Mleko podgrzać (nie może być gorące). Drożdże pokruszyć z łyżką cukru, zalać pół szklanki mleka, wsypać łyżeczkę mąki, wymieszać i odstawić do wyrastania na ok 15 minut. Zaczyn powinien wyrosnąć na całą szklankę.
Jajka, żółtka, cukier, pozostałe mleko, śmietanę, spirytus i ziarenka wanilii roztrzepać, wsypać przesianą mąkę, wlać wyrośnięty zaczyn i wyrobić miękkie, gładkie ciasto. Ciasto na początku będzie się kleiło, ale z czasem (po ok 15 minutach) zacznie odstawać od miski. Do ciasta wlewać w 3 turach roztopione i przestudzone masło, cały czas wyrabiając. Gdy masło wmiesza się w ciasto, uformować kulę, przykryć i odstawić w ciepłe miejsce do wyrastania. Ciasto powinno zwiększyć objętość co najmniej dwukrotnie.
Z wyrośniętego ciasta odrywać kawałki wielkości jajka, formować okrągłe pączki, układać na wysmarowanej olejem blasze, przykryć i pozostawić do napuszenia na ok 30 minut.
W rondlu z grubym dnem rozgrzać olej do 170stC. Na olej wykładać pączki wyrośniętą stroną, smażyć ok 1,5 minuty na małym ogniu, odwrócić i smażyć jeszcze ok minuty (czas smażenia zależy od wielkości pączków).
Usmażone pączki wyjąć, położyć na papierowym ręczniku, żeby osączyć je z nadmiaru tłuszczu.
Gdy nieco przestygną, nadziać kremem za pomocą szprycy z długą końcówką-rurką.
Oprószyć cukrem pudrem.
Smacznego!


czwartek, 9 lutego 2017

Najlepsza grochówka



Grochówka chyba nie tylko mnie kojarzy się z wojskową kuchnią polową. Ostatnio widziałam sprzedawaną gdzieś na przydrożnym parkingu w lesie, a latem nawet zdarzyło się mi próbować takiej wojskowej grochówki podczas spływu kajakowego. Dobra była, ale... Cóż, była nieco rzadka i raczej uboga, a wędzone żeberka w niej zostały zastąpione kiełbasą. Teraz tak marudzę, gdyż taka domowa jest sto razy lepsza. Na świeżym powietrzu jednak wszystko smakuje nieco inaczej i wtedy tamta grochówka została pochłonięta z wielkim apetytem. 
Uwierzycie, że grochówka chodziła za mną od lata? Tylko jakoś nie mogłam się za nią zabrać - raz że latem wzięcie mają lżejsze zupy, dwa że ugotowanie grochówki wymaga czasu. 
Był czwartek, za oknem mróz, a ja siedziałam w domu. Idealny zbieg okoliczności, by marzenia o grochówce urzeczywistnić:) 
O tak! To była najlepsza grochówka, jaką zdarzyło mi się kiedykolwiek jeść. Serio! Co więcej - moim gościom też smakowała i zgodnie stwierdziły, że jest lepsza, niż w u nich domu... 
Chyba nie muszę Was dłużej zachęcać;)

Polecam również przepisy na inne pożywne zupy:

Najlepsza grochówka

Składniki:
400g wędzonych żeberek
300g łuskanego grochu (połówki)
4 ziemniaki
2 marchewki
kawałek selera (ok 100g)
1 pietruszka
100g zielonego groszku (może być mrożony)
3 liście laurowe
5 ziarenek ziela angielskiego
1 łyżka majeranku
duży ząbek czosnku
sól
świeżo mielony pieprz
1 cebula
1 łyżka smalcu gęsiego

Groch opłukać pod bieżącą wodą, zalać zimną wodą i odstawić na min. godzinę. Żeberka pokroić w mniejsze kawałki, włożyć od garnka, dodać pokrojoną pietruszkę, liście laurowe i ziele, wsypać groch, zalać wodą (ok 2,5 litry), zagotować, odszumować w razie potrzeby, przykryć i gotować na małym ogniu ok godziny. Groch powinien być miękki i będzie się rozpadać.
Marchew obrać, pokroić w półtalarki. Seler obrać i pokroić w słupki. Wrzucić do garnka, gotować 10 minut.
Do garnka wrzucić obrane i pokrojone w kostkę ziemniaki oraz zielony groszek. Gotować 10 minut, aż warzywa będą miękkie.
Cebule pokroić w kostkę, zrumienić na smalcu, dodać od zupy.
Czosnek przecisnąć przez praskę, dodać łyżeczkę soli i majeranek, rozetrzeć i dodać do zupy. Zupę doprawić do smaku solą i pieprzem.
Żeberka wyjąć z zupy, mięso obkroić i wrzucić z powrotem do garnka.
Grochówkę najlepiej smakuje z ciemnym chlebem.
Smacznego!


piątek, 3 lutego 2017

Kapuśniak z kiszonej kapusty na żeberkach


Kapuśniak z kiszonej kapusty kiedyś był kultową zupą w naszym domu. Babcia gotowała cały wielki gar, wstawiała go do pieca, a podawała z tłuczonymi ziemniakami. Zajadałam się nim bez opamiętania:)
Dopiero niedawno dowiedziałam się, że ten babciny kapuśniak ma wszelakie prawa, by nazywać się kwaśnicą. Dlaczego? Otóż babcia gotowała zupę na wywarze mięsnym z żeberek, dodając kiszoną kapustę z sokiem, a pod koniec gotowania okraszała podsmażoną na smalcu cebulą z drobnymi skwareczkami. Żadnych tam marchewek, selerów, pietruszek czy innych warzyw.
Wspominając ostatnio nasze ulubione potrawy z dzieciństwa tak mnie naszło na babciny kapuśniak, że nie potrafiłam powstrzymać rozszalałych śliniaków;) Następnego dnia z samego rana przedzierając się przez smog i mgłę wyruszyłam w rajd w poszukiwaniu najlepszych wędzonych żeberek. 
Przygotowując składniki do zupy postanowiłam jednak, że nie będzie to typowa kwaśnica, tylko kapuśniak, gdyż zamierzałam dodać do niego marchewkę i pietruszkę. Niesamowite, prawda? Dodatek zaledwie marchewki już zmienia zupę z kwaśnicy na kapuśniak. Zupa jednak pozostaje tak samo kwaśna, pożywna i jedyna w swoim rodzaju! 
Póki kapuśniak się gotował, upiekłam kilka ziemniaków w mundurkach, żeby smak dzieciństwa był jak najbardziej pełny. Dla mnie to była uczta!

Polecam również przepisy na inne pożywne zupy:

Kapuśniak z kiszonej kapusty na żeberkach

Składniki:
1 kg żeberek wędzonych (można na pół ze świeżymi)
3 liście laurowe
6 ziarenek ziela angielskiego
gałązka lubczyku (dałam suszony)
1 pietruszka
1 marchew
1 kg kiszonej kapusty
pieprz świeżo mielony
1 cebula
1 łyżka smalcu gęsiego
1 łyżka majeranku
opcjonalnie - 2 ziemniaki

Żeberka podzielić na mniejsze kawałki, zalać wodą, żeby całe były przykryte, zagotować. Jeśli pojawi się piana, zdjąć ją łyżką cedzakową. Dodać ziele, liście, lubczyk, gotować na małym ogniu pod przykryciem ok 20 minut.
Marchew i pietruszkę obrać, pokroić w półtalarki, wrzucić do garnka z żeberkami, gotować 10 minut. Kapustę pokroić, dodać do zupy i gotować ok godziny, aż kapusta będzie miękka (u mnie to zajęło nieco ponad godzinę). Jeśli zupa będzie zbyt gęsta, można podlać trochę wrzątku.
Z zupy wyjąć żeberka, obkroić z nich mięso i wrzucić do zupy.
Cebule obrać, pokroić w kostkę, zrumienić na smalcu, dodać do zupy.
Kapuśniak doprawić majerankiem i pieprzem. Sól w tym przypadku nie jest potrzebna.
Na koniec do zupy można dodać ziemniaki, pokrojone w kostkę i ugotowane osobno (nie gotujemy ich w zupie, gdyż przez kwas z kapusty nie będą miękkie).
Smacznego!


czwartek, 29 grudnia 2016

Bigos staropolski

Bigos staropolski
Prawie 10 godzin gotowania i mam najlepszy bigos, jaki kiedykolwiek jadłam. Bigos to chyba jedna z najbardziej popularnych potraw, które kojarzą się z Polską. Treściwy, syty, aromatyczny, z kiszoną kapustą, grzybami, śliwkami, wędlinami oraz mięsem. Do przygotowania bigosu lepiej wykorzystać kilka rodzajów mięsa i wędlin - wołowinę, wieprzowinę, gęsinę, dziczyznę, ale można też dodać wędliny i pieczone mięsa, które pozostały po Świętach. Taki bigos podbije niejedno podniebienie. Zresztą, co będę długo opisywać. Ugotujcie i przekonajcie się sami;) 
Aha, i jeszcze: gotowanie zaledwie litra bigosu absolutnie mija się z celem. Raz że samo gotowanie trwa długo, a dwa - że jest pyszny i szybko znika:)
Ułatwiłam sobie pracę gotując bigos w wolnowarze. Gotowałam go dwa dni: najpierw przez trochę ponad 5 godzin, a następnego dnia przez 4. Wolnowar nagrzewa się długo, dlatego cały proces gotowania w nim trwa dłużej, niż na ogniu. Jednak zaletą takiego gotowania jest to, że nie musiałam pilnować i mieszać bigosu, żeby się nie przypalił. Mój wolnowar ma pojemność 6 litrów, więc bigosu wyszło duuuużo i mogłam się podzielić z rodziną:)

Bigos staropolski

Składniki: 
500g wieprzowiny (łopatka, karkówka, szynka)
300g wołowiny (karkówka, łata)
200 wędzonego boczku
250g dobrej wędzonej kiełbasy (najlepiej domowej; ja dałam kiełbasę z dzika)
50g suszonych grzybów
150g suszonych śliwek
3 wędzone śliwki
2 cebule
2,5 kg kiszonej kapusty
0,5kg kapusty świeżej
3 liście laurowe
10 ziarenek ziela angielskiego
15 ziaren jałowca
15 ziaren pieprzu czarnego
1 łyżka majeranku
1 łyżeczka kolendry (utłuczonej w moździerzu)
2 gałązki rozmarynu
1 szklanka czerwonego wytrawnego wina
2 łyżki koncentratu pomidorowego
1 łyżka miodu gryczanego
2 łyżki smalcu gęsiego
1 łyżka oleju

Grzyby połamać na mniejsze kawałki, zalać wrzątkiem, odstawić na pół godziny, a następnie ugotować (ok 20 minut), odcedzić, wywar zachować.
Boczek pokroić w większą kostkę. Mięso pokroić w kawałki (ok 2cm), kiełbasę w półtalarki.
Boczek zrumienić na patelni, przełożyć do głębokiego szerokiego garnka (najlepiej żeliwnego). Cebulę zeszklić na oleju, przełożyć do garnka. Na tej samej patelni rozgrzać smalec i partiami obsmażyć mięso, przełożyć je do garnka.
Śliwki pokroić w ćwiartki, razem z kiełbasą i grzybami przełożyć do mięsa. Dodać przyprawy (oprócz majeranku). Świeżą kapustę pokroić w paski. Kapustę kiszoną opłukać, jeśli ma długie nitki - pokroić. Oba rodzaje kapusty wyłożyć do garnka. Wino, szklankę wywaru grzybowego, koncentrat i miód wymieszać, wlać do garnka.
Garnek przykryć, ustawić na ogniu i podgrzewać, aż płyn zacznie bulgotać, zmniejszyć ogień i gotować ok 3 godzin. W połowie gotowania zawartość garnka można lekko przemieszać, żeby sprawdzić czy się nie przypala. Garnek zdjąć z ognia, odstawić do wystudzenia i pozostawić w chłodnym miejscu na noc.
Następnego dnia znów podgrzać i gotować ok 1,5 godziny na małym ogniu. Jeśli bigos zacznie się przypalać, podlać ok szklanki wody (albo na pół z wywarem grzybowym lub winem). Garnek zdjąć z ognia, odstawić do wystudzenia i pozostawić w chłodnym miejscu na noc.
Na 3 dzień gotowanie powtórzyć, a godzinę przed końcem gotowania dodać majeranek.
Po ugotowaniu gorący bigos można nałożyć do słoików, zakręcić, a po wystudzeniu wstawić do lodówki. Tak zawekowany bigos można przechowywać do 2 tygodni.

Wersja dla wolnowara: po umieszczeniu w naczyniu wszystkich składników i zalaniu winem z wywarem grzybowym, garnek przykryć, pokrętło ustawić w pozycji HIGH oraz ustawić czas gotowania na 5 godzin. Bigos się nie przypala, więc nie ma potrzeby mieszania ani podlewania wody.
Po pierwszym gotowaniu wolnowar wyłączyć, bigos zamieszać i odstawić do wystudzenia. Następnego dnia znów gotować przez 3-4 godziny.

Smacznego!

Bigos staropolski